Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Gołoledź zaatakowała o świcie

czwartek, 31 stycznia 2013 23:21

Nie ma takiej bzdury, wymyślonej przez człowieka, która nie pojawi się w rzeczywistości. Developerzy, jak hurtownicy i właściciele zakładów usługowych, też mają zamiłowanie do „wykwintnych” nazw. Oswoiliśmy się  już z cudeńkami w rodzaju Piramida Fryzur lub Studio Paznokcia, ale deweloperzy lubują się w terminologii anglosaskiej. Pełno więc różnych Atrium, Park i Tower dołączonych do swojsko brzmiącego drugiego członu nazwy. Dowcipnie połączę słowa w rodzaju: Atrium Targówek, Ojcowizna Court i Szmulki Tower, bo wiem, że nikt na taki pomysł nie wpadnie. Jeden człon konstrukcji jest przaśny i swojski, więc zupełnie nie pasuje do słowa wyprowadzonego z germańskiej grupy językowej. To jak nadanie dziewczynce imienia Alexis, chociaż nosi nazwisko Kuciapka. Bawiąc się brzmieniem słów i ich relacjami, uznałem, że nikt przy zdrowych zmysłach (wyjąwszy mnie) nie zanurzy się w taką otchłań absurdu. Otóż, myliłem się. Mamy już Atrium Targówek! Nie tylko ja jestem pogięty. Czekam więc na pozostałe moje propozycje. Dorzucam gratisy: Pelcowizna Manor, Siekierki Embankment i Baniocha Park.

Mieszkam na Targówku, stąd mój niepokój, by nie szargano nazwy dzielnicy. Ponieważ w pobliżu cmentarza, zajmują mnie nazwy przedsiębiorstw pogrzebowych i ogólnie przemysł funeralny. Któregoś dnia na pewno skorzystam, ale odrzucam zakład Anubis, bo niechrześcijańska to nazwa i jeszcze mumię ze mnie zrobić mogą. Jak również Cerber, bo, jak pamiętam z mitologii, to bardzo nieprzyjemne zwierzę. Co do Bongo, nie mam zdania, tyle że to śmieszna nazwa w kontekście powagi pochówku, chyba że jest skrótem myślowym, wywiedzionym ze starej piosenki Bajo, bajo bongo, wieczór taki piękny… czyli pożegnanie bongo (cokolwiek to znaczy). Najmocniejsza, według mego rozeznania, jest Apokalipsa. Oznacza ruch w interesie, miliony klientów, gdy z morza wyłoni się Bestia. Ale to kwestia przyszłości, na razie przyjmują tylko ofiary zarazy, wojen i głodu. Czasy się zmieniają, Charon na pewno dysponuje całą flotyllą łódek i już sam się nie trudzi, tylko ma wynajętych pracowników. Styks uregulowany i płynie w kanale, Cerber w  kagańcach na pyskach. Jeden obol za przeprawę to już przeszłość. Pieniądze z ZUS na pochówek są tak wyliczone przez przedsiębiorców, że nie zostaje ani jeden obol dla żywych. Wszystko na Eleganckie wieńce, gustowne wiązanki. Z dachów spadają sople z kościanym chrzęstem kościotrupów. Ech, odwilż pewnie tak mnie nastroiła. Może to znak, że odradza się przyroda? Pora ku temu, bo ciało mam mdłe jak borsuk po zimie, a brak słonecznego promieniowania trzyma mnie w stanach depresyjnych. Co naocznie można stwierdzić. Pobudzają mnie tylko serwisy prasowe, które ze zwykłego dnia mogą zbudować sensację. A to, że gołoledź, że śnieg - niezwykłe, że zimą?! Tezę dopustu potwierdzają migawki narzekających obywateli, którym śnieg przeszkadza i doprowadza do wściekłości (mężczyźni) lub rozpaczy (kobiety) i wskazywania winnego takiego stanu rzeczy. Ostatnio, z zupełnie innych powodów, w Wiadomościach pokazano aż dwie płaczące matki (do tej pory, statystycznie, pojawiała się jedna na dwa wydania), no i oczywiście panią profesor szlachciankę. Nie rozumiem, skąd to podkreślenie przynależności do historycznego już stanu. Zachowanie, język, ekspresja słowa wskazują raczej na kogoś z ludu, kto awansował w społecznej hierarchii. Panie tego charakteru miewały kramy na Powiślu, tam wyzywały się, w błocie targały za włosy z konkurencją i mówiły do klientów z „górnego miasta” per „jaśnie panie”. Niektóre dochodziły do majątków i stać je było na kupno tytułu lub przyjęcie do grona herbowych familiantów. Takich należy szukać w Liber Chamorum Trepki. Chyba że to już ogólnie przyjęty i promowany model kontaktów i relacji, wszak mamy, kurwa, wolność słowa, nie?! Jeśli taka jest współczesna szlachta i akademicka kadra naukowa, to pora skorzystać z usług Przedsiębiorstwa Pogrzebowego „Apokalipsa”. Po drugiej stronie ziemskiego bytowania podobno istnieje miłość wszechogarniająca. Może to zbyt skrajna opozycja, ale zawsze to milej.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
102
4

komentarze (59) | dodaj komentarz

Tylko koni żal

niedziela, 20 stycznia 2013 23:47

Kupowałem na bazarku ręczniczek. Ładny, pomarańczowy, z napisem fitness. Dobrze będzie wyglądał na materacyku do ćwiczeń rehabilitacyjnych. Tak, fitness jest dla innej grupy wiekowej. Jakaś starsza pani, z tych, co to tylko oglądają, rzuciła w przestrzeń pytanie, do czego jest ten ręcznik? Już miałem ochotę być złośliwy i powiedzieć, że jest do lewej ręki i trzeba wziąć dwa, żeby był komplet, ale myślę sobie, słuszna reakcja. Kiedy wszystko się maksymalnie specjalizuje, kiedy powstaje odzież funkcyjna na wrotki, deskę, rower i spacer przed południem, to i ręcznik jest tylko do fitnessu. Inny, natomiast, może już mieć takie przeznaczenia: Ręcznik poranny damski, dedykowany twarzy. Z dodatkiem kolagenu i kwasu omega3, wraz z obojętnym Ph. Podczas osuszania twarzy przed lustrem gwarantujemy przesłonięcie wszelkich oznak starzenia.                         Dzisiaj w ulubionej Trójce, w trakcie rozmowy o wszechobecnej muzyce, redaktor pyta kolegę: Znasz miejsce w przestrzeni publicznej, które byłoby bez muzyki? No ładnie. Nowomowa „działania artystyczne w przestrzeni publicznej” już zawędrowała  pod strzechy. Kolega powinien był odpowiedzieć: No, nie mam takiej wiedzy, bo muza jest wszędzie (i powinien zakończyć rytualnym), tak? Znowu mi się zebrało na marudzenie. Wszystko przez to, że spotkałem wczoraj „nieludzkiego doktora”. Weterynarza, specjalistę od koni, znajomego z dawnych lat, gdy miałem swój udział w hodowli koni sportowych. Pamiętam rodzaj specjalnego wyróżnienia z powodu przynależności do tego środowiska. Być koniarzem oznacza raczej stan umysłu, a nie zawód, coś takiego, co wiąże się też z leśnikami, żeglarzami, taternikami i poetami. Nieco w tym zauroczenia tradycją jeździectwa polskiego (szczególnie ułańską fantazją), sporo fascynacji zwierzęciem użytkowym, rytuałem, wspólnotą hodowców i sportowców. Tak było. Już prawie nie ma państwowych stadnin i stad. Prawie nie ma hodowli polskich koni, chociaż na ostatniej Olimpiadzie w Londynie nasi byli na 8 miejscu, i to na polskich koniach właśnie. Smętek nas dopadł, bo odchodzą nasze czasy. Trzeba więc spotkać się w większej grupie i z tego żalu wznosić toasty za np. mają dupy jak z mosiądza, to ułani są  z Grudziądza. No cóż, teraz konie pewnie też otrzymują osobne ręczniczki „dedykowane” do każdego kopyta. Specjalne szampony do grzywy i osobne do ogona. Na pewno tak jest, skoro w osiemdziesiątych latach przy okazji zawodów oglądaliśmy (wyciągane ze śmietników) opakowania po elektrolitach, którymi delegacja jeździecka z Berlina Zachodniego futrowała swoje konie, a myśmy myśleli, że to tylko dla ludzi takie wynalazki. A niech tam. Uważam, że czas jest ten sam, tylko ludzie i obyczaje się zmieniają. W szufladzie pośród rupieci z dawnych lat leży kieszonkowy zegarek Illinois dziadka mojej miłej. Dziadka, który służył w 11 Pułku Ułanów Legionowych w Ciechanowie. Zegarek, do tej pory traktowany jak złom, zaćwierkał nagle słynnym cyk-cyk, poruszony jednym tylko dotknięciem. Czas sprzed wieku, ręce dzisiejsze. Dzięki temu dziadek się pojawił, chociaż już się prawie o nim zapomniało. A po mnie zostanie poliestrowy ręczniczek fitness i różne jednorazówki. Przetrwają  ku radości potomnych, bo się nie rozłożą. 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
78
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Walka karnawału z karnawałem

środa, 09 stycznia 2013 16:57

…Ogólnie świat jest piękny,

W tym świecie jest tak cudnie,

Czy zwrócę twarz na zachód,

Czy tylko na południe.

Mogę go przemierzać spokojnie i leniwie,

On będzie tylko taki, jakim chcę go widzieć.

 

No to jak to jest ze mną, drogi poeto? Czemu czasem zauważam fakty i wydarzenia, które mnie irytują? Wtedy narzekam i je opisuję. Czy to znaczy, że taki chcę świat widzieć? Niczym serwis informacyjny w telewizji: same kontrowersyjne lub przerażające wiadomości, straszne i krwawe. Optymistyczne raz w tygodniu. Sądzę, że moje życie ogólnie jest szczęśliwe, więc muszę je dopełniać irytującymi wydarzeniami, żeby pozostało w równowadze. Może tak to wygląda? Żeby daleko nie szukać. Wracam do domu obok marketu słynnej sieci. Na płocie, który otacza budynek, wisi banner, tłumaczący, dlaczego nieczynne: Remontujemy sklep dla Państwa wygody. Wzruszyłem się. Jacy są dobrzy dla mnie! Jak o mnie myślą! Nie żałują kosztów i wysiłku, żebym tylko ja był zadowolony. Jak tak, to nie będę chodził do innych dyskontów, tylko tu zostawię swoje pieniądze! I to nieprawda, że na ostatnim zebraniu zarządu, head manager powiedział do bread, egg, vegatable, liquer i other fucking things managerów: - Musimy zrobić remont, bo nam na łby się wszystko spierdoli, zniszczy się towar i nie zarobimy, bo pies z kulawą nogą do nas nie przyjdzie na zakupy. Jak wiadomo, im więcej sprzedamy, tym więcej kasy dla nas. No to do roboty. Wniosek z tego taki, że mnie irytuje hipokryzja w otaczającym mnie świecie. Jak hasło pewnego banku, że istnieje tylko dla mnie i żeby mi pomagać, i plakat szybkich pożyczek z sentencją Zależy nam na Twoim portfelu. Tu, akurat, powiedzieli prawdę.

Wszedłem w nowy rok spokojnie, zauważając to wydarzenie jedynie w społecznych zachowaniach innych. A to, w rytualnych zaklęciach typu: - No i zdrowia i jeszcze raz zdrowia! Oby ten był lepszy! No i oczywiście po eksplozjach sztucznych ogni, które mają symbolizować radosne przekonanie, że oto wszystko się odmieni wraz z umowną datą rozpoczynającą kolejny rok.

Patrzę na wizerunek teraźniejszości w mediach i myślę, a co tu mogłoby się zmienić, i po co? Polityczni celebryci istnieją dzięki mediom, a media dzięki celebrytom. Usługa za usługę. Wspaniale, że jeszcze od czasu do czasu pojawia się jakaś mama małej Madzi, która może ożywiać newsy przez kilka ładnych miesięcy. Hipokryzja wszechobecna pod hasłami ideologii i posłannictwa. Budowanie wizerunków zamiast prawdziwych autorytetów.    Dlatego w tej przewidywalnej powtarzalności pojawia się jak deus ex machina, jak Jeździec Znikąd, jak Trikster - sędzia Tuleya. Nowy bohater naszych czasów. Mam nadzieję, że z siłą zdolną odmieniać obyczaje i zastygłe struktury. Opcje polityczne rządzą niepodzielnie i dzielą Polskę między siebie. Role określone, stanowiska obsadzone takoż, a tu pojawia się ktoś, kto ma swoje zdanie, precyzyjne przesłanie, mówi po ludzku, chociaż urzędowym językiem, stara się być obiektywny i niezależny. Później pojawia się pani profesor Monika Płatek. Też mówi spokojnie i precyzyjnie. Jest wyżej niż podziały i obowiązujące trendy. Niż osobiste interesiki i ambicje. Tacy ludzie są zapowiedzią zmian, znakiem przebudowy świadomości społecznej. To zwycięstwo indywidualizmu nad gnijącymi masami partyjnymi. Cieszy mnie ujadanie oburzonych i zaniepokojonych casusem Tuleyi. To znaczy, że już przeczuwają zbliżającą się własną klęskę. Początek końca partykularnych interesów i wykreowanych autorytetów. Żegnajcie, partyjni agitatorzy, butni, zadufani, nonszalanccy i protekcjonalni. To jest właśnie koniec świata, który  nam groził.

 

…Gdy wieje wiatr historii,
Ludziom jak pięknym ptakom
Rosną skrzydła, natomiast
Trzęsą się portki pętakom.      

 

(K.I.Gałczyński)

 

                                                                                                         

 


Podziel się
oceń
81
5

komentarze (3) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 463  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268463

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości