Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Beskid wcale nie taki Niski

czwartek, 23 stycznia 2014 19:08

W góry to raczej mnie nie ciągnie. Mieszkałem tam kilka lat i wiem, że świat zasłaniają. Chyba że mieszkasz na szczycie. Widok zapierający dech, ale wiatry chałupę prawie unoszą. No i chodzić ciągle trzeba w górę i w dół. Z plecakiem na chwilę, latem lub jesienią, pokłonić się mocy, pooddychać, z góry na świat popatrzeć − to chętnie. Ale żeby zimą? Na cóż mi to? Nart nie przypniesz, bo śnieg ledwo przyprószył łączki i pod nogami raczej margle i gliny, a nie puchowy tren. Niedźwiedzie bezradne. Nie wiadomo, spać czy już wstawać, więc się robią poirytowane, jak ja o poranku. Jednak jedziemy we wspomniane góry, bo zaproszono nas na Małankę, czyli łemkowski przeddzień Nowego Roku. Mieszkamy w Chatce na Wołowcu. Brązowa ona, zrudziała, staro-drewniana, jak się należy. To na zewnątrz, a w środku – stoły bogate, z konsumpcją wyszukaną i ekskluzywną. Sałatek dostatek. Rydze kwaszone, pasztet domowy, polędwica z jelenia wędzona! Mnie kateringiem zaskoczyć trudno, a tu proszę. W towarzystwie obecni są leśnicy, to wiele wyjaśnia. Jeleń pewnie utykał na prawą nogę albo miał niedomykalność zastawki aortalnej, że go zaprzyjaźnieni myśliwi odstrzelili. Zdrowego nie wolno. Romek mówi, że powrót do naturalnej selekcji (przez wilki na przykład) już jest niemożliwy, tak mocno człowiek w przyrodę zaingerował. No, jak tak, to jem i bardzo mi smakuje. Jurek przytacza opowieść leśnego robotnika, który nieszczęśliwie natknął się na misia: - Miałem popękane gumofilce, ale tak spieprzałem przez kałuże, że nawet nóg nie zamoczyłem! Życzliwość wokół, pojednanie, nikt nikogo nie drażni ani nie zawstydza. Bliskość intelektualna i emocjonalna, i ogień płonący w kominku.

W mieście ludzi pełno dookoła. Są wszędzie. Na ulicach, w sklepach i urzędach. W domu też. W mieście żyje masa, a tu, w górach, pojedynczego człowieka widać. Jest, konkretny i niepowtarzalny. Jakby na jedną górę, na jeden potoczek przypadał człowiek. W okolicach chaty pusto, pies tylko ujada, kiedy przechodzimy. Szczeka, bo obcy jesteśmy, a tu takich mało. Swoich też niewielu. Dopiero jak się zejdą z górek i połonin, to widać, że są, że tu się żyje i ma swoje sprawy. Jurek na srokaczu przyjechał, uwiązał przed chatą, widok jak z innego świata. Śnieg otrzepał, zasiadł za stołem. Jeżdżenie koni w śniegu i deszczu mam za sobą i już bym tak nie chciał. Dopadł mnie najgorszy demon, Wygoda. Strzyga albo sukuba, co w nocy dusi, nie jest taka zła. Budzisz się i przez dzień wrócisz do formy. Wygoda, natomiast, nie opuszcza cię nocą i dniem. Siłę zabiera, fantazję i odwagę. Słucham miejscowych i ich opowieści. Każdy ma swoją, osobistą, odrębną. Tu jest się kimś. W mieście, każdym. Kiedy przez 10 lat mieszkałem w lesie, pewnie też byłem kimś. Miasto mnie wchłonęło, rozpuściło, rozwodniło jak wodę po kisielu, zabrało zaradność i dzielność. Wszystko mogę kupić i załatwić, nawet zaradnego człowieka wynająć, żebym się sam nie trudził.

Śpiewamy sobie, żart subtelny wkoło się skrzy, opowieści się snują. Gospodyni Ania, co krywulki z koralików robi, kolędę cicho nuci. I tak sobie żyjemy, przez chwilę obok siebie.

 

 

brudno13 014.jpg

 

brudno13 025.jpg

 

 


Podziel się
oceń
83
3

komentarze (28) | dodaj komentarz

Marek Sabota porządny chłopak

wtorek, 07 stycznia 2014 21:05

Dzisiaj odkryłem, że pod moją poduszką kocą się anioły. O tym świadczą liczne piórka i kulki wełny owczej. Poduszki sprawdzałem, nie są dziurawe, może z kołdry, ale dlaczego pod moją głową? Objaśnień tego zjawiska może być kilka. Anioły, jak każdy rodzaj ptactwa, w czasie zimy garną się do ludzi. Jeszcze bardziej aniżeli w innych porach roku. Pewnie to nie tylko obowiązek bycia blisko ludzi, ale też instynkt samozachowawczy każe szukać miejsc ciepłych i bezpiecznych. Na przykład pod głową, w której sny się plotą. Anioł we śnie, zwykła rzecz, nikt się nie będzie denerwował ani robił sensacji. Tak, to bardzo prawdopodobne, bo nie śnią mi się diabły i inne demony, czyli że w podzięce za ciepło anioły pilnują moich snów. Chyba że aniołów nie ma, w takim razie może to domowe skrzaty albo myszy. Tylko skąd myszy? No nic, sprawa się wyjaśni na pewno. Na razie budzę się jak zwykle z fragmentami zdań lub z tytułami opowiadań, wierszy albo bloga. Marek Sabota porządny chłopak. Nawet szukałem w sieci Marka Saboty, ale bez rezultatu. Sobota tak, ale nie Sabota. Może on tylko z moich snów? Czyli, jeśli istnieje naprawdę, to znaczy, że ja go wyśniłem i jestem w jakimś sensie za niego odpowiedzialny. To może lepiej nie szukać?

Przy okazji urodzin dostałem sztuczne żywe kwiaty. Tak to należy nazwać, bo oto kilka żywych róż zostało pokrytych jakąś pianką, imitującą oszronienie. Jak żywe kwiaty zimą. Ponieważ nie występują w przyrodzie, należało posłużyć się nową technologią, kreując pomysł „żywe kwiaty, jak żywe w śnieżnej szacie”. Filozofom się nie śniło. Coś jest i nie jest równocześnie. Rzeczywistość odwzorowana i wykreowana. Perła w mojej kolekcji fałszywych wizerunków i fantomów rzeczywistości. Jak pewna radiowa redaktorka, która w audycjach na żywo mówi swoim, ludzkim głosem, a w nagrywanych wcześniej magazynach już posługuje się specyficzną intonacją, modulacją i interpretacją. A to zdławi jakąś głoskę, a to ją podwyższy, trzymając się ogólnej konwencji „jestem radosna jak nie-wiem-co i mówię o fajnych rzeczach, więc ciesz się razem ze mną, mój ty fajny słuchaczu”. Świecie drogi, dlaczego mi to robisz? Dlaczego zżymam się przy reklamie podpasek (są jeszcze szersze, więc niewidoczne), kiedy kamera pokazuje pupę modelki (nie, nie, jak do tej pory jeszcze w legginsach), i uważam, że to niestosowne? Nie moja irytacja, tylko reklama, oczywiście. Dlaczego nie potrafię bawić się jak wszyscy przy radosnej pieśni? W jej refrenie pojawia się wymyślony, czyli pseudojęzyk „cygański”, ore, ore (…) hajda trojka na mienia. Czuję się jak cham, który kwasi cudowny, beztroski nastrój, bo siedzę nadęty, rozważam pojęcia kiczu i campu i czuję, że ktoś mnie oszukuje. Dlaczego to normalne, zachwycać się w rozmowach litewską wódką z kłosem w środku? Jest świetna i dobrze wchodzi. Chociaż po niej można na przykład przejechać całą rodzinę na noworocznym spacerze. Dlaczego dzieci widzą rodziców pijących coś, czego one jeszcze nie mogą pić? Ale dorosną i też będą się bawić, śpiewając szabadabada amore. Dlaczego to jest normalne? Bo nikt nie bełkocze, nie wymiotuje, tylko świetnie się bawi? I jest na to zgoda społeczna? Wtedy jest w porządku? Dlaczego najbliższa rodzina uważa, że mam obsesję albo miałem problem alkoholowy? Wszak gorzałka – przyjaciółka pomaga! Smutnych rozbawi, złych wyluzuje, napiętych rozluźni. Poza tym, kulturalni ludzie nie pozwolą sobie na chamskie upojenie. No może wyglądają jak róże pod sztucznym szronem. Trochę prawdziwi, trochę udawani. Trochę są i trochę ich nie ma.

 

brudno13 025.jpg

 

 

brudno13 014.jpg


Podziel się
oceń
88
3

komentarze (17) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 439  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268439

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości