Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Kochaj mnie, sąsiada już nie

środa, 29 grudnia 2010 13:26

Jak to dobrze odwiedzić znane miejsca i sprawdzić, co się tam zmieniło.

Zwłaszcza te, które zapadły w pamięć poprzez zdarzenie, widok, doświadczenie emocji i uczuć. Byłem tam rok temu, wiosną, i tak wtedy zanotowałem:

Właściwie to miałem pisać o drewnianym krzyżu w wiosce Białebłoto Kurza.

Ma 98 lat, jest pochylony i tak spróchniały, że w jego wnętrzu mają swe gniazda ptaki, a wiewiórka dziuplę. Poruszające, prawda? Ot, taka zwykła, ludowa metafizyczna liryka. Gospodyni z domku obok: - O, panie, lepiej go nie ruszać, bo się rozsypie. Tu drzewa się łamią podczas burzy, a on tylko się kołysze i stoi. Ale i na niego przyjdzie czas, bo go człowiek postawił, a Pan Bóg i bez człowieka sobie poradzi.

Ludzie bez niego - nie bardzo, jak widać. Rzeczywiście czas nadszedł. Nowy krzyż już stoi. Solidny, jasny, drewno chemicznie zabezpieczone, z sentencją – życzeniem wyciętym na poprzecznej belce: Boże błogosław polskim rodzinom. Niby wszystko się zgadza, tradycja podtrzymana, przyszło nowe w postaci technologii, ale intencja już jakby inna. W duchu aktualnych haseł: Tu jest Polska! Czyli, niewypowiedziany, ukryty komunikat: inne rodziny niech o siebie same zadbają. Też sobie mogą taki ładny krzyż postawić albo i co innego. Nie obchodzą nas Czarni, Żółci i różni innowiercy. My tu mamy swojego Boga, co nam nasze prośby i zamówienia realizuje. I nie będziemy mu roboty dowalać, bo Polska duża jest i każdy jakieś ma do Niego sprawy. Nawet jak na Wólce Węglowej stoi krzyż z napisem Boże chroń tę okolicę, to niech sobie inna okolica taki sam wystawi, żeby była chroniona. Jak sieć masztów telefonii komórkowej. Pokryje cały kraj i mamy spokój w kwestii ochrony i szczęśliwości. Tylko się nie pomyl i nas, Pawlaków, sąsiadów Kargulowych, nie doświadczaj.

A może to i Pan Bóg inny już jest?! Ten od starego krzyża pilnował wszystkich. Nad ptakami się użalił, wiewiórkę przyhołubił, pijaka, co się o niego oparł, przeraził, bo się krzyż zakolebał. Pijak wytrzeźwiał i postanowienie powziął, bo mu się zdało, że Pan Bóg się od niego odsuwa. Taki Pan Bóg swój był, wszystkich przytulił. Tych, co dbają o innych, i tych, co o innych nie myślą, żeby przejrzeli.  Tych, co nic nie mają, i tych, co mają wszystko, żeby im się we łbach nie poprzewracało. A Nowy? Sztywny jakiś, urzędowy, doktrynalny. Miastowy czy co? Przemawia przez takich, co to nie mówią, tylko cytują. Potępiają i  oceniają. Wiedzą wszystko o Jego ścieżkach i Jego woli. Może ich wybrał i nauczył? Powierzył tajemnice? Ja tam prosty jestem, głupkowaty czasem, i transcendencji nie rozumiem. W gniazda wierzę, w kwietne łąki albo i te pod śniegiem. I w stare, spróchniałe krzyże, pochylone nad wioską. Tych nowych się boję, jakby już ktoś inny za nimi stał.  

 



Podziel się
oceń
1
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zachowanie formy

środa, 22 grudnia 2010 8:46

Wczoraj, w godzinach popołudniowych, przy skrzyżowaniu ulic Drapińskiej i Karkonoszy znaleziono rozczłonkowane zwłoki Bałwana Śniegowego. Najlepiej zachowały się nogi wraz z biodrami. Obok leży głowa i reszta tułowia w rozkładzie. Ciało jest w stanie utrudniającym rozpoznanie. Zapewne znajdowało się w tym miejscu od wielu dni. Nie zachowały się rysy twarzy, trudno też nawet w przybliżeniu ocenić wiek poszkodowanego. Na szczęście niskie temperatury, jakie towarzyszą tej porze roku, nie dopuściły do zupełnej degradacji szczątków, ale i tak ich dni już są chyba policzone. To przykre. Bałwany pojawiają się na osiedlu Zacisze w czasie całego sezonu. Spontanicznie i, nad czym boleję, bez myślenia o konsekwencjach samego aktu stworzenia. Czy ktokolwiek zainteresował się nimi po upływie kilku dni od momentu powstania? Czy zobaczył, jakie są ich dalsze koleje losu?


W bezrozumny sposób Bałwany są dewastowane, przewracane, ośmieszane lub, co gorsza, bezczeszczone przez okoliczne psy, jako miejsce określające psie terytorium. Dla ludzi to tylko chwila radości. Przeżycie wspólnotowego „tu i teraz”, integracja rodziny bez myślenia o tym, co dalej. Czy kogoś zaniepokoiły wahania temperatury z tendencją do dodatniej? Czy ktoś pomyślał o zagładzie czekającej na Bałwany wraz ze zmieniającymi się warunkami klimatycznymi? Ludzkość z globalnym ociepleniem jakoś sobie poradzi – one, niestety, nie. Skazane na unicestwienie nawet w ostojach za kołem podbiegunowym. Może to ostatni moment, kiedy możemy cieszyć się ich widokiem? Jak wobec powyższego nie zauważać konfliktu interesów, kiedy towarzystwa przewoźników coraz głośniej domagają się od władz zniesienia zimy w naszym kraju? NIE! − dla śniegu, lodu i niskich temperatur − to zupełna zagłada dla Bałwanów Śniegowych! Czy naprawdę istnieją tylko po to, by zaspokajać nasze doznania estetyczne? Przecież możemy się od nich również uczyć. Mocnego osadzenia w rzeczywistości, silnego, pewnego kontaktu z ziemią. Spokojnego, zrównoważonego stosunku do świata, nieulegania emocjom, a wreszcie medytacyjnego traktowania rzeczywistości. Bo przecież − im bardziej jesteś w bezruchu, tym mocniej widzisz ruch i zmiany. Jesteś uważnym obserwatorem świata, bo nie możesz do niego się przyłączyć. Chociaż ciągle pozostajesz częścią całości świata.


     Osoby nadpobudliwe, pracoholicy, wy, którzy „musicie coś zrobić”, pamiętajcie. Bałwany patrzą na was.


     Zbliżające się święta to czas radości okupowanej śmiercią i bólem innych istot. Miliony wycinanych choinek, gałęzi jemioły, miliony czworonogów i ryb, ziemniaków, butelek wódki i wina. Więc, zanim wyśpiewamy „pokój na ziemi ludziom dobrej woli”, pochylmy się ze współczuciem chociaż nad losem Bałwana Śniegowego, który poświęca się dla naszego dobra, dla ludzkiej wspólnoty, w imię jedności i świętowania.

 



Podziel się
oceń
5
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Gołębie to dranie

środa, 15 grudnia 2010 14:13

Można  tak uogólnić jedynie wtedy, gdy myślimy o gołębiu tylko z jednej perspektywy: gołąb siedzi na naszym balkonie i go zanieczyszcza. Właściwie używamy bardziej adekwatnego określenia – gołąb zasrywa nam balkon. Purystów językowych może to oburzać, jeśli nie widzą efektów obsrywania i kiedy to nie jest ich balkon. To, że na stoliku, przy którym zażywamy letniego lenistwa, rosną górki ekskrementów − to nic, bo rośnie również ich obfitość w licznych koszyczkach na doniczki z kwiatami. Kwiaty sezonowe mają umaić wspomniane lenistwo, a koszyczki są upaprane guano wewnątrz i na zewnątrz. Podobnie wyglądają romantyczne ozdoby balkonu: kamienie, miseczki, ptaszki drewniane i inne patyczki. Fruwające menelstwo upodobało sobie korzeń w kształcie rogów jelenich, przytwierdzony do ściany. Skutkiem tego tynk, czyli w tym przypadku „baranek”, ma również na sobie warstwę ptasiego gówna. Nie wiem, czy bardziej dotkliwy jest ten widok, czy doświadczanie bezsilności i wyraźnego lekceważenia nas za szybą balkonu.

 

Przepędzanie pomaga na chwilę. Wychodzenie po garnek ze świątecznym bigosem (musi się przemrozić) jest lekceważone, bo wiadomo: oni zaraz sobie pójdą, więc lepiej nie zwracać uwagi. Reakcje są wybitnie osobnicze. Kilka gołębi trzyma łebki (cholerne łby!) pod skrzydłem i nie zwraca na mnie uwagi. Parę mi się przygląda, co takiego zrobię, a tylko jeden z całej śmierdzącej watahy zaczyna przestępować z nogi na nogę, jakby chciał powiedzieć − ja już odlatuję, ja tylko na chwilę tu wpadłem, chłopaki mnie namówili. Shit! Mróz coraz większy, łapy marzną na śniegu, a na balkonie ciepło od okien. Nawet sobie panienkę można przygruchać w środku nocy, kiedy ludzie śpią, bo wreszcie nikt się nie kręci. Cóż, zabrakło kota Kajtka, więc anarchia i brak higieny wróciły na balkon. Kajtek teraz nie byle jakie gołębie pędzi. Może nawet te, co przysiadają na Drzewie Wiadomości albo obsrywają bramy Raju. Taką mają fizjologię, taki pędzą żywot i niczego tu nie zmienimy. Chyba że weźmiemy nowego kota. I to już kwestia naszego wyboru między balkonem a kuwetą. Wszystko to, jak już wspomniałem, kwestia perspektywy. Kiedy spędzam gołębie z balkonu, być może gruchają obraźliwie coś w rodzaju: E! Człowiek, ty bydlaku! A już na pewno pracownik oczyszczalni ścieków, patrząc na płynącą wodę, która niesie pieluchy jednorazowe, skrawki papieru toaletowego i pianę detergentów, mówi: Ludzie to dranie!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 441  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268441

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości