Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Brzozowy sad

czwartek, 28 listopada 2013 23:31

Życie w mieście ma swoje dobre i złe strony. Większa szansa wymiany dóbr, czyli łatwiej tu zarobić, ale też wydać. W mieszkaniu ciepło, ale powietrze suche, pełne alergenów i zanieczyszczeń. Przynajmniej raz w tygodniu wnuki przynoszą z przedszkola jakieś zmutowane zarazy, ale lekarz jest pobliżu, więc można chorować. W komunikacji miejskiej ludzie wymieniają się wirusami i ryczą do siebie telefonicznie, ale za to samochód mogę sobie zostawić w garażu. Szerokie ulice i jasne chodniki przemierzam na piechotę, ale mogę być przejechany przez pojazd kołowy, czyli też przez rowerzystę. Ostatnio stali się butni i nonszalanccy, wszak wyróżnia ich jednoślad i odzież funkcyjna. Widząc ich, lawirujących między przechodniami,  jestem o krok od zorganizowania akcji Chodniki dla pieszych! albo od wtykania kijka nordic walking w szprychy. Najgorsze jest to, że w mieście myślę o wizerunku, golę się codziennie, dobieram ubrania i zaczynam się mądrzyć. Czuję, jak słowa płyną z mojej głowy, jak je wymyślam, jak układam. Tutaj tak się żyje, walcząc o przetrwanie. Wizerunki, eksperckie potyczki, wysoka pozycja, popularność. Każdy robi to na swój sposób, w miarę wiedzy i chęci. Siedzę w Śródmieściu we włoskiej ristorante. Właściciel, jak się należy, Włoch. Kelnerki Słowianki o jasnych, lnianych włosach. Słyszę fragment rozmowy – Ja wiem, ja wiem – woła kelnerka do swego padrone. – Był taki mafiosoMascarpone! Nawet film o nim zrobili. Wszystko na faktach autentycznych!

Na bazarku kłótnia. Jedna z pań odchodzi poruszona niesprawiedliwością i grubiaństwem. Miotając jeszcze wyzwiska, kończy zdaniem zamykającym: - I żadnej, kurwa, ogłady!  

Miasto wymyślone przez człowieka. Z wykreowaną modą, potrzebami i zachowaniami. Wielki fantom, gdzie zwycięzców Lady Makbeth dopuszcza do łożnicy, jak pisze poeta. Tak, wymyślam to, co piszę. Zastanawiam się, buduję intrygę, konstrukcje, myśl osaczam i opisuję. Przy okazji udaję, że jestem intelektualistą i erudytą. I tak kiepsko mi idzie, może dlatego, że nie żyję miastem i nim nie myślę. Raczej je wykorzystuję jak synantropijne zwierzę, które żywi się przy człowieku. Wzorem kuny domowej albo sokoła wędrownego na attyce Pałacu Kultury, czatującego na gryzonie.

Są chwile, które uczą pokory i respektu wobec miasta. Chociażby wizyta w Telefonii. Mogą sprzedać mi wszystko, a ja się na to chętnie zgodzę i podpiszę lojalkę. Zapłacę tyle, ile zaplanowali, wodząc mnie po meandrach tabel, ofert, rabatów i zależności między propozycjami. Za cztery misie gadam, ile chcę, ale muszę dwa misie zamienić na trzy zajączki, jeśli chcę mieć sms do wszystkich, chociaż w rabacie 50% muszę dwa zajączki oddać na rzecz misia niebieskiego, który da mi nieograniczony dostęp do sieci! Ojej! Dlaczego pan płaci takie duże rachunki? – współczująco odzywa się uśmiechnięty młodzian w krawacie. Będę płacił teraz nieco więcej, ale za to będzie to korzystniejsze z uwagi na dwa pingwinki, które mi coś tam umożliwiają. Jeśli któregoś dnia usłyszycie w wieczornym newsach, że bezprzewodową klawiaturą komputera klient bił po głowie uśmiechniętego pracownika Telefonii, to będę to ja. Będę go bił z bezsilności i upodlenia. Ze wstydu, że on zna te zasady i je rozumie, że zrobi tak, żebym zapłacił tyle, ile on chce, a nie tyle, ile ja chciałbym płacić. Później będę się szarpał z antyterrorystami, płacząc i wyjąc na przemian, kiedy wreszcie w pięciu rzucą mnie na glebę. Z resztkami piany na ustach, zasmarkany i pokrwawiony, będę cicho skomlał przed sądowym psychiatrą: Tato, przecież zawsze mówiłeś, że jestem mądrym chłopcem…

 W Lesie, natomiast, tekst mi płynie spod palców. Zapisuję to, co się dzieje, co widzę. Słowo ładne jest i autentyczne, tak jak świat dookoła. Przecież tu też widzę walkę o dostęp do dóbr i partnerów, ale sceneria za to magiczna. Każde nasionko i kolorowe piórko każe myśleć o Pierwszym Poruszycielu. Tak, wolę stan egzaltacji. Tu doświadczenie jest nudne, doświadczanie – niezwykłe. W Lesie… więcej realizmu, w mieście… abstrakcji. Tu metafizyka, a tam konceptualizm. Nie lepiej uchwycić się tego, co pewne i niezmienne? Brzozy, na przykład, jak się w głowie kręci od nadmiaru idei.

Brzozy rosnące na ruinach budowli. Dajcie im czas i nie przeszkadzajcie. Wyrosną na każdym mieście, pokryją je trawą i krzewami, a później zaproszą zwierzęta. Zdobycze kultury mają za nic, chociaż występują w niej często jako podmiot liryczny.

 

IMGP9537.JPG

 

 

IMGP9544.JPG

 

 

 

 


Podziel się
oceń
124
5

komentarze (10) | dodaj komentarz

Legenda o złotych pieniążkach

wtorek, 19 listopada 2013 22:51

 Tośmy poszli. Pożegnać się trzeba z siedzeniem na ziemi. To zazwyczaj jest niezdrowe, jeśli nad rzeką, u schyłku jesieni. Ale nie, jeszcze można, zwłaszcza gdy ogień sobie patyki suszy, rozjarza, gryzie na kawałki i spopiela. Można rację przyznać powiedzeniu, że pożera, kiedy niszczy ludzkie konstrukcje, ale nad rzeką on sobie spokojnie chrupie, wysysa jak pies kostki w leniwe gorące południe. Na razie idziemy. Przez las w Załubicach, gdzie listki brzozy jak małe złote pieniążki zaściełają ziemię. To nasza słowiańska legenda, którą wymyślam na miejscu. Antyopowieść o królu Midasie, któremu wszystko, czego dotykał, zamieniało się w złoto. W mojej wersji był sobie pewien inteligent, który miał wspaniałą wyobraźnię, więc często wpadały mu do głowy świetne pomysły na biznes. Niezwykle twórcze i obiecujące. Jednak zwlekał z ich realizacją, bo mu się nie chciało. Potem zawsze ktoś wpadał na taki sam pomysł i zamieniał go w sukces finansowy. Sfrustrowany  inteligent myślał sobie zatem, że kiedy dotyka pieniędzy, to zaraz zmieniają się w żółte listki brzozy. W sumie to nawet miłe, stąpać po nich i słuchać odgłosów lasu, na które Midas był obojętny. Dlatego został ukarany oślimi uszami. Nauka z tego taka, że lepiej bawić się muzyką, niż mieć z niej pieniądze. A najlepiej by było bawić się nią i zarabiać.

Rzekę dopadł człowiek. Pościnał drzewa na brzegu, pogłębił koryto. Ma nie wylewać, ma być grzeczna, bo jak nie, to w kanał. Siedzimy na żerdziach, ognisko syczy od czasu do czasu, zapalone od jednej zapałki, jak nakazuje tradycja, chociaż powietrze wilgotne. Dołem Rzeka wędruje sobie bezszelestnie, nie takie ogniska widziała. Nie takich ludzi oglądała na brzegu. Kiełbaska skwierczy na patyku, jak trzeba, chociaż bez piwa, więc się dziwi ona, że to człowiek ją je, a nie pies. Człowiek kierownicę później musi uchwycić, więc kiełbaska wybaczy. Wieczór zapada powoli, siedzi się i patrzy w ogień. W archetypicznej pozycji z przedramionami na kolanach, nogi szeroko rozstawione. Mężczyzna siedzi przy ognisku. Tak było wśród nomadów, jest i będzie. Tak się siedzi. W równowadze, pewności i spokoju. Harmonia wokół, pozycja ciała jej częścią. Tłuszcz skwierczy, kapiąc w ogień, przypieka się kiełbaska, chociaż to niezdrowe. Pięknie pachną benzopireny, akrylamid, nadtlenki lipidowe i wolne rodniki. A smaczne jakie! Wolne jak człowiek przy ognisku nad Rzeką. Zmrok na dobre się rozgościł, jak chłop przy ognisku, ale ono niepodsycane dogasa, a później żarzy się tylko jak mgławica na nocnym niebie. Mleczna Droga nad nami i na ziemi jej czerwone odbicie. A taki Kant. Na pewno przy ognisku nie siedział, bo nieba gwiaździstego by nad sobą nie widział z powodu blasku ognia. Ja siedzę zrelaksowany, żadnej konkluzji, syntezy nie czuję, tylko poczucie zadowolenia i spokoju. Lubię bobry, trzciny, moją miłą też. Rzekę uwielbiam i szanuję, łąkę nad nią i białego ducha trawy, który ją przykrywa. Czyli jednak sentencja będzie: Ogień przede mną, a we mnie lubienie wszechrzeczy. A zapłatą są złote brzozowe pieniążki.                                                  

 

IMGP2098.jpg 

 

IMGP2110.jpg

 


Podziel się
oceń
92
7

komentarze (13) | dodaj komentarz

Odloty do ciepłych mieszkań.

niedziela, 03 listopada 2013 19:01

Zrobiło się zimno, wręcz mroźnie, więc trzeba będzie wracać do miasta. Nie jestem, niestety, H.D.Thoreau nad stawem Walden. Miał 28 lat, kiedy eksperymentował, i bez uszczerbku na zdrowiu mógł sobie żyć w prymitywnych warunkach. Ja już swoje przeszedłem, lubię, żeby było ciepło, a spanie na ziemi mam dawno za sobą. Tymczasem, na stryszku osiedliła się kuna. Też się garnie do ciepła. Trzeba stukać szczotką w sufit, jak na niesfornego sąsiada: spokój tam! tu ludzie śpią! - bo biega i tupie. Dobrze, może wypłoszy myszy, które już lgną do człowieka i jego zasobów. Jedna wyjrzała zza lodówki i natychmiast się cofnęła, jakby chciała powiedzieć: to może ja później. Poczekam, aż państwo wyjadą. Dopiero wtedy poszarpię papier toaletowy, zjem mydło i załatwię się w pościel. Jeszcze ostatnie wędrówki po lesie, smutno trochę, jak to przy każdym pożegnaniu. Sarny przebiegają drogę, też mi wydarzenie, tu takich pełno.                                                                                               

 Na Zaborach - porządkowanie świata. Oranie, bronowanie, uładzanie, czyli geometryzacja ziemi. Równoległe proste, nieprzecinające się na prostokątach pól. Później proste się krzyżują, jakby ktoś ziemię przeżegnał na zimę. Zbiór punktów, odcinków, płaszczyzn i kątów. Układanka figur geometrii euklidesowej. I to jest właśnie czynienie sobie ziemi poddaną.                

Korzystając z dwóch prostych równoległych, którą rysują koła samochodu, zajrzeliśmy jeszcze nad morze. Kutry przeciągają się w porcie, aż słychać skrzypienie, chrupnięcia i szurania. Dopiero w sztormowej pogodzie widzę, jakie to łupinki i co to znaczy być rybakiem. Nowe kutry, z pokładami ze stali nierdzewnej, oferują wędkowanie na morzu. Popkultura. Stare, jak sędziwe Ursusy C-360, ciągle pracują. Rozparte na wodzie, z grubymi warstwami farby, która pokrywa rdzę, połatane, poklejone, z foliowymi daszkami, z jakimiś kominami z rur PCV, mają za sobą lata świetności (spod farby wyłania się napis Pilot Szczecin). Szacun.                                                                               

Po powrocie do miasta dowiedziałem się, kto jest odpowiedzialny za pierwsze przymrozki. Prognozę pogody w wieczornych wydaniach Wiadomości sponsorują Składy Węgla! Jasne, ludzie w firmie są osobiście zainteresowani chłodem, bo to im nakręca koniunkturę. Już tam wiedzą, kogo podpłacić, żeby dmuchnęło śniegiem. Zauważyłem też pogłębiające się zmiany w obyczajowości. Otóż orły marketingu coraz śmielej pokazują kobiece ciało, przełamując dotychczasowe tabu. Usłyszałem reklamę o nietrzymaniu moczu i kolejną o specyfiku, który do tej pory służył do higieny miejsc intymnych. Autorzy opowiedzieli się za jawnością, odrzucając precz fałszywy wstyd, i oto specyfik dba teraz o czystość pochwy! Brawo! Kruszmy skostniałe zasady i zatęchłą obyczajowość. Czekam więc na telewizyjną prezentację zastosowania papieru toaletowego miękkiego jak futerko króliczka. Jednak w moim rankingu dziś zwycięża następujące hasło reklamowe: Doznaj niesamowitej czystości dla zdrowia jamy ustnej! Stylistyka, palce lizać. Zapewne zespół specjalistów wymyślił tę przykuwającą uwagę strukturę słowną. Z tego powodu nie wiem, jaki produkt reklamowała. Powodowany zazdrością wymyśliłem poranną mantrę myślenia pozytywnego. Jeśli nawet nie trzymam moczu, to moje włosy są piękne i lśniące, skóra pełna blasku, a paznokcie mocne.

 

 

 

IMGP2056.jpg

 

IMGP1954.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
87
2

komentarze (17) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 302  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266302

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl