Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 221 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Biały brzuch ryby

piątek, 24 lutego 2012 12:12

Chyba mam w moim procesie zmian – zdziczenie. Właśnie na niebie zobaczyłem chmurę, chociaż dokładniej, dzika z parasolką. Jak gdyby nigdy nic, spacerował sobie po niebie. Bez sensu z tą parasolką, bo już przestało padać, więc chyba parasolka była od słońca. To tym bardziej jest zadziwiające. Zaraz też pojawiła się ryba. Zachowywała się tak, jakby pływała w wodzie o najwyższym stopniu przejrzystości. Bardzo leniwie machała płetwami, prawie niezauważalnie, ale w tej kwestii oko mam wyćwiczone i wiem, kiedy ryba płynie, a kiedy stoi sobie w leciutkim prądzie wody. Trochę mnie to nastroiło poetycznie, ale na wskroś nowocześnie więc:

 

Biały brzuch ryby

Przecięty szkłem mego spojrzenia

Osypuje się biało

Spokojnymi łuskami pośpiechu

Z małej chmury

Parasolkę noszę przy pogodzie

Ryj zdziczały

Ufnie ku niebu zadzieram

 

Skoro tak, to pomogę słońcu topić śniegi i lody, bo już dosyć chłodu w tym roku. Mówię później do mojej miłej: - Zobacz, już tylko resztki śniegu zostawiłem, teraz widać ewidentnie, że ziemia ciemnobrązowa jest, a nie biała. – Zanim zacząłeś topić, to trzeba było spytać! O sobie tylko myślisz, a tu pełno wody na ulicach, jak ja teraz przejdę, chociaż mam buty Geoxy?! A o wnukach nie pomyślałeś, że one na działce i ubranka moczą w błocie! Woda z rzek zacznie występować, ludzi ci nie żal?! Kobieto, mówię, co ty myślisz, że ja taką moc mam, że nawet Długosiodło wodą spływa? Ja tu dokoła, lokalnie, żeby za bardzo nie ingerować w siły natury, bo już mi za wiosna tęskno. No i się zaczęło. Że chaos deterministyczny wprowadzam, że i tak ocieplenie klimatu wyraźne, a ja jeszcze do tego swoje paluchy dokładam. O, przepraszam, ręce mam czyste, zawsze myję mydłem Biały Jeleń, a ono naturalne jest. Trochę głośno się zrobiło, sąsiedzi pytają, co się dzieje. No nic, może rację mają, że ja tak dla własnej wygody. Wiem, wiem, niektórzy narty kochają, dzieci sanki i „jabłuszka”. Dobra, kurwa, zrobię tego śniegu, ale nie zaraz, niech się tym słonkiem i czystym niebem nacieszę. Nikt mi nie powie, że lubi szare, ciężkie śniegowe chmury, zamiast dzików z parasolkami. Tylko żebyście nie narzekali później, że już za dużo tych zamarzniętych kryształków wody, z których każdy jest tak indywidualny i niepowtarzalny. Dla świętego spokoju dołożę jeszcze dziki podchodzące z głodu pod balkony, parkę niedźwiedzi polarnych i stadko pingwinów. Gratis. 

 


Podziel się
oceń
16
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Żeglarstwo w sezonie zimowym

piątek, 17 lutego 2012 8:44

Sagi poznańskiej ciąg dalszy. Kiedy zima i śniegi, co robi żeglarz Przemek, jeśli oczywiście nie pływa na lodołamaczu? Zajmuje się ptakami. To znaczy, podgląda i ogląda. W rzeczywistości lub w encyklopediach i na fotoforach. No bo kto korzysta z nieba, przestrzeni i wiatru tak jak ptaki? Żeglarze, oczywiście. Po sezonie starannie zwijają/składają żagle jak skrzydła i wciągają łódki do hangaru. Pływanie pod żaglami to taka wstępna  przymiarka do fruwania. Niezupełne oderwanie się od ziemi, a jeszcze nie szybowanie. Co w czasie obcowania z ptactwem, czyli aves, robi załogant i kuk – Jagna, czyli femina? Oczywiście zapasy na rejsy. Mrozi pasztety i pieczenie. Oprócz tego, a kto wie czy nie przede wszystkim, nastawia nalewki. Tu trzeba się wykazać siłą charakteru i woli, no bo kto oprze się widokowi słoi, w których moczą się owoce w spirytusie od miesiąca i ich nie otworzy? Choćby tylko po to, by sprawdzić, czy aby na pewno proces postępuje prawidłowo? Żony żeglarzy muszą mieć charakter, trzymać „sznurki” i w życiu, i na łodzi, wybierać żagle codzienności, żeby nie stały „w łopocie”, bo to źle świadczy o kapitanie i załodze.  


W rodzinie drwala, natomiast, może być inaczej. Helenka przesłała mi treść ogłoszenia, wiszącego w jednym z parków Krakowa: Zgubiono piłę spalinową. Uczciwego znalazcę proszę… itd. Hipotezę mam taką, i tu proszę leśników o weryfikację. Drwal przepił piłę lub ją przerżnął w karty. Chce wyjść z twarzą z tej niezręcznej sytuacji i ją zręcznie racjonalizuje. Oto druga wersja. Sprawca Teksańskiej masakry piłą łańcuchową zawitał do Polski, bo w Teksasie zabrakło ofiar. Wszak film ma już wiele sequeli. Wydaje mu się, że piłę zgubił, bo jeszcze nie dotarło do niego, że mu ją zwyczajnie podpieprzyli. Chodzi teraz sfrustrowany i obwinia siebie o gapiostwo. Cała jego socjopatyczna natura jest teraz małą żółtą kaczuszką, przewracającą się bezradnie na dopiero co przystrzyżonym trawniku. Nożycoręki też miałby u nas kiepsko. Wędrownych ostrzących już nie ma, łatwiej i taniej kupić chińskie nożyczki niż znaleźć rzemieślnika. Nie u nas takie horrory i thrillery, czyli nie na Lachy amerykańskie strachy.     

                  

Właściwie to miałem pisać o mojej przyszłej emeryturze, którą chciałem spędzić pod żaglami, ale chyba skłaniam się do pomysłu kupna piły łańcuchowej. Będę o nią dbał, by nikt mi jej podstępem lub groźbą karalną nie zawłaszczył.

 



Podziel się
oceń
18
3

komentarze (5) | dodaj komentarz

Dyzio – dzika świnka morska

czwartek, 09 lutego 2012 9:03

Pomimo mrozu wyruszyłem z domu, i to nie byle gdzie − do Poznania. Jak można się było spodziewać, moją potrzebę estradowego ekshibicjonizmu przypłaciłem zdrowiem. Wielokrotnie powtarzam, że zimę należy przespać w gawrze, niezależnie od tego, jakim smrodem to grozi. Wspierają mnie w takim przekonaniu eksperci od zdrowia, którzy uaktywnieni ostatnio przez media radzą, żeby z domu nie wychodzić. Jednakowoż, korzyść z tego jakąś wyniosłem. Poznałem miejsca wraz z wieloma przemiłymi osobami. Trochę się czułem jak w Krakowie, bo wszyscy tu się znają i spotykają we wspólnych ulubionych gniazdach. Dlatego polecam towarzysko i muzycznie Piwnicę Farną, wraz z półkami na wino, zapiekanką alzacką i ludzką zawartością. Targi Książki dla Dzieci z dobrym duchem panią Olchą, księgarnię „Między Słowami” i Szkołę Podstawową nr.7, bo wymyśliliśmy razem z dziećmi z trzecich klas bajkę o dzikiej śwince morskiej. Oprócz tego Poznań ma piękne mieszczańskie kamienice, które mi uświadomiły, że dźwiganie sprzętu muzycznego na piąte piętro już nigdy nie będzie łatwe, ale za to można tam porozmawiać o tym, co człowiekiem porusza w tańcu i jakie to lekkie. I rozmowa, i taniec. Ponownie spróbowałem rogali świętomarcińskich, na szczęście, bo pamiętam z dawnych lat, że śmierdziały syntetycznym zapachem migdałów, a tu miła niespodzianka. Dobre. A gdybym trwał w dawnym doświadczeniu? Odcięcie się od przyjemności z powodu raz przyjętej perspektywy. W tym kontekście chyba powinienem zweryfikować pewne fragmenty mego życiorysu. I jeszcze jedna nauka, płynąca z tego pobytu. Jeśli widzisz stary niebieski tramwaj, jadący ulicami, to się nie mądrz, że takie dawniej tu były, bo pamiętasz piosenkę pani Koterbskiej. Młoda dziewczyna ufa, że pamiętasz lub masz jakąś wiedzę encyklopedyczną. Lepiej reprezentować sokratejską wiarę-niewiarę, bo w końcu się okazuje, że Mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich(!) ulic sto. Między ulicami czasem skwer się pojawi, i tu coś miłego może cię spotkać. Jak choćby rzeźby Norberta Sarneckiego. Duża radość, zwłaszcza gdy człowiek idzie skulony od mrozu, a tu na brzegu pustego zbiornika fontanny Dziewczyna z Brązu dotyka nagą stopą nieistniejącej powierzchni wody. W lecie jest na pewno dosłownie, zimą zostaje tylko gest i intencja, którą autor tak zgrabnie uchwycił. Jeśli zaś chodzi o dziką świnkę morską, to jej tożsamość jest mi bliska. We wspomnianej bajce z udomowionej stała się dziką, wolną istotą. Jestem udomowiony, a jakże, mam swoją wygodną klateczkę z miejscem do spania, jedzenia i z kołowrotkiem do biegania. Wszelako są momenty, gdy ruszam w podróż i mam namiastkę wolności, bywam wtedy dziki i nieokiełznany, jak wolna domowa świnka, ale wiem, że w miseczce czeka na mnie marchewka i ogórek drobno pokrajane. Nie mówię, żeby zaraz być jak Jerry, z którym siedziałem kiedyś nad brzegiem Gangesu. Po 20 latach wędrówki po Dalekim i Bliskim Wschodzie już prawie nie miał zębów, ale za to dredy i płócienny woreczek z dobytkiem. Większość podróżników ma swoje ciepłe klateczki, do których wraca, by móc snuć barwne opowieści o dalekich krajach, egzotycznych krajach. Oni tylko dotykają stopą powierzchni, zamiast skoczyć na głowę do głębokiej wody (uwaga na płycizny!). Nieliczni pewnego dnia, otoczeni zasłuchanymi wnukami, będą mogli powiedzieć: którejś zimy, przy szesnastostopniowym mrozie, szedłem ulicami Poznania…

 



Podziel się
oceń
18
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 264  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266264

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl