Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wiosenna Rządza

środa, 24 marca 2010 9:35

No i stało się wreszcie. Wiosna przyszła. Mówię to z całą odpowiedzialnością, opierając się na osobistym doświadczeniu. Paruje ziemia, ściółka w lesie -  wiosna uwolniła zapachy. Rządza płynie szeroko rozlana, wypełnia koryto, póki jej letnie upały nie zmuszą do skromności. Zazwyczaj meandruje sobie niespiesznie przez mazowieckie łąki, ale kiedy wiosną dostaje mocy, to potrafi ziemię szarpać. Ludzie narzekają, że im wygryza kawałki łąki lub drogę, że mostki zrywa. A co mają powiedzieć jaskółki brzegówki, kiedy im woda gniazda w skarpie wypłukuje albo całą skarpę zabiera? Chociaż, w swojej gwałtowności uczciwa jest. Na jednym zakolu zabierze kawał brzegu, ale już przy następnym odda na przykosie, co zabrała. Bobrom nory rozmyje, ale za to im drewna nanosi na nowe żeremia. Łaski nie robi. Bobry same sobie poradzą. A co, tak trudno do wody ściągnąć drzewo? Nawet to grube, że o młodych olszach nie wspomnę. Pełno później na brzegu ogryzionych z kory gałązek, układających się w bobrowe tajemne runy.


Woda tego dnia była wszechobecna. I w rzece, i z topniejącego śniegu, i ta z nieba, płynąca falami co kilkanaście minut. Nieważne, że mokro, trzeba się rozmnażać. Panowie ptacy śpiewają, ile sił w płuckach, żeby ich panienki usłyszały. Gwarantują własny domek i pomoc w wykarmieniu i wychowaniu potomstwa. Natomiast zachowania pana żaby są żenujące. Przyczepiony ciasno do pleców swojej partnerki, pozwala się nosić, gdy ta ucieka ze ścieżki, zaniepokojona moim nadejściem. Później i tak ją zostawi z gromadą dzieci i pokica dalej. Bażant wychodzi z lasu prawie pod moje nogi. Gdzie  kura?! Mgła na oczach, kołowaty z tego pożądania, a lis tylko czeka. Wokół transowa atmosfera prokreacji, chociaż w zagłębieniach ziemi i w gęstwinie jeszcze śnieg. Leje znowu deszcz, moja nieprzemakalna kurtka traci odporność na wodę. Pod czapką włosy już mokre, spodnie na udach chłodzą zimnym kompresem rozgrzane marszem nogi, może to dobrze, bo nie myślę o osobistym rozmnażaniu. Wręcz dziwię się, jak przy tej pogodzie mogą się pojawić takie myśli? Przez drogę przebiega kozioł sarny. Jeszcze w zimowym futerku, bo, jak mówi stare przysłowie saren, „jeden koziołek wiosny nie czyni", czy jakoś tak. Wioska Łosie. Z życzliwością myślę o koledze z Gdańska, noszącym to dumne przezwisko, i zastanawiam się, czy zrzucił już zimowe okrycie.


Betonowy most nad Rządzą i powrót łąkami wzdłuż drugiego brzegu rzeki. Do tej pory to już chyba osiem kilometrów. Na otwartej przestrzeni - deszczu jakby więcej, ale przestaje padać, gdy zbliżamy się do miejsca, gdzie zawsze palimy ognisko. Wahamy się. Gdybyśmy teraz się poddali, wsiedli do samochodu i wrócili do ciepłego domu, okazałoby się, że jesteśmy zgnuśniałymi mieszczanami i wyrzekliśmy się jedności z przyrodą. To się po nas nie pokaże! Ja, druh komendant chorągwi, znajduję suchą rozpałkę i patyczki. Druhna oboźna wywleka ze sterty naciętych gałęzi niezbyt mokre jałowce i już po chwili skaczą płomyki, dymią suszące się nogawki naszych spodni. Chleb i ogórek kiszony, wyczarowany z torby żywicielki. Skwierczy kapiący w ogień tłuszcz z kiełbasy na patyku. Wspaniale czernieje kancerogennymi produktami spalania kiełbasiana skórka. Spokój w nas i bezruch. Możemy odpocząć, bo ktoś bierze na siebie naszą codzienność. Ogień na wietrze się szarpie, metr dalej wartko płynie rzeka. Zabierają całe nasze zabieganie. My nic nie musimy.


(...) O rzece wiem dużo, bo na deszczu stałem,

Wiem wiele o deszczu, bo w rzece pływałem,

Droga też przede mną tajemnic już nie ma,

Potykać się mogę, jeśli tego trzeba.

 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Gospodarstwo pana Stanisława

środa, 17 marca 2010 16:34

Uciekł tetrapod. Z dużego, szklanego i niezwykle szczelnego, bo z gumowymi uszczelkami, terrarium. Ten znaleziony w Kieleckiem. Żywy osobnik wielkości żbika, z pyskiem jak mrówkojad, pełnym ostrych, drobnych zębów. Patrzyłem na hermetyczną bryłę terrarium i myślałem: „rany, ale by było, jakby on stamtąd wylazł!", oczywiście zaraz był na wolności. Uważajcie na swoje myśli, bo się materializują niezależnie od intencji. Tetrapod strasznie jest szybki. Pojawił się przede mną z otwartą paszczą, sycząc i marszcząc ryj. Okazało się, że lubi żelowe galaretki miętowe, które mają uspokajające działanie. Dałem mu żelka, czyli rzuciłem na ziemię, on powąchał, zjadł i zaraz gdzieś zniknął. No to uciekliśmy do miasta, bo niebezpiecznie przebywać z nim pod jednym dachem. Budynek opustoszał, ludzie już byli w swoich domach. Jak jest strach, to wszyscy tam się chronią. Ale kiedy przychodzi zagłada, dom nie pomoże, chociaż się wydaje, że da ci schronienie i prywatność. Tetrapod szalał po zaułkach jak szarobura błyskawica. Straciłem kilka żelków na kota który podszedł pod drzwi. Dopiero gdy spał, zobaczyłem, że ma inne uszy niż bestia. Zapas się uszczuplał, ale dostaliśmy po jakimś czasie od służb miejskich duże kawałki zielonej galaretki o wzmocnionym działaniu. Siedzę z koleżankami i zawiązujemy supełki na nitkach. Taki rodzaj makramy od uroku. Trzeba się jakoś chronić. Przybiegła do nas dziewczyna z żelkami, przerażona, spanikowana, owinięta kocem, który złapała z łóżka, żeby się okryć, bo jest w spodniach z przezroczystej folii. Modne, aktualne, ale w połączeniu z jasnoróżową bielizną, a tu pupa goła. Tak się ich nie nosi! Razem uciekamy do sklepu-przychodni, bo tetrapod jest w naszej dzielnicy. Siedzimy w kolejce, wiążemy kolorową przędzę, supełkujemy, łączymy w układy. Z gabinetu wychodzi  starsza kobieta, radośnie woła, że oto z jej zdrowiem przed chwilą dokonał się cud i dlatego zbiera od każdego po złoty pięćdziesiąt. Trochę to dziwne i irytujące, więc nie wszyscy dają. Biorę przędzę, wychodzę na ulicę. Zdaje się, że bestia jest uśpiona. Wstaję z łóżka i szybko idę zapisać sen. Nie odzywam się do mojej miłej, żeby nie zobaczyła moich drobnych, ostrych zębów. Ciekaw jestem, jakie obezwładniające żelki przygotuje na dzisiaj. Niech nie myśli, że cerowanie skarpetek przędzą coś zmieni. Należy mi się po złoty pięćdziesiąt. Od każdego.

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Przedwiośnie w piwnicznej izbie

czwartek, 11 marca 2010 9:44

Drogie umysły newtonowsko-kartezjańskie. Krocząca wrona wymyka się umysłom redukcjonistycznym, bo już przestaje być wroną w momencie jej opisu. Staje się snem na jawie, opisem świata, który stworzyłem. Wrona jest postacią przeniesioną z rzeczywistości, żeby pomóc mi rozpocząć opowieść. Jestem w zmowie z ptakami. One mi się pokazują, przefruwają przed oknem albo przyciągają uwagę na spacerze. Ja, w zamian, czynię je bohaterami moich historyjek.  Sny, te nocne i dzienne, mają swoją logikę albo nie. Nie da się ich oceniać według praw fizyki, bo nauka tu akurat nie ma nic do gadania. Sen jest fenomenem i tak go należy przyjmować. Jeśli w nim fruwałem, to znaczy, że potrafię to robić. A sposobem na to jest zrównoważenie energii wznoszenia i przyciągania ziemskiego. Ile razy można to tłumaczyć!? Czy to takie trudne?

Tak jak obiecywałem jesienią, już wiosna się powoli zaczyna. Nie oczekuję podziękowań, bo opierałem swoje przypuszczenia na odwiecznym mechanizmie zmian pór roku pod naszą szerokością geograficzną i łatwo to było przewidzieć. Niemniej, obietnicy dotrzymałem i cieszę się też z mojej niezłomnej wiary w regularność i powtarzalność koła Natury. Teraz jeszcze przed nami ważny czas czujności. Otóż: wiosna bywa podstępna. Niepostrzeżenie wprowadza zmiany i człowiek nagle zauważa, że na drzewach są liście, a na tle zielonej trawy w najlepsze kwitną sobie mlecze, czyli mniszek lekarski. Człowiek się wtedy irytuje, bo gdzieś zagubił ten etap pośredni, kiedy z pośniegowej szarości wydobywa się wytęskniona przez okres zimy - zieleń. Tu trzeba zachować ową czujność, żeby się później nie dziwić. Kiedy ona to robi?! W nocy? Wystarczy dać się pochłonąć ludzkim sprawom, obowiązkom i rutynie, a ona już to złośliwie wykorzysta. Uwaga, uwrażliwiam na wygląd pączków na gałązkach! Jeszcze leżą łachy śniegu, zwłaszcza od północnych stron, ale one już napęczniałe czekają. Później delikatna mgiełka na liściastych drzewach, w kolorze jasnego groszku, świadczy o tym, że się lekko otworzyły, a jeszcze dzień, dwa - i są pierwsze listki. Jak jedwabne chustki, które można spakować w łupinę orzecha albo jak aksamitne nowo narodzone szczeniaczki czy koty. Nie wolno przegapić tego momentu, na który człowiek czeka przez kilka zimowych miesięcy. Złorzeczy wtedy, krzyczy w bezradności: - Znowu mnie zaskoczyłaś, ty piękna suko w zielonej zwiewnej sukience! Już wszystko posprzątane, nakryte i nawet nie mogłem w tym dziele tworzenia uczestniczyć!

A tu trzeba smakować ten moment i wydłużać jak przed orgazmem, bo jest najważniejszy! Dobrze wtedy włożyć buty, co nie chłoną wody, wziąć termos z herbatą i zapałki. Małe ognisko z zeszłorocznych traw i patyczków wspaniale robi na nasze zobowiązania, umówione spotkania i przymus codzienności. Po prostu są ważniejsze sprawy na świecie, od których zależy cała reszta. Na przykład to, że po zimie przychodzi wiosna. Reszta, to sztuczne ustalenia. Poza tym, wiosna nastraja nas pozytywistycznie do „pracy u podstaw". To dobry czas na podejmowanie ważkich decyzji, dokonywanie ważnych wyborów. Bierzcie przykład z wiosny! Zawsze coś się rodzi na nowo.


 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 301  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266301

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl