Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Światy powielane

środa, 30 grudnia 2009 10:46

Właściwie co tydzień narzekam na świat i ludzi. Życie rozwija się w swoim rytmie i na pewno nie zwraca uwagi, nawet gdy krzyczę: - Ja się nie zgadzam, tak nie wolno, nie wypada, protestuję! Ono przejdzie, przetoczy się po mnie i ma gdzieś mój system wartości i światopogląd. Mimo to, dzisiaj będę narzekał w dwójnasób, ponieważ jestem w zimowej depresji, będę pracował w Sylwestra, nie byłem dawno u dentysty, mam trochę zaległych spraw, które mnie męczą. Ktoś musi być winny, jak powiedziała pewna kobieta, kiedy lakier do paznokci wypadł jej z dłoni i ochlapał klepki podłogi.

W czasie Świąt dostałem wiele sms-ów i maili z życzeniami. Taki znak czasu. Już nie listy, kartki świąteczne tylko poczta elektroniczna. Wystarczy napisać jeden tekst i wysłać do wielu osób za pomocą kliknięcia. Z jednej strony to miłe, a z drugiej irytujące, że jestem częścią czyjejś listy mailingowej, a nie indywidualną osobą, której składa się życzenia. Dostałem jedną z kopii, przeznaczoną dla wielu. Nie wzruszam się wtedy, że ktoś  o mnie pamiętał i potraktował mnie wyjątkowo. Często jeszcze są to wierszyki, które już zaistniały w sieci, wymyślone przez innych, więc powielają cudze pomysły - kopia kopii. Są też teksty z moim imieniem w nagłówku, co sugeruje, że wiadomość jest skierowana tylko do mnie i to jest miłe, ale bez podpisu nadawcy. Jakby to było oczywiste, że na pewno mam w telefonie zapisany kontakt, który mi się wyświetli.

Narzekam na obyczaje, a sam kartek świątecznych nie piszę i nie wysyłam. Co roku chcę powrócić do tej miłej tradycji i kupuję kartki z dbałością o ich estetykę. Na tym się kończą moje postanowienia. Posiadam więc pokaźną kolekcję kartek świątecznych w stylach z różnych lat. Może wrócę do zwyczaju, kiedy minie mi faza odludka i aspołecznych zachowań. Z tego powodu mogę wtedy już nie mieć przyjaciół i znajomych. Może się też zdarzyć, że nie będzie istnieć Poczta Polska, bo jej funkcję przejmą  w całości elektroniczne łącza. Za ich przyczyną w moim pokoju pojawi się holograficzny wizerunek wujka Czesława, który wyrecytuje krążący w sieci wierszyk o świętym Mikołaju, worku, korku, karpiu, dzwonku, ukłoni się i zniknie, a wraz z nim podkład muzyczny ściągnięty gratis po wysłaniu sms-a z hasłem „opłatek". Martwię się, że zaczynam zachowywać się jak dziad konserwatysta, który już nie nadąża za zmianami, więc walczy o zachowanie tradycyjnych wartości, równocześnie ich nie przestrzegając. Być może.

Drażnią mnie jeszcze emotikony.  Dlaczego adresat myśli, że nie wiem, kiedy żartuje, a kiedy jest smutny? Dlaczego trzeba się posłużyć pismem obrazkowym, żeby ktoś nas zrozumiał? Przecież ma to wynikać z konstrukcji zdań, ze stylistyki, z funkcji ekspresywnej tekstu. Potrafimy przecież opisać swoje uczucia i emocje? A może nie? 

Wiem, że to dla skrócenia czasu pisania i dla zabawy. No dobra, sam ostatnio na Leśnym Forum używam obrazków, co podkreśla jeszcze moje twierdzenie, że to symulacja i powielanie. Ale robię to, bo towarzystwo jest zacne i podjąłem konwencję. Gotowe wzory, logo, szablony. Skopiuj i jesteś posiadaczem czegoś wyjątkowego, co posiada już mniej więcej 5o milionów osób. Te same melodie, sygnały, reklamy w telefonach i rozgłośniach radiowych. Te same hipermarkety, sklepy we wszystkich stolicach świata.

Te same buty, koszule i torebki. Masowa produkcja, masowa kultura.  


Ludzi łączą pewne kody językowe, obyczajowe, wyobrażeniowe. Każde pokolenie ma swoje własne. Moje wyrosły z książek, głównie z literatury polskiej, z tradycyjnego malarstwa, z wiedzy o świecie, która mówi, że są jeszcze „obce kraje". A rzeczywistość już inna. Polskie chłopaki z muzycznej branży grają, śpiewają i zachowują się jak afroamerykanie z Harlemu. Dziewczyny jak gwiazdy z MTV. Taki wzorzec. Jackson biały na zewnątrz, czarny w środku. Obama, odwrotnie. Wszystko się pomieszało. Świat w zasięgu kliknięcia. Już nie ma nieznanych, tajemniczych  zakątków. W każdym z tych miejsc możesz się znaleźć po kilku godzinach lotu. Z opłaconym przewodnikiem dotrzesz do ostatnich plemion Amazonii, by obejrzeć przygotowany dla ciebie tajemny obrzęd. Wielkie mi halo! Przecież już to widziałeś na kanale National Geographic.  Ale dobra, zostawisz im kilka t-shirtów z logo twojej firmy, które ściągnąłeś z oferty graficznej sieci, niech wiedzą, że był tu biały człowiek. Może zrobią sobie coś z puszek po coli, które wyrzuciłeś w selwie?

Sieć to skarbnica zasobów i wiedzy. Dlatego dostaję na Święta dwudziestego maila z wizerunkiem amerykańskiego Mikołaja wraz z jego reniferami. Dlatego w pracach studentów powielają się błędy z informacji, którą ktoś pierwszy napisał i umieścił w sieci. Dawniej docierało się do źródeł, wyciągało wnioski, teraz kopiujesz gotowca. Dawniej używało się idiomów i powiedzeń zaczerpniętych z literatury. Teraz - ze ścieżek dialogowych  filmów. Też ich używam, bo są śmieszne. W tym momencie, jak Osioł ze Shrecka, mógłbym powiedzieć:  Niech mnie ktoś przytuli! - bo jest mi źle z moją irytacją, że rośnie nam cywilizacja obrazkowa, komiksowe przedstawianie świata, pokolenie xero. Tu nie ma miejsca na indywidualizm, odrębność i wyjątkowość. Brakuje autorytetów, ale są za to eksperci i doradcy.

A wszystko to przez Pana Boga, który na początku wcisnął funkcję „kopiuj".

Stąd wnoszę, że nie jestem osamotniony w swoim narzekaniu, chociaż nie lubię siebie takiego. Już najwyższy czas patrzeć na wszystko z ciepłą wyrozumiałością, z akceptacją i miłością. W innym razie, czeka mnie przypadek dziadka, którego spotykałem czasem w warszawskim autobusie na odcinku Wilcza - Plac Unii Lubelskiej. Poruszał się z trudnością, podpierając się laską. Zawsze ktoś ustępował mu miejsca, nie z szacunku dla jego wieku, a z powodu aury ślepej furii, którą roztaczał wokół siebie. Syczał i mamrotał przekleństwa. Któregoś razu nikt nie zareagował na jego wejście, więc dziadek z laską uniesioną do ciosu podszedł do jakiegoś młodego obywatela i warknął: Wstawaj, ty młody bydlaku!

No nie wiem, czy to dobra metoda. Co na to eksperci?

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Światy przystające

środa, 23 grudnia 2009 13:04

Moja miła kupiła lampę stojącą. Z kawałka belki sosnowej, wyważoną w proporcjach, z kremowym abażurem. Postawiła na stoliku w kącie. Ładnie. Ciepłe światło wypełniło zakątek pokoju. Po chwili ze stolika zniknęły niepasujące cynowe miski z czekoladkami (ale znam ich nowe miejsce) i figurka z papier maché. Wkrótce jednak obok lampy stanęła czapla ze Swornychgaci. Drewniana, surowa figurka ze wspaniale uchwyconą formą stojącego ptaka. Wreszcie patrzy sobie w okno i nie drażni jej pole elektrostatyczne telewizora. Później dołączyła do nich misa z jasnego drewna pełna jabłek. I to było dobre. Jakby dopełniła się jakaś opowieść, wyrównała się waga i zamknęła pewna całość. Jeśli widział ktoś rynek w Zamościu (który teraz pozdrawiam), to wie, o co mi chodzi. I tu powstaje we mnie pytanie. Czy przedmioty się lubią? Czy jest im ze sobą dobrze? Żeby były w harmonii, potrzebny jest ten sam materiał, z którego są wykonane, czy wystarczy podobna forma, myśl, estetyka? Co na to geometria ze swoimi figurami przystającymi, modele przestrzenne i ich zbiory? Co na to fizyka, skupienie materii, atomów (cokolwiek to znaczy, bo nie mam pojęcia)? Coś jednak jest na rzeczy, skoro: jakiś czas temu, przy urządzaniu ośrodka psychoterapeutycznego, odczepiłem od okiennej kraty drewnianego ptaszka. Sam tułów, bez nóżek, wyblakły na deszczu i słońcu. Nie wiem, dlaczego go zabrałem do domu. Dorobiłem mu smukłe nóżki, postawiłem na drewnianym klocku i na półce. Po roku ptaków było już całe stado. Z gliny, drewna, kamienia i porcelany. Świetnie się dogadują, po jakimś czasie zmieniają swe miejsca, kto inny przejmuje dowodzenie w grupie.

Na stoliczku pod oknem utworzyło się (bo nikt nie miał takiej intencji, by je stworzyć) inne towarzystwo. Zaczęło się od pary mosiężnych kotów, które prawdopodobnie zainicjowały cały proces. Później dołączyła do nich kamienna, śpiąca małpa z Nigerii, drewniany ptak z Indii i flaming z Antyli. Przecież stały w mieszkaniu w różnych miejscach, dlaczego teraz są razem? Oczywiście, ktoś je tam postawił, ktoś przeniósł, dlaczego teraz, a nie wcześniej? Kto coś wie o chaosie, który się sam porządkuje? Czy zbiory mogą się same organizować, i po co? Czy to znaczy, że rdzenni Australijczycy mają rację utrzymując, że wszystko ma swego ducha? I jak to jest z ludźmi? Czy spotykamy się, bo musimy? Bo nakazuje to biologia, czy inne względy? Biologia łączy na chwilę, głębokie związki na zawsze. Te oparte na wspólnych rodzinnych kodach, podobnej estetyce, duchowości i doświadczeniu trwają pomimo wszystko, bo spaja je coś mocniejszego niż biologia. Wierzę w „drugą połówkę" dla każdego myślącego i emocjonalnego człowieka, skoro w dobre związki towarzyskie łączą się nawet mosiężne koty, drewniane ptaki, lampy, srebrne świnki i kozy. Życzę Wam, byście spotkali się przy Wigilijnych Stołach powodowani głęboko emocjonalną potrzebą, a nie dlatego, że tak się robi pod koniec roku. Jeśli poczujecie, że pasujecie do siebie jak marchewka z groszkiem albo stado ptaków z różnego materiału, to będą to naprawdę Wesołe Święta i Szczęśliwy Nowy Rok. Czego Wam serdecznie życzę.


Ćwiczenie na przyszły rok:

1. Znajdź w drugiej osobie świat przystający do twojego. Wspólne wspomnienia z dzieciństwa (chociaż nie znaliście się jako dzieci), te same książki, obrazy i widoki, podobne zachowania rodziców, podobne reakcje na zdarzenia i widoki, znane miejsca (choć nigdy się tam nie spotkaliście). Jak dużo ciebie jest w tej osobie, a jak dużo jej w tobie?

2. Odkryj w sobie świat przystający w innym znaczeniu tego słowa. Zatrzymaj się, czyli przystań, gdy twoją uwagę przyciągnie coś pozornie mało ważnego, jak na przykład gawron na śniegu, powierzchnia rzeki, koty od Warszewskich lub samotna sosna na tle horyzontu. Czy te widoki budują twój świat, czy to ty te światy stwarzasz? Ile sosny jest w tobie, a ile ciebie w niej?

3. Zobacz, w jak różnych światach zanurzeni są inni. W jak innych od twoich doświadczeniach, osobistych historiach i wzorcach. One wcale nie muszą być przystające, ale można się dogadać. Jeśli przystaniesz.









Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rano wstałam. 2

środa, 16 grudnia 2009 10:09

Spragniony po koncercie chwyciłem pudełko z sokiem owocowym. Dobry organizator zadbał o napoje ciepłe, zimne i o ciasteczka. Na opakowaniu widniało piękne jabłko, w tle drzewa owocowe i hasło: Prosto z sadu! Wychyliłem duszkiem. Nie zwróciłem, bo byłem w miejscu publicznym i mam silną wolę - chociaż się należało. Jeśli smak i zapach ma być „identyczny z naturalnym", to ten o 100 procent przekraczał normę. Pachniał w zwielokrotniony sposób i smakował podobnie. Nie mogłem się zbliżyć do mojej miłej, bo powiedziała, że śmierdzę chemią. Kolejny raz dałem się nabrać reklamie. Ciekaw jestem, co bada się w laboratoriach producentów soków. Bo chyba nie soki prawdziwe? Te są już poznane od wieków, więc może prace badawcze dotyczą soków syntetycznych? Bada się dopuszczalne stężenie substancji smakowych i zapachowych? Powyżej jakiej granicy człowiek umiera w boleściach po kilku minutach? Z jaką ilością toksyn poradzi sobie wątroba na przestrzeni lat? Po jakiej dawce toczy się pianę z pyska? Na to pytanie mogę odpowiedzieć. Po jednej szklance. Wy dranie! Nienawidzę was, spece od marketingu! Wy śmierdzący chemią kłamcy! Oszuści żerujący na mojej pamięci z dzieciństwa. Wiem, jak smakuje prawdziwy sok z jabłek i dam się oszukać tylko raz. A co z tymi, którzy mieli nieszczęście urodzić się w wielkich miastach i sad znają tylko z książeczek dla dzieci? A krowy nie kojarzą zupełnie z mlekiem w kartoniku, które mama kupuje w markecie?

Tu pora na stosowną anegdotę s-f:

Niedaleka przyszłość. Rząd wprowadza ustawę prohibicyjną. Wymarłe miasto, ludzie z objawami abstynencyjnymi siedzą w domach. Ulice przemierza redaktor radiowy, zbiera opinie obywateli na temat ustawy.

Spotyka dziadka siedzącego na schodkach przed blokiem. Z równym powodzeniem może być on w średnim wieku, bo dygot i fioletowy nos wskazują na głębokie doświadczenia z napojami różnego rodzaju. Redaktor pyta, co obywatel sądzi o prohibicji? Obywatel macha ręką i mówi:

A tam, panie. Ja już swoje w życiu wypiłem, ale dzieci, kurwa, żal!


Mnie też. Tych, które nie poznają smaku prawdziwego chleba, mleka, soku, warzyw i owoców. Dla których odniesieniem jest masowo produkowana żywność, edukacyjne wystawy i „żywe lekcje" w muzeum etnograficznym o polskiej wsi i gospodarstwach tradycyjnych. Tych, które przyzwyczajone do wypełniania testów nie będą w stanie sklecić zdania podrzędnie złożonego. Tych, które historię będą poznawać z komiksów, a naukę o społeczeństwie i relacjach z filmów sensacyjnych. Oto jeden z nich w  dzisiejszym programie TV i jego zachęcający opis:

Niepohamowana siła. 2

Agentka służb specjalnych, postrzelona w głowę przez byłego kochanka, mimo kuli w głowie powraca do służby.

No cóż... ja już swoje w życiu widziałem.

 

 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 305  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266305

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl