Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 221 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Życie rodzinne w Polsce, a Państwo Środka.

środa, 25 lutego 2009 11:52

Moją przybraną córkę kilka razy w miesiącu nęka gospodarka Chin - za pośrednictwem firmy produkującej wózki dziecięce. Wózek był drogi, wypasiony w myśl technologiczną, która miała wspierać ciężkie życie młodej matki. Na tym markowy producent (nazwa producenta w następnym odcinku) poprzestał, bo w trosce o koszty produkcji i wypasioną myśl technologiczną zaoszczędził na kółkach, które przecież, dosłownie i w przenośni, są istotą wózka dziecięcego.
   Kółka toczą się do nas od producenta chińskiego. Zrozumiałe, że po przebyciu tak dalekiej drogi psują się kilka razy w miesiącu. Na zmianę.
Tył, przód, tył, tył, przód, tył, itd. Może w warunkach chińskich kółka się sprawdzają, na polskich drogach nie. Chyba nasze drogi od ich dróg się nie różnią? Chyba nie są gorsze aż tak bardzo? Z tego, co wiem, córcia wybiera gładkie płaszczyzny bez rozsypanego szkła, gwoździ i kolczatek, ale czy do końca można jej wierzyć? Mówi, że jak wózek się trzęsie, to dziecko łatwiej zasypia, więc nie wiem, jak to tam naprawdę. Problem poważniejszy jest natomiast taki:

   O ile wózek, jako całość, podlega słusznej gwarancji, to kółka już nie, bo jak rozsądnie podejrzewa producent całości, nie można mieć zaufania do czegoś, co jest produkcją chińską i przebyło tak długą drogę. Niedobrze, że producent główny nie ma zaufania do swego kontrahenta. Niedobrze, że wiedząc o jego brakoróbstwie wspiera go, oszukując matki z dziećmi, ojców, dziadków i babcie. To już jest niebezpieczne, bo czyni wrogów z poważnych liczebnie grup społecznych.

   Zwracam się teraz do Producenta: - Uważaj, Marian, bo target się wkurza. Liczymy na uczciwość i przeprosiny, bo za chwilę ty będziesz target. Twoja nonszalancja może spowodować niepokoje społeczne (a to: wybijanie szyb u producenta, tajemnicze podpalenia jego zakładów pracy), rozprawy sądowe z powództwa cywilnego i przed sądami konsumenckimi. Poza tym, oskarżam cię, Marian (jakkolwiek masz tam na imię), o nieuczciwość wobec samotnych matek, których mężowie ciężko pracują na budowach u developerów, którzy też, w kilku przypadkach, są nieuczciwi (konkrety w kolejnym odcinku). O odzieranie ludzi z ufności wobec innych ludzi, a przede wszystkim o podkopywanie przyjaźni polsko-chińskiej! Czy chcesz, żeby po pikietowaniu twojego zakładu tłum matek z dziećmi i najbliższej rodziny udał się pod ambasadę Chin i tam urządził agresywna kampanię? A w odpowiedzi na to  Komando Walczących o Szacunek Dla Chińskich Kółek opanowało polskie przedstawicielstwa w całych Chinach, grożąc, że wyśle wszystkich naszych dyplomatów do obozów pracy? Czy chcesz, żeby interweniowała grupa „Grom" i doszło do konfliktu zbrojnego? Marketing to również myślenie o konsekwencjach. Pomyśl o nich, sunąc gładko swoim BMW. Oj, a może ta firma też obniża koszty produkcji? Na wszelki wypadek, wyhamuj... chyba cham się pisze przez „ch"?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Droga przez las

środa, 18 lutego 2009 9:41

Idę ulicą między domami a ścianą lasu. Wiem, że jestem w tej części Pionek, gdzie stoją bloki budowane w latach 50. Ale to już nie jest miejsce, które pamiętam z dzieciństwa. Każda droga wychodząca z miasta zagłębiała się w las. Brukowane albo wykładane kostką granitową, teraz pokryte są asfaltem. Wszystko jest inne, nie poznaję domów, ulic, nie wiem, gdzie jestem. Ruszam w stronę lasu i po chwili widzę pęknięcie w asfalcie, wypłukane przez mrozy i deszcze, a pod jego warstwą słynne „kocie łby". Aha, to ulica Leśna, tu mieszkała dziewczyna, z którą w życie, za stodołą Warchoła, paliłem swoje pierwsze papierosy. Budzę się z myślą wywiedzioną ze snu. Stare drogi pokażą ci, gdzie jesteś teraz. Historia jest po to, byś wiedział, kim jesteś obecnie.

Moje stare drogi, które ciągle mnie wspierają, wiodły w różne strony świata.

Przez las, który zewsząd otaczał miejsce, gdzie się urodziłem. Przez Radom, Kozienice i Zwoleń. Przy jednej z nich była Garbatka. Co pamiętam? Jakie obrazy i ludzie zostali w mojej głowie? Tak jak z historii powszechnej pamiętam niektóre daty zwycięstw i porażek, postaci królów, myślicieli i artystów, tak samo zbudowana jest moja historia osobista. Pierwszy pocałunek w sieni domu Ani, od którego zakręciło mi się w głowie. Rzeczka wijąca się między piaszczystymi pagórkami w sosnowym lesie. Zapach terpentyny z destylarni, gdzie przetwarzano żywicę. Drewniane domy z gankami, pokryte rzeźbionymi detalami, schowane w tajemniczych ogrodach. Duży kamień przy przejeździe kolejowym. Betonowy most nad rzeką w lesie, po którym przejeżdżał sapiący parowozik z wagonikami sosnowej dłużycy i brzozowej papierówki do składnicy w pobliżu nadleśnictwa w Garbatce. Zostawał po nim zapach palącego się węgla, rozgrzanego smaru i żywicy. Wąski tor. To nie to co normalny. Tu trudno iść po jednej szynie. Chyba że, jak rycerz kung fu, przesuniesz ciężar ciała w kierunku stóp i płyniesz wtedy ponad ziemią na stalowej cienkiej wstążce.

Łatwiej jest, jeśli po drugiej szynie idzie ktoś, kogo trzymasz za rękę. Jesteście sobie bliscy między innymi z tego powodu, że to dokładnie 600 mm.

A normalny tor, może i wygodniejszy, bo szyna prawie na szerokość podeszwy, idzie się nie tracąc równowagi, ale w parze - za daleko. Więc to będzie jakoś tak: wąski tor - bliskie relacje, normalny - smutek indywidualności. No i proszę, to są moje związki z Puszczą Kozienicką

z perspektywy łączących się na horyzoncie szyn kolejowych. Gwizd lokomotyw i stukot kół, który było słychać głęboko w lesie. Budził uczucie dziwnego niepokoju. Tęsknoty, pragnienia i obietnicy. Czy mając siedem lat, liczyliście kiedyś wagony w towarowych składach? Oczywiście, najlepsze są te najdłuższe. Pozostawiają nas w spełnieniu, w satysfakcji, że są na świecie rzeczy niezwykłe i zdumiewające. A osobowe, czyż nie są nie mniej inspirujące? Jest w nich niewidoczne na zewnątrz życie. Ujawnia się dopiero na peronie, gdy pusty do tej pory, wypełni się ruchliwą obecnością ludzi i rozmowami wyniesionymi z przedziałów. Ludzie idą później do przejazdu z zaporami albo przechodzą zaraz przez tory, nie bacząc na przerażający napis „Strzeż się pociągu", bo przecież wiadomo, że pociągi są dobre.

Hej, ludzie z mojego lasu! Z małych peronów małych stacji. Co się z wami teraz dzieje? Dokąd rozwiozły nas pociągi? Jesteście częścią mojej osobistej historii, chociaż zapamiętałem tylko małe fragmenty waszych życiorysów. Łączyła nas i łączy Puszcza. I nasze miasteczka powstałe nie na pustkowiu, gdzie spotykają się drogi, tylko na skraju lasu. Tutaj las wchodzi między domy albo to miasto zanurza się w zieleń. To są najlepsze miejsca do życia i dorastania. Kto tego nie docenia, niech wyjeżdża do Warszawy i zapomni, jak pachnie jesienią wilgotna ściółka pod drzewami, jak wolno i spokojnie płynie leśna struga. Niech ma za nic małą piekarnię, mały sklep spożywczy, dwa zakłady fryzjerskie i mały dworzec. Niech zapomni, bo inaczej będzie tęsknił.

Ale i tak którejś nocy przyśni mu się, że nie wie, dokąd iść.


Ćwiczenie.


1. Pojedź w swoje rodzinne strony. Bez przygotowań, bez uprzedzania kogokolwiek. No może zadzwoń do firmy i powiedz, że jesteś chory i dzisiaj cię nie będzie. Nie skłamiesz, bo jesteś chory, na nostalgię.

2. Jeśli w miejscu, które kiedyś było polem zbóż i traw, jest teraz supermarket, nie staraj się powstrzymać słów powszechnie uznanych za wulgarne.

3. Jeśli nie ma już małej rodzinnej piekarni, w której kiedyś kupowałeś prawdziwy chleb, nie staraj się powstrzymać łez. Tak, masz rację, oto umiera kawałek twojego świata razem ze starym piekarzem i rolnikiem.

4. Jeśli czujesz się lepszy, bo powróciłeś  tu z dużego miasta i chwalisz się, kim teraz jesteś, jeśli nie zauważasz zmian, to znaczy, że jeszcze nie czas na powroty.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Obuwie typu addidas, a kultura polska

środa, 11 lutego 2009 13:33

Jeśli istnieje TVP Kultura, czy znaczy to, że sama TVP już kulturą nie jest?

Oskarżam TVP o zbrodnie przeciw kulturze! O zarzucenie misji publicznej, o rzucanie resztek zadań edukacyjnych przed nogi wieprzów konsumpcyjnych. Pomimo działania TVP na szkodę społeczeństwa ciągle słyszę przypominanie o obowiązku płacenia abonamentu. Jeden też płacił. Uczciwie i z nadzieją. Ale jak go „któregoś dnia złapali za ręce i nogi, rozbujali i na drzewo zarzucili, to nie dość, że od tego dnia nie płaci, to jeszcze swojej rodzinie i znajomym płacenie odradza".


1.02.2009, niedziela pr. 2 TVP, godzina 23:05, film dok. „Radość pisania" w reżyserii Antoniego Krauze. Koniec o 00:05. O Wisławie Szymborskiej (to ta pani, co dostała literacką Nagrodę Nobla w 1996 roku). Zapewne badania wykazały, że o tej porze zaczynają życie telewizyjne zainteresowani wartościowymi programami. Wcześniej jest teleturniej i „niepokorny Tom Cruise w walce z sobą podczas wyścigów samochodowych". Jak nic, film psychologiczny.


Godziny nocne. Czas duchów, zjaw, dusiołków i innych nieracjonalizmów.


To są te godziny, kiedy już można pokazać to, co w naszej kulturze ważne, nasyciwszy wcześniej potrzeby złaknionej rozrywki publiczności. Podobno są takie oczekiwania. Nie żeby TV tu coś mogła. Ona jest bezradna, bo takie są oczekiwania „szerokiego widza", a ona spełnia rolę służebną.


A kto tego „szerokiego" tak utuczył? Kto mu dawał „lekko, łatwo i przyjemnie"? Kto go wyedukował na sybarytę, na pochłaniacza gotowych wizerunków świata? Kto mu wbił do łba powtarzane do zdechu przeboje, których on teraz potrzebuje? Kto każdą, no prawie każdą zapowiedź programu okrasza słodkim „zapraszamy do wspólnej zabawy!", „na pewno Państwo będą się świetnie bawić". Kto nauczył „A teraz! Dla was! Długo oczekiwana! Zwyciężczyni show Taka Jestem", gdzie pojawia się wulgarna i prowokacyjna panienka z metalem w twarzy i sutkach, bo przecież to „jej prawdziwe Ja"?


Nikt panience nie powiedział, że udaje kogoś, kim nie jest, że to samoagresja i że przyczyn tego trzeba szukać w systemie rodzinnym? Że pod tym metalem kryje się ktoś skrzywdzony, nadużywany, delikatny i wrażliwy? Kto nauczył, że rozrywka to tylko zabawa? Że kultura to tylko zabawa? A jeśli już nie rozrywka, jeśli na poważnie to z patosem, zadęciem, intelektualnym manifestem, wobec którego należy się pochylić „w atmosferze refleksji i zadumy"?


To jest proces. Jeśli go stworzono, to można go też odwrócić. Proces znaczy, ale widza też. Nasze upodobania przejmuje się w okresie socjalizacji i nauczania. Pies się nauczy jeść jabłka i inne owoce, bo widzi, że Pani tak robi. Widz też się nauczy oglądać Wisławę Szymborską (to ta pani, co dostała literacką Nagrodę Nobla w 1996 roku)  zaraz po mszy, przed obiadem, bo to jest na program o Niej odpowiednia pora. Będzie się cieszył i będzie dumny, że dostała literacką Nagrodę Nobla w 1996 roku, zachwyci się Jej umiejętnością zauważania esencji, idei w codzienności, będzie Ją szanował jak Wiedźmę Słowa, jak Mędrca w Spódnicy. Wieczorem, jeśli będzie miał ochotę, obejrzy jeszcze sobie, jak „niepokorny Tom Cruise walczy z sobą podczas wyścigów samochodowych" i o 22 położy się spać, bo o tej porze powinno się to robić. Niezależnie od tego, czy jest się motorniczym, akwizytorem, pisarzem, czy abażurów wytwórcą.


TV traktuje mnie jak mniejszość w przypadku prezentacji niepopularnych programów, wychodząc z założenia, że jak mi się to podoba, to i tak to obejrzę, nawet za cenę snu. Dlaczego nie uznaje, że jestem większością, która powinna i chce spać po 22? Dlaczego nas chcecie podzielić? Motorniczego z  akwizytorem, pisarza z abażurów wytwórcą? Wystarczająco już dzieli nas status społeczny, zasobność majątkowa i intelektualna, sympatie polityczne i światopoglądowe. Dlaczego jeszcze kultura? Pan w Szkole Managerów Kultury uczył mnie, że ona też jest towarem, który się sprzedaje. Ma swe targety. Jeśli ktoś potrzebuje muzyki dance, to mu ją sprzedajmy.


Tak, też jestem tego zdania. Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że ktoś swą obrotnością marketingową nauczy masowego odbiorcę, że on, konsument, tylko tego właśnie potrzebuje. Ziściło się marzenie specjalistów od sprzedaży. Klient się nauczył, że tego towaru pragnie, a reszta to żenada, bo przy tym nie można się bawić.


Ci, którzy do tej pory wdrażali ten towar, badają rynek i konstatują, że odbiorca chce rozrywki taniej i lekkiej. No cóż, boleją, taki on jest ten odbiorca. Kabaretu Przybory i Wasowskiego nie chce, ale dajmy go o 25:67, na pewno ktoś sobie obejrzy, bo to dobra literatura i wykonawstwo.


Z kulturą masową jest jak z obuwiem sportowym typu addidas. Wszyscy w nim chodzą. Ich forma jest stała. Zmieniają się tylko kolory, wstawki, materiały, sznurowadła, albo rzepy, technologie podeszwy, buty mają odblaski albo światełka. Pewnie już między sobą wymieniają się informacjami na temat właścicieli. Ale to ciągle jest ten sam but. Tak jak liczne zespoły, piosenkarki, które śpiewają tak samo. Jakby wyszły z jednej manufaktury głosu. Liczne melizmaty, ozdobniki, przydechy i westchnienia. Klony z jednej formy. Nie projektował ich mistrz szewski na indywidualny obstalunek. Nie tchnął w nie swego ducha. Nie szył dla konkretnego człowieka. Zrobił produkt masowy, czyli dla wszystkich i dla nikogo. Masówka zabija indywidualności, rzemieślników, fachowców - artystów. Małe rodzinne piekarnie, masarnie, prawdziwe warzywa i owoce, szewców, zdunów i stolarzy.


Dlatego, za te dwieście złotych rocznie (nawet jeśli to dla was mało), chcę oglądać w normalnych porach dotkniętą przez Boga rzemieślnika - poetkę Wisławę Szymborską. Jeśli będę wiedział, że wczesnym wieczorem, przed albo po programie „A teraz!", „Specjalnie dla was!" pojawi się muzyka niszowa albo poezja niszowa (np. Nobel 1996), to będę zadowolony, że oto jesteśmy zanurzeni  w jednej kulturze. Gołębiarz z dzielnicy Zacisze, jego sąsiad skrzypek klasyczny, producent ciastek z Jórskiego i piosenkarka - artystka.


Mamy różne upodobania, sympatie i poglądy. Wszystkie są ważne i mają prawo do istnienia. Mniejszości są częścią całości, czyż nie? Jeśli TVP jest odmiennego zdania to: „dokonam na tobie srogiej pomsty w zapalczywym gniewie i na tych, którzy chcą zatruć i zniszczyć moich braci". Teraz! Specjalnie na was!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 255  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266255

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl