Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Jasełka of Poland

piątek, 23 grudnia 2011 8:48

To był szok, niedowierzanie,

Że urodził się na sianie.

News obiega wszystkie stacje,

Oglądalność rośnie znacznie

 

Tylko dla was, będzie pięknie!

Show zaczyna się w stajence.

Są z urzędu, są sponsorzy,

Cztery transmisyjne wozy.

 

Już redaktor do wydawcy

Dzwoni, krzyczy, szuka sprawcy,

Bo ryserczer, głupi jakiś,

Pisał, że to są bliźniaki.

 

Dziecko w żłóbku już się wierci,

Bo przybyli trzej eksperci.

Wiedza ich na każdy temat,

Prosty każdy jest dylemat.

 

Jak go żywić, jak ubierać,

Uczyć, bawić i oceniać.

Matka w domu czy do pracy?

I czas pracy jej wyznaczyć.

 

Drugi, chociaż nie jest księdzem,

Też wystąpi tu z orędziem.

Jak to ludzie żyją źle,

I wie, czego Pan Bóg chce.

 

Dostał kawę, siadł wygodnie

Trzeba życie pędzić godnie.

Trzeci mówi, że jest stąd

I że pora zmienić rząd.

 

Józef wstydzi się i wzbrania.

A to dziecko to jest pana?

Może coś pan szepnie żonie,

Niech zapłacze już na koniec.

 

Bo tu żona uśmiechnięta,

Widz się wzruszy, zapamięta.

Że warunki i że bieda,

Nikt pomocy żadnej nie dał.

 

Wokół garną się bydlątka,

Też chcą blisko być dzieciątka.

Pastuszkowie w hełmach, z bronią,

W razie czego je ochronią.

 

Chuchać można, w biedzie pomóc,

Lecz nie robić mi tu gnoju.

I po kątach mi nie szperać,

z żłóbka siana nie wyżerać.

 

Co z Herodem, już wiadomo,

Immunitet mu ochroną.

Trochę złota, trochę mirry -

Herod tylko wskaże winnych.

 

Pan Bóg patrzy poprzez chmury

Na jasełka polskie z góry.

Jeśli ciągle bawią się,

Znaczy, nie jest im tak źle.

 

Hej, na niebie gwiazda świeci,

Wszak się rodzą nowe dzieci.

Gdzieś tam inna jest wilija,

Stop kamery, światła zwijać

 



Podziel się
oceń
13
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sroki i anioły

piątek, 16 grudnia 2011 8:56

Mam radosną wiadomość. Sroki, które wiosną zeszłego roku budowały gniazdo na jaworze przed oknem, znowu coś kombinują. Używam takiego określenia, bo wszyscy wiemy, że sroki cwane są i kombinują. Niemniej wszystko wskazuje na to, że po Świętach, niezadługo, będzie wiosna. Sroki mnie zachwyciły, bo swój dom stawiały systemem gospodarczym, czyli we dwójkę. Nosiły gałązki i wymieniały się przy wplataniu ich w podstawową strukturę. Ech, żeby we wszystkich relacjach była taka harmonia, bylibyśmy szczęśliwymi ssakami. Ale tak było wiosną, bo teraz u srok dzieje się coś dla mnie niezrozumiałego, więc będę próbował interpretować ich zachowania na swój ciasny, ludzki sposób. Gniazdo, które wychowało nowe srocze pokolenie, jest rozbierane. Patyczek po patyczku, do podstawy, czyli fundamentów. I tu uwaga, tylko przez jednego ptaka. Podejrzewam, że to samiec. Drugie siedzi na sąsiednim drzewie i się bacznie przygląda. Mam dwie teorie. Sroka powiedziała mężowi tak: Wiesz, to gniazdo takie jakieś małe, stare, zanieczyszczone, nie wiem, czy chcę się wprowadzić tu na wiosnę z małymi. Tym bardziej że jest jeden taki, nawet interesujący, co mi obiecuje dwa razy większe na topoli przy Jórskiego. No to chłop najpierw, że to zupełnie dobre gniazdo, a po co nowe, kiedy i tak były plany wyprowadzki poza miasto, to się jakoś przebieduje. Ona na to, że nie będzie w takim chlewie żyć, że dzieci będą chorować i żeby robił, jak uważa. No to rozebrał stare i się gotuje na sezon. Ugodowy taki. Ale mogło być też inaczej. Ona mówi, że chce nowy dom, bo jak nie, to leci na Jórskiego. A leć sobie, ty dziwko, on na to i zaczyna rozpieprzać chałupę. Jak ciebie nie będzie, to nikt tu nie będzie mieszkał! Gałąź na gałęzi tu nie zostanie! Na co sroka pomyślała ze wzruszeniem, ależ on mnie kocha, i została. Tak, sroki są emocjonalne i pracowite. Anioły domowe za to, już nie bardzo. Rozpleniły się u nas w mieszkaniu ponad miarę. Zbierane przez lata z udziałem znajomych, są teraz bandą darmozjadów, bo jeden na drugiego patrzy, kiedy jest coś do zrobienia. Poszturchują się tylko, a dlaczego ja, a ty nie możesz, a on to nic nie robi, no to może rusz wreszcie dupę, co? Do tego doszło dzisiaj, że wnusia trzy razy się walnęła w głowę, trzy razy się przewróciła, bo żaden nie pomyślał, że to jego obowiązek czuwania. Co rano piórek małych pełno, bo się czochrają. Chociaż może jest tak jak w ciasnych kurnikach? Zrzucają pióra ze stresu i zaczną się konflikty? Znowu, cholera, będzie tak jak dawniej, co to się podzieliły na złe i dobre, na te upadłe i nie. Tylko dlaczego w moim domu, gdzie jest duża kolekcja szkła?  Chyba że czują wiosnę tak jak sroki i się pierzą? A, wszystko, co żyje, ma swoje problemy. Ważne, żeby się jakoś dogadywać, a tu proszę:  

 

Tu sroczka kaszkę warzyła, 
ogonek sobie sparzyła. 
Temu dała na miseczkę, 
temu dała na łyżeczkę, 
temu, bo grzecznie prosił, 
temu, bo wodę nosił, 
a temu najmniejszemu nic nie dała, 
tylko ogonkiem zamieszała, 
frrrr... daleko poleciała −
i tu się schowała
!                                               

 

Ten najmniejszy zawsze ma kiepsko. I u srok, i u aniołów.

 



Podziel się
oceń
10
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Za opóźnienie przepraszamy

środa, 07 grudnia 2011 14:40

Czas mi się stanowczo kurczy albo nabrałem sobie zbyt wiele obowiązków. Konsekwencja − zawalanie umów i terminów. Ciągle dokądś chodzę lub jeżdżę, spotykam się i pędzę dalej. Ale odkryłem zależność tkwiącą w równowadze, wywiedzioną z Szekspira. Ktoś biegnie, żeby ktoś mógł się zatrzymać.  Więc co jakiś czas korzystam z usług PKP. Lubię pociągi. Mają w sobie coś magicznego, szamańskiego. Podróż przez środkowe światy, które przepływają obok do wtóru stukotu bębna. To również pamięć dźwięku z dzieciństwa. Echo przejeżdżających składów towarowych na linii Dęblin – Radom, które wieczorem docierało aż do mojego rodzinnego lasu, budząc uczucie nieokreślonej tęsknoty za innymi przestrzeniami.


Żeby pisać regularnie, trzeba wracać, być blisko ze sobą, stanąć w miejscu. Dlatego dobrze mi się pisze w pociągu, bo on zamiast mnie porusza się w świecie, więc mogę spokojnie sobie siedzieć. Taka jest umowa. Płacę właściwie nie za podróż tylko za kilka godzin bezruchu. On bierze moją energię poruszania się i ją zwielokrotnia. Zrozumiałem teraz, dlaczego pociągi się spóźniają. Za mało jeździ nimi poetów, kompozytorów, twórców w ogólności,  buddystów i joginów. Im więcej medytujących i artystów, tym szybciej się jedzie. Najgorsi są tacy, którzy ciągle wewnętrznie biegną i narzekają: - Dlaczego on się tak wlecze, kiedy wreszcie będziemy na miejscu, kurwa, na pewno się spóźnię do klienta! I to jest błąd. Pociąg wtedy jeszcze bardziej zwalnia, bo nie dostaje dawki spokoju i bezruchu. Nawet panienki od komunikatów dworcowych nie rozumieją tej prostej zasady, bo po stokroć przepraszają podróżnych „za zaistniałe opóźnienie”. Dobrze, że są do tego przyzwyczajone przez wielokrotne powtarzanie tekstu w ciągu dnia, więc brak w ich głosie prawdziwego współczucia i żalu. Gdyby przeprosiny były prawdziwe, pociągi jeszcze bardziej by się spóźniały. Przecież robią, co mogą, a tu czarna niewdzięczność zamiast współpracy. Dzięki PKP zobaczyłem w Krakowie wystawę Turnera. Tu znowu zależność jest inna. Turner medytował naturę, zapewne w bezruchu, a ja sobie chodzę i oglądam. Kilka obrazów jak świadectwo epoki, a reszta – zupełnie współczesne przedstawienia. Jak esencja świata i zapis chwili. Tak potrafią tylko geniusze. Sprowadzić chwilę do znaku, symbolu, do zagęszczenia rzeczywistości. Jak ukiyo i haiku. Później zajrzałem do sali ze sztuką współczesną. Wiem, najpierw trzeba wziąć słuchawki i patrzeć na ekran, żeby usłyszeć, co autor „miał na myśli”, czyli poznać manifest artystyczny i intelektualne przesłanie. Mnie już się nie chce. A zwłaszcza myśleć. Ciągle dominuje we mnie prymat emocji nad intelektem. Kiedy więc słyszę określenie działania artystyczne w przestrzeni publicznej – chwytam za rewolwer. A zwłaszcza wtedy, gdy artysta mówi na przykład: - W tym projekcie jest jakby zapis codzienności, jakby uświadamiający przepływ egzystencji i jakby stawania się bytu w tym właśnie miejscu. Dlatego uważam, że moja podróż koleją jest niewątpliwie działaniem artystycznym w przestrzeni publicznej. Poprzez uświadomienie sobie tego faktu, poprzez zależność, interakcję w relacji ja – pociąg dokonuję aktu twórczego, realizując dynamiczne wydarzenie na styku maszyna – człowiek. Traktuję swe ciało jak tworzywo do realizacji aktu stwarzania, kreując tym samym w odcinku czasowym zdarzenie w świecie, które ma wpływ na trzepotanie skrzydeł motyla w Ohio. Reasumując: spóźniony pociąg z Przemyśla do Warszawy ma wpływ na historię świata i zwykłe przepraszam tu nie wystarczy.

 



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 434  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268434

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości