Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zużyte bateryjki

piątek, 28 października 2011 10:23

Znowu mi się śniło, że nie mogę wyjść na scenę, bo są ważniejsze sprawy albo takie, które odciągają moją uwagę od koncertu. Publiczność czeka i się irytuje. Wiem, że koncert będzie dobry, ale z jakiegoś powodu ciągle go odwlekam. Wychodzę ze snu z ładnym tytułem na blog – Trzebienie jazgarza. Może wykorzystam później, bo na razie czuję się jak zużyta bateryjka. Zorientowałem się, gdy przysiadłem na ławeczce obok pojemnika na wyżej wymienione w korytarzu radiowej Trójki. Jestem zmęczony, nic mi się nie chce, elektrolit ze mnie wycieka, zaśniedziałe mam bieguny i nie wiem, czy jestem jednorazowy czy akumulatorowy? Galvani określiłby ten stan jako brak „elektryczności zwierzęcej”, bo udka mi się nie chcą ruszać, pomimo drażnienia myślą, która, jak wiemy, ma swój potencjał. Gdybym ja miał tyle siły i energii co partie rządzące i opozycyjne, tobym góry przenosił i zmieniał rzeczywistość. Jakiego to jest rodzaju energia, że się zastanowię przez chwilę? Czy to wszystko kwestia chemii, z którą nigdy się nie rozumiałem? Zapamiętałem tylko jedną, ważną, informację o siarkowodorze, a to dzięki jej poetyckiej konstrukcji: Na podwórzu siedzi pies/ z dupy puszcza H2S. Dlaczego nikt z ówczesnych pedagogów nie poszedł tą drogą, która mogła rozniecić moją pasję poznania? Dzięki niekonwencjonalnym metodom nauczania wiem, że w wymiocinach jest HCl, ale stosownego cytatu nie zamieszczę. Z bateryjek, kiedy tracą energię, czyli umierają, to się odzyskuje różne metale. Jeszcze na coś się przydają, chociaż nie mają spokoju wiecznego. Podobno, pomimo zawartych w człowieku pierwiastków odzyskanie ich jest nieopłacalne i ogólnie człowiek, jako produkt, jest prawie bezwartościowy. To przykre, mieć tego świadomość. Jestem nic niewart, nikt ze mnie niczego nie odzyska, nawet organy wewnętrzne mam wyeksploatowane. Zupełnie jak ten jazgarz, który okazał się płotką, i to w dodatku niewymiarową. Ani chybi znowu jestem nawiedzony. Dusiołek, sukub albo czarcicha siedzi mi na piersi. Niech tylko sobie odpocznę, to ich moc przejmę, a wtedy zaśmierdzi siarkowodorem i wszystkie zaległe sprawy pozałatwiam jak ta błyskawica, czyli wyładowanie. No, chyba że mi się nie będzie chciało.   

 

 



Podziel się
oceń
9
2

komentarze (12) | dodaj komentarz

Jesienna depresja bojownika o wolność

piątek, 21 października 2011 9:55

Kiedy mężczyzna choruje, to się tym przejmuje zazwyczaj. Choroba czyni go bezradnym, bezsilnym, bezwolnym i innym bez-. I to jest najgorsze. To coś silniejsze od niego, na co nigdy nie było zgody! W takiej sytuacji się poddaje, a nie ma nic bardziej przykrego od widoku mężczyzny bez-. Jedzenie nie smakuje, świat jest ponury, bo niedostępny dla chorego. Polityka drażni w dwójnasób, rozrywki związane z wyjściem z domu są niedostępne. Można, co prawda, badać symptomy choroby i przekładać je na wyparte potrzeby psychiczne, ale jak długo da się symbolicznie babrać się w wydzielinach i innych objawach? Czasem chciałbym być pracownikiem korporacji. Tak silnie zmotywowanym, że nie ma czasu na głupie choroby i nonszalancko zrzuca z biurka wszystkie lekarstwa, które, specjalnie dla niego, wymyśliły i wyprodukowały flagowe laboratoria. Nie można w tak jaskrawy sposób lekceważyć produktu innej korporacji. Firmy mają współdziałać, bo inaczej zarobi tylko jeden, a nie po to nakręca się konsumpcję. Dlatego uważam, że każdemu chorującemu należą się specjalne zniżki przy zakupie leków. Powinien być promowany za bycie chorym, bo to podnosi sprzedaż w firmie. Leki mają być łagodne, by z choroby wychodziło się po miesiącu, na przykład, a nie po kilku dniach. A kiedy chory się wyleczy zupełnie i już nie wróci po leki? To jaki w tym interes ma flagowe laboratorium? W popkulturze modni są oburzeni. Jestem jednym z nich. Nie znam dokładnie powodu, ale czuję, że coś jest nie w porządku. Oto przypuszczalne przyczyny oburzenia w moim przypadku: wirusy, bakterie i grzyby. Jesień i nadchodząca zima, bo wiążą moje ciało w warstwy ubrań, więc ograniczają moją wolność. Odwołane koncerty, zmniejszająca się perspektywa spędzenia wakacji w tropikach (a prezesi mogą!!), niewygodna poduszka i program telewizyjny. No i „śmieszne dialogi” prezenterów radiowych, i niebo zasnute chmurami. Ale jest mi dobrze! Skoro mogę się oburzać z takich powodów. A prawdziwy to jaki? Jeszcze nad tym choruję.

 

Po wyborach

 

Chociaż ciepło uśmiechnięta

Twarz z bilbordu smętnie zwisa,

Pod nią dziadek na spacerze

Na ławeczce z wnukiem przysiadł.

 

Wiatr wytrząsa z wizerunku

O potędze słodkie sny,

A deszcz spływa po papierze

jak posłanki gorzkie łzy.

 

Wnuczek pyta, a to kto to?

Czyje zdjęcie wpadło w błoto?

Chciał być ważny, ale znikł,

Teraz, wnusiu, to już nikt.

 

Uśmiechniętą twarz z plakatu

Bez szacunku wiatr wciąż szarpie.

Kto posprząta po tym balu?

Tylko tym się dzisiaj martwię.

 

Czy dla kasy, czy dla sławy?

Nie obchodzi mnie ten motyw,

Jest już wreszcie po wyborach,

A więc idźcie do roboty.

 

Posprzątajcie serpentyny,

Nim weźmiecie się do pracy.

Ja płaciłem za ten casting,

Coś to dla was chyba znaczy?

 

 



Podziel się
oceń
10
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Umrzeć – usnąć – i nic poza tym

czwartek, 13 października 2011 11:55

Już wiem, dlaczego jesienią często choruję. Z tym brakiem odporności, co wszystko ma tłumaczyć, to bzdura. Organizm po prostu dostaje wyraźny sygnał: odlatuj do ciepłych krajów. Jeśli nie, gotuj się do zimy, czyli, na przykład: powiększaj tkankę tłuszczową do zimowej hibernacji lub przynajmniej do letargu zimowego. Jeśli w listopadzie pojadę, na przykład, do Hurghady, to będzie to znak, że rzeczywiście jestem ptakiem, tylko skrzydła mam w zaniku z powodu używania samochodu i samolotu. Chyba że jestem wychudzonym niedźwiedziem? Przez długi okres przebywania w mieście, wśród ludzi, straciłem siłę fizyczną, bo wspiera mnie prawo karne, to po co mi ona? Pełną michę też dostaję, więc stałem się zwierzęciem miejskim z populacji synurbijnej. Ale pierwotna natura się odzywa. Spać przez zimę? Chętnie. Temperatura ciała do 33 stopni? Da się zbić. Skurcze serca do 9 razy na minutę? Żaden problem. Już teraz, kiedy siedzę i myślę, to mi zwalnia, a jak nie myślę, to tym bardziej. Nie jeść, nie pić, nie wydalać moczu, nie defekować. Tu gorzej, ale sumiennymi ćwiczeniami można nawet wygrać turniej w Pekinie. Chyba że jestem drzewem, które w naszym klimacie ma wpisane zamieranie i odradzanie się wiosną? Czyli powinny mi wypaść włosy, zmieniwszy uprzednio kolor na żółty, czerwony i brązowy. Stąd wniosek, że wszelkie symptomy choroby, czyli ból gardła aż do zaniku głosu, wypływanie mózgu przez nos i wypluwanie płuc to żadna choroba, tylko potrzebna destrukcja, żeby się przystosować, przetrwać trudny okres i rozkwitnąć wiosną. To rozumiem. Dlatego drugi dzień infekcji (czas zgody na chorobę) jest taki wspaniały. Nie robi się nic. Absolutnie. Wszechogarniający spokój, uzasadnienie – nie robię nic, wszak jestem chory. To było potrzebne. Posunę się dalej w rozmamłaniu i destrukcji, oglądając wszystko w telewizji, nawet film z Lundgrenem albo innym Dudikoffem. Mogą nawet swoim wrogom wyrywać serca, a ja patrzę na to obojętnym okiem, bo jestem jak puste naczynie albo miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. Do relacyjnych kontaktów nie tęsknię, nawet ich nie potrzebuję, może nawet socjopatycznie myślę o takich ewentualnościach. Przeczekać, osunąć się w drętwotę, znieruchomieć. Fotosynteza w zaniku, tylko od korzeni trochę wody, soli mineralnych, żeby do końca nie zdrewnieć, spokój. Deprywacja sensoryczna na granicy Zacisza i Osiedla Generalska. Objawy wspaniałe: zaburzenia poczucia czasu, dziwaczne myśli, wyobrażenia i halucynacje. Dlatego śnię o mojej nauczycielce psychologii procesu. Ona jedna tam została, jaskółeczka moja mała. To znaczy, że jest w kraju, nie w Hurghadzie?! Cała nadzieja w ocieplaniu się klimatu. Roztopią się lodowce, będzie następować pustynnienie Europy, będę zdrowy, pełen energii, bez tego niepokoju, czy już odlatywać, czy zostawać?

 



Podziel się
oceń
6
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 440  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268440

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości