Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Adela Szczurkówna tańców wyucza

czwartek, 21 marca 2013 1:15

Okazuje się, że dobrze ruszyć z domu w podróż. Niezależnie od pory roku. Nawet jeśli trzeba skrobać szyby samochodu, a od noszenia sprzętu muzycznego pot na powietrzu zamarza. Nawet kiedy na niebie tańczą śnieżynki, a Wiadomości informują, że trzeba „stawić czoło żywiołowi”. Ciekawe, co by powiedzieli, gdyby temperatura spadła do minus 25◦, a zaspy nawiało na chłopa. Ekspresja słowa już wykorzystana. Szczęściem, tematyka pogodowa została zastąpiona ekscytacją watykańskich wyborów. W atmosferze popkulturowej sensacji opisywano w każdym serwisie, co godzina, że kardynałowie zobowiązani są do zachowania tajemnicy, że im zabrano telefony, ale że wkrótce, na pewno, ujrzymy biały dym. Z tego komina, co go właśnie pokazano wielokrotnie. No bo co tu pokazać? Przy tematach ekonomicznych zawsze widać maszyny liczące banknoty albo płachty pieniędzy na taśmie produkcyjnej, na koniec sypiący się do pojemnika bilon. Jeśli konklawe − to komin, z którego oczywiście ujrzymy biały dym. Ale pokażemy przedtem, jak trzeba ten komin sprawdzić, żeby działał, i go na powrót umieścić na dachu, żeby mógł z niego unieść się biały dym. Rozumiem. Nareszcie jakaś sensacja, bo zima już sensacją być przestała. Już nawet obywatele się wypowiadają, że jej mają dosyć.

Okazało się, że nie tylko ja zmagam się z klimatem. Widziałem nawet marznące żurawie. Na polach pomiędzy Czarnkowem a Połajewem. Przestępowały z łapy na łapę albo chuchały na jedną, stojąc na drugiej. Ogólnie, wszystko działo się zgodnie z moim hasłem: Poszukujesz nowych doznań? Odwiedź szybko miasto Poznań.

Jak zwykle się nie zawiodłem. Obiady u Jagny i Przemka obfite. Zupy zawiesiste, przetwory i wędzonki własne. Dzieci w szkołach sympatyczne i twórcze, dorośli życzliwi i pomocni. Miasta nie trzeba przebudowywać, wystarczy odnowić i będzie Perła Północy (patrząc z południa). Jeżycami się sycić, fasadami, klatkami schodowymi, aż miło się w oczach robi i sercu. Ogrody im. Zakrzewskiego, w których rzeźby pana Sarneckiego jak starzy znajomi, dawno niewidziani. Zwłaszcza dziewczyna − dotyka stopą powierzchni nieistniejącej o tej porze roku wody. Muszę zobaczyć w lecie, dotyka tylko, a może zanurza? Choćby po to warto przyjechać, żeby wiedzieć, jak razem z porami roku zmieniają się metalowe postaci. Na razie dostałem od Przemka letnią fotkę.

Ucieszyłem się, że tutaj ludzie od marketingu mają nie mniejszą fantazję niż w Warszawie. Np. Kreatywne Centrum Konferencyjne (cudna nowomowa). No cóż, jak widać, Centrum Konferencyjne to za mało (można wykorzystać jako tytuł nowego filmu o Bondzie). Albo baner o takiej treści: Festiwal Międzynarodowych Steków. Wiem, to już zwykły obowiązujący język, a ja się czepiam. Może dlatego, że pamiętam dawną stylistykę w rodzaju: Chroń swój warsztat pracy przed ręką szkodnika i okiem szpiega (Zakłady Pronit Pionki). Dawny Poznań ma tak: Adela Szczurkówna tańców towarzyskich wyucza. I to ogłoszenie zwycięża w moim konkursie sentymentalnym. Miasto, które w swej niedawnej historii może się poszczycić takim anonsem, niewątpliwie jest miastem kultury. Dlatego proponuję swojską wersję Festiwalu Steków: Lokalny Patriotyczny Festyn Skrzyczek i Szagówek. Tylko jak się odmienia słowo skrzyczka? Musza wymarać na zajcie.

 

 

 


Podziel się
oceń
94
2

komentarze (5) | dodaj komentarz

Patrzący na wrony

poniedziałek, 04 marca 2013 23:41

No to się doczekałem. Będzie coraz cieplej, słońca coraz więcej, schowam kożuch i puchową kurtkę. Super.  Na Matce Naturze mogę polegać. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Jeśli powie, że będzie zima, to jest śnieg. Kiedy zdecyduje się na wiosnę, to miło patrzeć, bo pączki drzew się szykują na swój Tłusty Czwartek. Rzadko można spotkać tak słowną i sumienną osobę jak Natura. Ale kto to doceni. Większość na ogół narzeka (też jestem w tej większości, jeśli chodzi o zimę), a eksperci radzą zostać w domu. Niektórzy nawet robią interesy na pogodzie, produkując ubiory stosowne do pory roku. Uważam, że w naszej strefie klimatycznej powinniśmy dostawać poważne zniżki od wytwórców okryć zimowych. W końcu to my nakręcamy ich branżową koniunkturę. A już taki mieszkaniec Ekwadoru wcale. I to jest właśnie ta słynna niesprawiedliwość społeczna. Dach z liści palmowych, hamak, zdrowa owocowa dieta i skromna garderoba. A ja, potomek praprababki Włoszki, zamiast biegać po wzgórzach Sycylii z luparą w garści, czekam z utęsknieniem na wiosnę, bo niknę w oczach z braku promieni słońca i nie pomaga nawet spaghetti Agrigento. W zasadzie nie powinienem się skarżyć, bo i tak miasto daje mi prawie pełną ochronę. Gospodarz posesji i służby komunalne usuną nadmiar śniegu, a nawet wygryzą do czarnego asfaltu i trotuaru (jeśli nie, to zaraz w Wiadomościach wzburzone społeczeństwo będzie krzyczało, jak tu żyć, i będzie miało jeszcze inne oczekiwania). Z ciepłego mieszkania ciepłym samochodem lub autobusem przeniosę się do nie mniej ciepłego celu podróży − i taki będzie mój kontakt z zimą. Wiem, że to zima, bo ją pokazywali w Wiadomościach. W mieście tracę kontakt z przyrodą, bo jej właściwie nie doświadczam. Pod stopami beton, w polu widzenia kilka drzew i ostoja przyrody w postaci trawnika z oczkiem wodnym i kilkoma krzewinkami. Czasem kuna domowa, zwierzątko synantropijne, zostawi ślady łapek na masce mojego samochodu (mam nadzieję, że mi nic w jego środku nie wyżre) albo skrzyżuję spojrzenia ze sroką czy wroną. Tylko tu czuję z nimi łączność podległą prawom przyrody − one gniazda przygotowują do prokreacji, a ja odczuwam dziwną ochotę pisania nowelek erotycznych. Cieszę się, bo to świadczy o mej ciągłej łączności z siłami przyrody poprzez odruchy rdzeniowe i inne nabyte w procesie filo- i ontogenezy. Miastowy inaczej doświadcza świata aniżeli prowincjusz. Szczęściem, pamiętam, jak się odczuwa piasek drogi pod bosą stopą albo poranną rosę na trawie. Dlatego błogosławię Las, który mnie ukształtował, i wstyd mi, że taki stałem się bezwolny i słaby wobec rocznych przemian. Kiedyś wrony były częścią mojego świata. Teraz spotykam je tutaj, gdzie jesteśmy wizytatorami, gościnnie przebywającymi włóczęgami, którzy mają lepiej zaopatrzone śmietniki. Jestem trochę jak one, żyję z miasta i staję się coraz bardziej leniwy i roszczeniowy. Pewnie dlatego czasem spotykamy się wzrokiem. Sprawdźcie sami. Wystarczy na nie popatrzeć, by odwróciły głowę w naszą stronę, jakby we wzroku był jakiś rodzaj energii, która prowokuje do oddania spojrzenia. Trzeba być prowincjuszem, żeby to dostrzec. Na miastowego wrona nie działa. Miastowy nie dostrzeże też pani Wrony-człowieka, grzebiącej w śmietnikach pod Domami Centrum. Miała swojego psa, żółtego dużego kundla, którego prowadzała na sznurku, przemawiając do niego z serdeczną naganą: Oj, ty Miśku niedobrzalski, ciągasz mnie po tych śmietnikach i ciągasz. No a ja nawet Miśka żadnego nie mam, który swoim zachowaniem jakoś by mnie tłumaczył. I zdjął ze mnie  część odpowiedzialności.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
72
5

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 447  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268447

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości