Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Homo viator, czyli chłopcy drogowcy

środa, 25 marca 2009 9:44
Bądźcie pozdrowieni, pracownicy służb drogowych. Budujący drogi, łatający drogi, stawiający mosty i wiadukty. To dzięki Wam możemy włóczyć się bez celu lub, że tak powiem, peregrynować ze świadomością końca wędrówki. To dzięki Wam Odys powraca do domu, a akwizytor i dostawca trafia do właściwego hipermarketu. Dzięki objazdom zwiedzamy inne miejsca, widzimy nowe krajobrazy, co wyzwala nas z rutyny i bezmyślnego pośpiechu. Korki, wahadła, zwężenia, utrudnienia w ruchu, dają nam namysł, wytchnienie, medytację chwili - od nerwowego bębnienia po kierownicy do zbawczego i relaksującego: - a ch... i tak już się spóźniłem. To z Waszego powodu czekająca na powrót męża Penelopa już tka kolejny kilim. A mąż ma okazję sprawdzić jej wierność, bo tłum zalotników kłębi się pod drzwiami alkowy korzystając z jego nieobecności. To dzięki krótkiemu przyhamowaniu przed znakiem zwężenia jezdni na 156 kilometrze nie przejechałem borsuka, który przebiegł przed maską mojego samochodu na kilometrze 205. Dzięki wyhamowaniu przed dziurą w asfalcie uniknąłem zderzenia z drifterem, który wypadł z podporządkowanej drogi i zniknął przede mną w białym dymie palonej gumy. Zderzenie miało miejsce w innej rzeczywistości, gdzie nie było dziury w asfalcie. To znaczy, że budujecie również światy równoległe! Czy to również znaczy, że kierujecie moim przeznaczeniem?!!

Zielone światło przerywa rozważania. Może lepiej, bo zacząłem zmierzać w kierunku religijnego sekciarstwa z drogowcami w roli głównej.


No bo co innego mogę myśleć i robić, kiedy stoję w kolejnym „wahadełku" na drodze do Torunia? Tylko się zgodzić na to, co jest. Nie szarpać się z przeciwnościami w rodzaju: - Dlaczego mnie to spotyka?!! - bo z tego rodzą się smutki, tiki nerwowe i wrzody żołądka, tylko spróbować odpowiedzieć na pytanie: - Po co mnie to spotyka? I tak się powinniśmy mierzyć z każdym problemem. Dlatego, nawet siedząc w samochodzie, słuchajmy harmonia mundi, czyli muzyki akordeonowej z różnych stron świata. I pomyślmy, jak oto na naszych oczach jawi się podstawowa konstrukcja świata, której twórcami są, jakże często nieświadomi swej funkcji, chłopcy drogowcy.

 

 

                   Pewnie szedłem                   

                         

Szedłem pewnie i pewnie wbijałem stopy w ziemię,

Pewnie szedłem i w ziemię wbijałem się jak lemiesz.

  Jeśli wiesz, o czym mówię, to pewnie szedłeś pewnie

  Jak heros, jak hidalgo, nim dosięgła stal go.

 

Szedłem pewnie po ziemi, zostawiałem ślady,

Ślady stóp odbijając, przez lessy, iły, mady.

  Jeśli wiesz, o czym mówię, to zostawiałeś ślady,

  Tworząc ścieżki i drogi, nie przewidując zdrady. 

 

      Ref. Zawsze jest coś, co nauczy cię pokory,

             Zawsze jest ktoś, kto nauczy, co to gorycz.   

 

Żyłem pewnie i pewnie tak żyjąc miałem rację,

I tak żyjąc w pewności, tworzyłem nową nację.

  Jeśli wiesz, o czym mówię, to pewnie miałeś rację,

  Że tak żyjąc zasługujesz na pewną adorację.

 

Żyłem pewnie i szedłem, zostawiałem ślady,

Moje ścieżki krzyżując z innymi bez obawy.

  Jeśli wiesz, o czym mówię, to krzyżowałeś drogi,

  Ślady stóp spotykając, myśląc „oto człowiek".

 

      Ref. Zawsze jest coś, co nauczy cię pokory,

             Zawsze jest ktoś, kto nauczy, co to gorycz.     

 

Szedłem pewnie i pewnie wbijałem stopy w ziemię,

Pewnie szedłem, na ziemi tworząc nowe plemię

  Jeśli wiesz o czym mówię, to pewnie szedłeś pewnie,

  Jak tułacz, jak włóczęga - drogi stała zmienna.

 

Szedłem pewnie i pewnie zostawiałem tropy,

Prostej drodze dawałem ślady mojej stopy.

Jeśli wiesz, o czym mówię, to też cię droga niosła,

Chodząc ciągle po kole, myślałeś, że jest prosta.

 

Idę pewnie, bo niczego nie mogę być pewny

i z pewnością tak wędrując jestem czasem zmienny.

 

Idę pewnie, bo niczego nie mogę być pewny

i z pewnością tak wędrując  jestem czasem senny.

 

Idę pewnie, bo niczego nie mogę być pewny

i z pewnością tak wędrując jestem czasem bierny.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jakoś leci?

środa, 18 marca 2009 9:54

Przed budynkiem stał karawan. Przy wejściu, w lekko powycieranym,  służbowym czarnym garniturze stał pracownik firmy pogrzebowej. Na twarzy miał wyraz smętnej zadumy, tak samo często używanej, jak jego garnitur.

W telewizji, z okazji Święta Zmarłych albo innej państwowej uroczystości o podobnym  nastroju mówi się: „atmosfera zadumy i refleksji". W atmosferze fachowca od pochówku mniej było refleksji, ale proporcjonalnie więcej zadumy, która, jak wiadomo, z refleksją nie musi mieć nic wspólnego.

W zadumie człowiek nawet nie musi wiedzieć, że jest. Świadomość swej podmiotowości może nawet przeszkadzać, więc po co? Stał tak zadumany, w ciepłym wiosennym słońcu, którego  promienie jakoś nie przystawały do tego smętnego wydarzenia. Chodnikiem nadchodził jakiś mężczyzna. Zobaczył zadumanego, który najwyraźniej był jego znajomym, bo nie zatrzymując się, rzucił krótko:

- Jak jest?

Zadumany na krótką chwilę odzyskał świadomość i refleksję, na moment twarz jego rozjaśniła się, ciało lekko poruszyło, i odpowiedział:

- Dobrze leci! - i zapadł znowu w zawodowy stupor.

Zapewne w tym jednym przebłysku przeanalizował bieżącą chwilę, cały dzień, może część swego życia, a może całe swe życie opromienione tym właśnie krótkim momentem. Teraz jest dobrze. Tu i teraz. Na granicy dwóch światów. W ciągu paru sekund wyśpiewał pochwałę życia. Jego chwilowe zwycięstwo nad sprawami ostatecznymi. Dobre pieniądze, stałe zajęcie, zadowolona żona i dzieci. Bądźcie pozdrowieni ci, którzy dajecie mu pewność, że ta robota będzie zawsze.



Byle doczekać



Kiedy się rolnik do nieba dostanie,

to dopiero będzie leniuchowanie.

Tam zawsze jest po żniwach i po wykopkach,

konie chodzą po łąkach i po opłotkach,

baba jabłek przyniesie z drzewa wiadomości,

sąsiad się nie będzie o byle co złościć,

pomoże się tylko przy Piotrowym sianie,

to dopiero będzie leniuchowanie.


Byle doczekać do końca życia,

byle nie wzięli nas diabli,

byle nie bolało, by się dobrze działo,

czas przecież wcale nie nagli.


Kiedy się górnik dostanie do nieba,

tam żadnej lampki nie będzie mu trzeba.

Windą pojedzie ostatni raz ku górze,

na takie jasne i wielki podwórze,

rzędem tam stoją białe familoki,

każdy ma ogród, ławeczkę i ptaki,

piwa po kryjomu przyniosą anieli,

niechaj górnik pije i niech się weseli.


Byle doczekać...


A jak muzykant pójdzie do nieba,

żadnej chałtury nie będzie mu trzeba.

Zatrudnią go zaraz w niebieskiej kapeli,

będzie miał owacje i tłum wielbicieli,

rolnik go posłucha, górnik w ręce klepnie,

krytyków nie uświadczysz, wszyscy będą w piekle,

i jedna muzyka nas wszystkich pogodzi

i wszystkim będzie dobrze, bo o to chodzi.


Byle doczekać do końca życia,

byle nie wzięli nas diabli,

byle nie bolało, by się dobrze działo,

czas przecież wcale nie nagli.


Byle doczekać do końca życia,

byle do kresu doczekać,

później będzie dobrze, później będzie mądrzej,

więc po co teraz narzekać.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Światy pozorne

czwartek, 12 marca 2009 9:54

Strukturę społeczną naczelnych charakteryzują silne związki rodzinne, aktywne interakcje na poziomie grupy i dobrze określony porządek społeczny, a więc hierarchia ważności w grupie. Dwa typy zachowań wspierają tę właściwość: skłonność do wzajemnej pielęgnacji, a wśród inteligentniejszych gatunków - również zdolność do odgadywania stanów mentalnych innych osobników. Tę zdolność do „postawienia siebie na czyimś  miejscu" można spożytkować, by pomóc innym lub by ich oszukać.

                                                                            Jean Aitchison, Ziarna mowy


W ciągu ostatnich kilkunastu lat, kiedy to uwolnił się rynek, zdarzyło mi się być oszukanym. Dziwne, ale najdotkliwiej odczułem to w dwóch konkretnych przypadkach. Dokonały tego młode dziewczyny  w dwóch niezależnych od siebie punktach warszawskiej Starówki, gdzie sprzedaje się ciastka i rurki z bitą śmietaną. Lubię rurki. Najbardziej wieczorem do herbaty z sokiem malinowym i plasterkiem limonki. To jest miłe i relaksujące. Niemiłe jest, kiedy okazuje się, że rurki są prawie puste. Niosą w sobie złudną obietnicę  w postaci białych śladów trzepania piany. Przez nie, jak przez lunetę, widać świat, który staje się miejscem wykreowanych rzeczywistości, pozorów, ułud i fantomów.

W takim świecie trochę się gubię, bo czasem nie potrafię odróżnić prawdy od fałszu. A to ostatnie rozrasta się monstrualnie. Począwszy od reklam, które namawiają mnie do kupna towaru, wzbudzając we mnie przekonanie, że jest mi niezbędny, poprzez artystów i polityków.  Zaczynamy przypominać akwizytorów po treningach autoprezentacji. Sprzedajemy siebie innym, by odnieść korzyści. PR rządzi! Przybył do nas z rozbuchanych rynków konsumpcyjnych świata ze swoim know-how. Zastosowany jak kalka. Nałożony na  słowiańskie stresy, frustracje i kompleksy. Wyziera spod niego polskie chamstwo, brudne pazury i śmierdzący pot. Ten uśmiechnięty facet w „postawie amerykańskiej" lub „niemieckiej" dlatego jest uśmiechnięty, bo chce mi coś sprzedać. W innym razie nigdy by się do mnie nie uśmiechnął, bo po pierwsze, nic go nie obchodzę, po drugie, i tak tłumi swoje prawdziwe emocje, a w ogóle to tylko frajerzy się szczerzą. No, chyba że trzeba wobec klienta, to trudno.

„W czym mogę pomóc"? „Czym mogę służyć"? - rozbrzmiewa wokół. Ile w tym prawdziwej serdeczności i życzliwości? Wystarczy popatrzeć w oczy wytipsowanych panienek. Taka robota, szef tak kazał. Fachowiec by powiedział: - Zachowanie niekongruentne. A kogo to obchodzi?

Przyjęliśmy pewną konwencję i na razie nam wystarczy. Zgadzamy się, żeby każdy artysta krzyczał do nas z estrady: - Kochamy was! A teraz, specjalnie dla was! Zgadzamy się na skromnie splecione rączki pań od pogody w TV i rytualne wymachiwanie raz jedną raz drugą, a późnie obiema. Zgadzamy się na sztucznie modulowany, „śpiewny" głos dziennikarki od kultury, na pełen seksu, na wydechu, głos czytającego newsy. Taka jest konwencja, tak uczyli na treningach, taka jest teoria uwodzenia. Taka jest inwazja fantomów udających człowieka. Pan Jourdain nauczy się fechtunku i filozofii, ale i tak będzie się potykał na wysokich obcasach. Czy życzliwości, zwykłych zachowań, tego, kim jestem i jaki jestem, trzeba się uczyć? W domu nie pokazali? Tak trudno na co dzień okazywać miłość najbliższym, że trzeba czekać na Walentynki i nabijać kasę producentom serduszek? Tylko w Zaduszki jest „czas zadumy i refleksji", a później już nie? Żeby sprzedać pampersy trzeba zatrudnić aktorkę, która ze łzami w oczach będzie mówić o dzieciach Afryki? Kupcie nasze pieluchy, a my uzdrowimy świat! Produkcja wizerunku. Wytwórcy odpadów chemicznych sponsorują działania grup proekologicznych, które są skierowane przeciw wytwórcom odpadów chemicznych. Konferencje prasowe polityków, na których przedstawia się pozory, zgrabne hasełka, półprawdy, prawdy oczekiwane. Finta w fincie.

Już nawet nagrania muzyczne nie są odtworzeniem fali dźwiękowej tylko jej cyfrowym wyobrażeniem. No. Trochę zachrypłem, a zaczęło się od niewinnych rurek. Skoro o rurkach mowa. Nad rzeką Zambezi słoniątko pije wodę. Nagle spostrzega na jej powierzchni oczy krokodyla, sunące powoli w jego stronę. Słoniątko odsuwa się na brzeg, krokodyl zdekonspirowany wynurza się na powierzchnię: - Gorąco, nie? Pić się chce, co? Nie przeszkadzaj sobie, chłopczyku, ja tu trochę popływam.

- Akurat - mówi słoniątko, intuicyjnie czując podstęp. - Ja będę pił, a ty mnie złapiesz za trąbę!

- Ja!? - krokodyl na to. - Czy ja mógłbym coś takiego zrobić? Czy ja na takiego wyglądam? - Tu dramatycznie załamał mu się głos.

- No dobra. -Słoniątko zanurzyło trąbę, przyglądając się ciągle nieufnie. Jednak po pewnym czasie, skupione na przyjemnie chłodnej wodzie, przymknęło oczy z lubością. Na trąbie zacisnęły się szczęki krokodyla.

- No i fo? Frzyjemnie być skurfysynem? - niewyraźnie,  przez nos, powiedziało słoniątko.

Pozdrawiam wszystkie małe słoniątka świata, które jeszcze ufają.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 274  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266274

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl