Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 221 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ważne sprawy

środa, 24 lutego 2010 13:10


Kto się przyglądał idącemu dziecku? Zwłaszcza na tle kroczącego dorosłego. Właśnie. Dorosły kroczy. Ma cel i ku niemu zmierza. Przeznaczył na realizację zamierzenia jakiś odcinek czasu, więc próbuje się trzymać planu. Idzie „do" lub „po". Równym, spokojnym krokiem, z długofalowym planem działania. U małego wszystko dzieje się tu i teraz. Też idzie „po" lub „do", ale sekwencje są krótkie, a realizacje natychmiastowe. A to stanie w zadziwieniu, bo w kałuży widać różne rzeczy, poza tym można w nią wejść i tupać. A to piesek przebiegnie obok, no to trzeba za nim. A to patyczek niezwykły, o - rura, o - drzewo i wrona, o - pan, o - samolot. Do przodu, na boki, do tyłu trochę też. Tu jest to, tam coś innego, a tam było też coś. Jak surfowanie po Internecie w poszukiwaniu informacji albo jak grzebanie w stercie  porozrzucanych książek. Nic nie trzeba, nic nie goni. Czas stoi w miejscu, bo nie ma żadnych dalekosiężnych planów. Nogi robią kilka kroków, zatrzymują się, podskoczą, znowu kilka nieregularnych i bezruch. Ręce machają i coś pokazują. I jak tu rozwiązać konflikt interesów? Mama chce zrobić zakupy, a tu są ważniejsze rzeczy. Ech, biedny ty, mały. Już niedługo będziesz chodził zdecydowanym krokiem, o określonych godzinach dnia, w ściśle określonym kierunku. Może nawet w garniturze, kto wie? Później będziesz prowadził za rękę małego człowieka i będziesz się złościć, że on ma inne pomysły niż ty, a tu przecież są ważniejsze sprawy i rzeczy do zrobienia.

A spacer z psem? Pies też ma swoje plany. Krótkie, ale to nie znaczy, że mniej ważne. Znieruchomieć na chwilę, jak nadchodzący z naprzeciwka kolega. Rozpoznanie: bawimy się, gryziemy czy obojętnie mijamy? (Jakie to ludzkie!). Tu graniczny kamień do obsikania, tu wrona do pogonienia, a tu coś się rusza w krzakach. No, kto pozwolił sobie ostatnio na takie marnotrawienie czasu? Nie chodzi o to, by obsikiwać kamienie i słupki, ale by znaleźć czas tylko dla siebie i swoich potrzeb. Nawet jeśli spróbujemy, to przywoła nas do porządku telefon komórkowy, w którym odezwie się jakiś Ojciec, popędzający nas i przywołujący do ustalonego porządku. Kto ma tyle siły, by się sprzeciwić? Może nawet nie mówmy tu o sile, która by oznaczała, że przeciwstawiamy się ustalonemu porządkowi, zamierzamy z czymś walczyć. Chodzi raczej o poczucie, że zrobimy coś innego niż zazwyczaj, zadbamy o siebie, zgodzimy się poddać impulsowi, ciekawości, fantazji. A naprawdę warto.

Skoro już mowa o potrzebach i ważnych sprawach, to na koniec oficjalny komunikat. Z powodu zwiększającego się zaludnienia naszej planety zdecydowałem się wystąpić o akt własności mojej działki w części gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. Postępuję jak pierwsi kolonizatorzy nowo odkrywanych lądów. Wystarczyło ogłosić własność, poddaństwo wobec jakiejś tam Korony, i już. Ponieważ, jak do tej pory, nikt nie rości praw do kosmicznej przestrzeni, więc kto pierwszy o tym pomyśli i się zdecyduje, to ma. Ogłaszam zatem, iż moja działka przylega do wewnętrznej strony dyszla Wielkiego Wozu na całej jego długości, wzdłuż linii ustanowionej przez gwiazdy Alkaid, Mizar, Alioth i Megrez, na szerokość palca wskazującego lewej dłoni. Będę wdzięczny za obliczenie jej powierzchni. Podaję dane: szerokość palca 19 mm, odległość od oka na wyciągnięcie ramienia 690 mm . Nie znam, niestety, odległości do wspomnianych gwiazd, co niewątpliwie jest warunkiem rozpoczęcia rachunków. Bo chyba dobrze kombinuję, że wystarczy obliczyć podstawę trójkąta równoramiennego, którego wierzchołek stanowi oko? Bardzo proszę o pomoc, bo chcę uniknąć konfliktów z ewentualnymi sąsiadami, co grozi wojnami gwiezdnymi, a tego przecież chcielibyśmy uniknąć. Tym bardziej że moja miła się zastanawia, czy nie wziąć sobie czasem działki w obrębie Wielkiego Wozu, czyli już możemy mieć problem z dostępem od mojej strony.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kochankowie z osiedla Północ

środa, 17 lutego 2010 10:39

Zimowy wieczór nie zachęcał do spacerów. Mróz chwytał za uszy jak nauczyciel szkoły powszechnej, a śnieg, jak należy, był kryształkami wody, która zamarza w temperaturze 0 stopni Celsjusza. W małej cukierni na Żoliborzu kilka par grzało się w cieple miejsca i swojej obecności. Za bufetem odbywał się rytuał ofiarowania kawy, herbaty i ciastek, dźwięczały łyżeczki i filiżanki, pod które, usłużnie, podstawiały się spodeczki. Krótko grzechotały monety, wrzucane do szuflady kasy, podatek od słowa „proszę" i „dziękuję". Co jakiś czas syczał ekspres do kawy. Stylizowany na przedwojenną maszynę, w formie walca pokrytego miedzianą blachą. Do tego kilka kraników, manometrów, pokazujących ciśnienie, i wieńcząca go mosiężna kopuła z mosiężnym sokołem na jej szczycie. Sokół miał skrzydła rozpostarte, był gotów do lotu, który, niestety, nie mógł się ziścić. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Kolejne filiżanki kawy musiały zostać napełnione, imbryczki zalane, zagotowana kolejna porcja wrzątku. Ekspres lekko dygotał, gdy podnosiło się ciśnienie, sokół wtedy drżał, czując delikatny ruch powietrza pod skrzydłami.

Siedzieli w rogu małej sali. Przy tym stoliku był taki sam zimowy wieczór jak za oknami. Słowa, bryły z pękającego lodowca, wpadały w zimne morze. Patrzył na jej przygarbione plecy, na ściągniętą twarz z nieruchomymi oczami, utkwionymi w światełku lampy odbijającej się w herbacie.

- Przestań histeryzować - powiedział cichym głosem. - I nie rób z siebie widowiska - syknął rzucając szybkie spojrzenie na salę.

Nawet nie czuła łez spływających po policzkach, bo przyglądała się swemu odbiciu w łyżeczce, skupiając się na myśli: „Jak można potwierdzić, że w odbiciu jestem do góry nogami, skoro ich w ogóle nie widać? Jak można stwierdzić, że w odbiciu jestem do góry nogami? Jak można to udowodnić, skoro nie mam nóg? Jak mogę się odbijać, skoro ich nie mam?".

Kiedy pierwsze łzy znajdą sobie drogę, to później spływają już jedna za drugą. Niezbadane są ścieżki łez.

- Uspokój się, bo zaraz wyjdę...

„Jak mogę iść, kiedy nie mam nóg?".

Za barem sokół zadrżał i przyjrzał się swemu odbiciu w mosiężnej blasze. Wrzała nowa porcja wody. Kelnerka właśnie poszła odebrać zamówienie. Często, w przelocie, dotykała w kuchni dłoni chłopaka, biorąc od niego tacę. Czasem on przytrzymywał jej palce, kiedy tacę przyciągał, by nie mogła jej unieść. Uśmiechali się wtedy do siebie i znów czekali na kolejne zamówienie. Jak to dobrze, że ludzie potrzebują grzanek z serem lub zupy minestrone.

Ekspres tymczasem drżał coraz silniej. Nie wyłączał się termostat i z jakiegoś powodu przestał działać zawór, usuwający nadmiar gromadzącej się pary. Ekspres zadygotał, a wraz z nim filiżanki, spodki i łyżeczki. Ludzie zamilkli, znieruchomieli, ktoś krzyknął ostrzegawczo. Eksplozja wypchnęła mosiężną kopułę, sokół wraz z nią poszybował w górę i wbił się skrzydłami w gipsową rozetę na suficie. Pękało i tłukło się szkło, dźwięczały sztućce na płytkach posadzki.

 - Patrz, jakie mam piękne nogi - powiedziała spokojnym, radosnym głosem.   

Wyszła w zimowy wieczór, który nie zachęcał do spacerów, bo, jak wiadomo, temperatura zamarzania łez jest niższa od zamarzania wody słodkiej. Już nie płakała. Nad nią coraz wyżej w niebo wzbijał się sokół. Z każdą chwilą mniej mosiężny, ze skrzydłami jak palce bawiące się powietrzem, wysunięte przez okno pędzącego  samochodu. Patrzył na dziewczynę, z jego perspektywy była tylko punktem z poruszającymi się nogami.

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zajazd Bardów

czwartek, 11 lutego 2010 10:07

To był już dziewiąty. Wędrujący po Polsce, a wraz z nim widzowie z różnych stron. Pokonywali po setki kilometrów, by posłuchać kilku facetów z gitarami, którzy śpiewają o swoich konfliktach intrapersonalnych. Czasem usłyszysz historię obyczajową, filozoficzną przypowieść lub motyw miłosny, a wszystko bardzo osobiste, osobiście napisane i odśpiewane. Niektórzy z nich tworzą nowe światy, zbudowane z metafor, porównań i przenośni, lub są narratorami zwykłej codzienności. Ja lubię tę ostatnią, bo sam jestem codzienny i powszedni. Jechaliśmy na Daleką Północ przez śnieżne niezmierzone połacie. Dwa psy padły nam w zaprzęgu i skończył się zapas suszonych ryb. Gawrony zataczały nad nami złowróżbne kręgi, czując niechybny żer, a wycie wilczej watahy z każdą godziną stawało się coraz bliższe. Szczęściem dotarliśmy do Augustowa bez przeszkód. W Tawernie Szekla czekały na nas pierogi z kapustą i grzybami oraz kartacze (duże pyzy z mięsem, ale smaczniejsze). Dwa dni muzykowania dla publiczności i dla siebie nawzajem. Port skuty lodem, a wewnątrz ciepło od ludzkiej życzliwości i piecyków gazowych. Od tego kapało trochę z sufitu, jak w grocie króla Błystka pani Konopnickiej, kiedy budziła się wiosna. Przy pożegnaniu żona Adasia-animatora zaintonowała pieśń Dalekiej Północy. Dołączyły się jakieś miejscowe głosy, śpiewające, jak mówi Adam, „po prostemu" - i to było najpiękniejsze z całości wydarzenia. Gdzie nam, miastowym, do takiej prawdy i autentyzmu. Gdzie nam do siły tradycyjnej wspólnoty, do mocy ziemi, puszczy i jezior. My możemy tylko wymyślać swoje egzystencjalne, wierszowane niepokoje.


Późny wieczór mrozem dławi

Ból pustkowia w sercu niosę

Trudno pewny krok postawić

Ziemię śnieg pobłogosławił


Widzę światło poprzez drzewa

Droga mnie prowadzi prosta

Może znajdę między wami

Miejsce puste dla wędrowca


Może znajdę między wami

Ręce ciepłe, dłonie obie

Co uwolnią od ciężaru

Skrzynie myśli w mojej głowie


Co odgarną włosy smutku

Między światem a oczami

I osuszą lęku krople

Mojej twarzy mokry kamień


Pustką staję się powoli

Przemierzając ją niezmiennie

Gdzie me ciało, moja dusza

Kto me żebro wydarł ze mnie


Pustką staję się powoli

Kto się oprze tutaj pewnie

Nic go przecież nie zatrzyma

Przejdzie tak na wskroś

Przeze mnie

 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 268  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266268

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl