Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Brawo, jagodowy kubeczku

czwartek, 25 października 2012 18:49

Wróciłem do Warszawy jak do konieczności, do obowiązków. Niby nie mam codziennych stałych zajęć i życie moje to nieustanne wakacje, jednak odkurzam z niechęcią zostawione plany, odgruzowuję korespondencję, zobowiązania i umowy. Niechybnie byłem w poprzednim życiu jakimś pustelnikiem albo kimś podobnym. Okoliczna ludność przynosiła mi pożywienie, a ja zgłębiałem tajemnice Natury i Bytów Wszelakich. Teraz ludność ma całe mrowie ekspertów od wszystkiego, więc na gratisy żywnościowe nie ma co liczyć. By ich poznać, ekspertów, znaczy, udałem się na wystawę fotografii artystów różnych. Różnych w znaczeniu dokonań, wizji artystycznych i ducha. W czasach dostępności i łatwości fotografowania łatwo o weryfikację talentów. Już widać artystycznych oszustów, miałkich i pustych rzemieślników. Moja siostra, natomiast, jako uczestniczka, super. I to nie z powodu miłości rodzinnej tylko kontekstu, czyli towarzystwa. O jednej pracy muszę napisać, bo pozostawiła mnie w rozterce estetycznej. Eksponowana dumnie na wejściu przedstawiała sześć ujęć kobiecych bioder w majtkach bawełnianych z angielskimi nazwami dni tygodnia. Siódme zdjęcie ukazywało nagie łono bez majtek, czyli organ kobiecy, zadbany, bo przystrzyżony. Najpierw pomyślałem, że to taki żarcik. No może i banalny. Przecież nie o epatowanie nagością chodziło? Nie w tych czasach, gdzie nagość stała się czymś codziennym, kojarzącym się raczej z reklamą podpasek, a nie z ukazaniem piękna kobiecego ciała. To już raczej organ męski prowokowałby bardziej, a co dopiero, gdyby w zwodzie! Do tego wszelako trzeba znaleźć modela odpowiedniego, gdy artysta jest w impotencji twórczej, chociaż takie obnażenie, przekroczenie granicy wstydu, byłoby czymś wartościowym i chwalebnym. Wiem! Artysta chciał przedstawić Boski Plan Stwarzania i odpoczynek Dnia Siódmego. Albo szarość i zniewolenie człowieka i uwolnienie go z okowów kulturowych i zwyczajowych więzów. Nie, to zbyt proste i oczywiste. O! Bawełna jako współczesny listek figowy, roślina, która przysłania inną roślinę, jaką jest kobieta. To taka metafora, porównanie i takie tam. No jakże trudno mi prześledzić drogę aktu twórczego! Gdzież ta moja inteligencja emocjonalna! Bo to niemożliwe, żeby sobie Artysta pomyślał: Wszystko już w życiu fotografowałem, to teraz pora na cipkę. A jak ktoś spyta dlaczego i po co, to powiem o wewnętrznym nakazie, płynącym z biologicznego ciała, który jest ponad ocenami i systemami estetycznymi. Tak im powiem.

Z miasta płynie ogólne zepsucie i choroby. Doświadczyłem fizycznego, wirusowego cierpienia zaraz po powrocie do Warszawy, już wieczorem, w  dniu wystawy. Jak nic, na skutek obcowania ze sztuką. Lepiej było mi nie ruszać się z lasu. Tam człowiek zdrowy jest, bo mało wokół dawców ewentualnych zarazków. Chyba że od lisa wściekliznę się przejmie, zjadając jagody z krzaka. Najgorsze to nie jest, bo człowiek w takim stanie wśród ludzi pewniej się czuje. Nie spotka się tu żadnego, nie daj Boże, konceptualisty, a jedynie bobrowe instalacje i zajęcze performansy. Warto więc zbierać jagody do kubeczka, nawet już po sezonie.

Bo ja leśny człowiek jestem.

 


 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
41
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdążyć przed sarnami

niedziela, 14 października 2012 23:42

Siedzę sobie na tarasie, czyli, jak mówi pani Marta, na „paradajsie”, i słucham świata. Nowe dźwięki się pojawiają, niektórych dźwięków nie ma, wszystkie jednak świadczą o tym, że w przyrodzie coś się zmienia i że jesień niewątpliwie i bezsprzecznie nadeszła. Ptaki słychać indywidualnie i z rzadka, a nie w masie wiosennej, która tylko o tej prokreacji się drze. Nawoływania żurawi i gęsi już nie z mokradeł tylko z nieba nad głową. Klucze różnych kształtów, pojedyncze i podwójne, kilka razy w ciągu dnia lecą na południe. Heniek piłą tarczową tnie drewno na zimę. Pewnie kupił w nadleśnictwie, chociaż różnie to bywa. Ja tam brakarzem nie jestem, ale jaki sortyment drewna leży u niego na podwórku, wiadomo po dźwięku piły. Na pewno gałęzie, bo piła dzwoni krótkim „dzyń” i wybrzmiewa jak misa tybetańska. Czasem się zmaga trochę dłużej, „dzyyyńńń”, ale i tak wiadomo, że tnie byle co. Z tego Heńkowego dzisiejszego cięcia na zimę nie wystarczy. Sosna się pali szybko i gwałtownie. Jak człowiek, który zapala się do pomysłu, w wyobraźni go obrobi, rozświetli, ale już realizować mu się nie chce. To jak ja zupełnie. Planów nie zrealizowałem, no to siedzę teraz na drewnianym tarasie, a nie na gresach albo marmurze. Ile ja bym dzisiaj miał drewna na zimę! I to nie sosny, tylko dębiny, bo się pali spokojnie i rozsądnie. Jakby mnie fantazja naszła, to i hebanem bym palił! Niech wiedzą, że u mnie wykwint ważny, a nie oszczędność.

Może na grzyby jutro pójdę, bo padało. Wieczorem jeszcze było ciepło, więc jak nic się pokażą. Trzeba by rano, żeby ktoś wcześniej nie zebrał. No może  koło południa będzie w sam raz. I tak sarny o świcie wstają, to co się będę z nimi ścigał. Główne fazy żerowania przypadają jednak na wczesne godziny ranne, południe oraz godziny wieczorne i nocne. Tym bardziej pośpię, bo to brzmi jak horror - sarna żeruje. Czyli rozszarpuje, patroszy, żre, krew ofiary zalewa jej piękne, smutne sarnie oczy. Więc o świcie nie pójdę. A może, zamiast, poczytam? Żëcé i przigòdë Remusa. Obowiązku nie ma. Totalna wolność wyboru, która nawet trochę obezwładnia, kiedy chce się wreszcie podjąć decyzję. Chyba jednak poczytać. Zaraz świat dookoła staje się pełniejszy, bardziej wyrazisty, bo dowiaduję się o jego istocie, o jego powietrzu, o strukturze i idei. Bardziej wtedy rozumiem panią Martę, gdy pyta nas, powracających z lasu z koszykiem: - Dało coś? Jakby w lesie była siła, duch, który może nagrodzić albo ukarać. Staje się jasne, że jest oczywiście Bòrôwo Cotka, która lasem się opiekuje. W takich chwilach czuję, że w tym oto zdaniu jest codzienna prawda i doświadczenie: Gùbë i brózdë na jegò licach tak trójnie wëstąpiłë jak szor wiatru na gładze jezora. Natomiast: Fałdy i bruzdy pomarszczyły jego twarz, jak gwałtowny wiatr marszczy powierzchnię jeziora to  jedynie próba poetyckiego opisu rzeczywistości z wykorzystaniem porównania.

Bez zrozumienia, bez odczucia miejsca, jego historii i powszedniości będę tylko turystą z Warszawy, który przyjeżdża tu ze swoim światem, nosi go wokół siebie jak bańkę mydlaną, chociaż niby zachwyca się miejscowym lasem i wodą. Jak biały człowiek w selvie, który narzeka na niewygody i robale, bo jego kontekstem  i punktem odniesienia jest Cubus i Ibis Hotel. Nie czuje bólu portugalskiego fado, bo dla niego to tylko rodzaj zbędnej nadekspresji. Nie trzeba zgłębiać psychologii głębi. Wystarczy przeczytać historię Remusa, by poznać trzy zjawy stojące na drodze każdego – Trud, Strach i Niewarto. Na drodze do zaklętego zamku i królewianki. Tylko co jest moim zapadłym zamkiem? A droga do niego?

To do ùzdrzeniô.

 

 


Podziel się
oceń
41
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 292  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266292

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl