Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Sobotnia bańka mydlana

niedziela, 14 kwietnia 2013 22:14

W sobotę było ciepło i słonecznie. Kiedyś, przy takiej okazji, w telewizji pojawiał się charakterystyczny informacyjny zwrot: Korzystając z pięknej pogody, rzesze warszawiaków udały się na spacer. Więc podtrzymując tradycję, „udaliśmy się” na Stare Miasto. Różnych nacji pełno dookoła, obce języki pieszczą ucho, ech, Europa! Siedzimy w ogródku piwnym (czyli wiadomo, co pijemy), nic się nie dzieje, oprócz tego, że kelner lekko nonszalancki z niezadowolenia, że nie jesteśmy cudzoziemcami. Napiwki pewnie większe zostawiają, a my cóż, lepiej znamy wartość nabywczą polskiej waluty, poza tym z ciężkiej zimy wychodzimy. Plac Zamkowy, który jest świadkiem różnych idei i światopoglądów, teraz gości obrońców zwierząt. Kilka dni temu obrońców krzyża i apologetów zamachu. Dzisiaj moją uwagę przyciąga twórca ogromnych baniek mydlanych. Sam jakby nie z tego świata, w bawełnianych spodniach, kruchy jakiś, jak jego bańki, które pojawiają się między dwoma patyczkami i pętlą ze sznurka. Obok czapka na datki i napis: Na marzenia. Zazdroszczę mu, że już spełnił swe podstawowe potrzeby i zbiera teraz na swe fantazje. Chyba że marzy mu się dom. To byłby ładny pomysł. Dom, na który zarobiły banki mydlane, najbardziej ulotny byt, prawie nieistniejący. Ludzie na placu mają do nich różny stosunek. Większość je przedziurawia palcem. Niszczy. To pewnie ci, którzy zimą rozwalają bałwany. Inni podstawiają dłonie, by bańka na nich osiadła, a tylko nieliczni patrzą na nie, kiedy płyną w powietrzu na spotkanie ze swym losem. Bańki sprawiają, że świat na placu opanował realizm magiczny. Dajemy więc za to pieniążek na marzenia i wędrujemy Traktem Królewskim. Tak jak za dawnych lat, ulica spełnia dziś tę samą funkcję. Co jakiś czas przejeżdża po niej współczesny król, czyli prezydent, i idziemy my, czyli pospólstwo. Pod Pałacem Prezydenckim resztki po manifestacji. Dywan z tulipanów po obu stronach jezdni. Pierwszy raz widzę, że zwykła ulica w mieście staje się przedmiotem kultu. Gdybym był cudzoziemcem, na pewno bym pomyślał, że to nasze społeczeństwo tak wielbi obecnego prezydenta, że układa pod jego nogi dywan z kwiatów i wplata je w łańcuchy okalające dziedziniec. To taki symbol: możesz nas niewolić, twe okowy są słodkie i pachnące. Widzę słynną obrończynię krzyża, jak sobie konwersuje z kimś z jej świata. Śmieją się i przypominają sobie słowa patriotycznej piosenki. Zazdroszczę jej trochę. Ma swe miejsce i sprawę, której się poświęca. Wreszcie czuje, że jest potrzebna i że jest dla siebie ważna. Ma swój czas, swoje posłannictwo. Chociaż − wszystkie idee są jak bańka mydlana, przez którą prześwituje realny świat. Jedne bańki ludzie piastują, inne niszczą, a one i tak wędrują ku swemu zatraceniu. To po co się do nich przywiązywać? 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
99
3

komentarze (13) | dodaj komentarz

Śnieżny skuter

wtorek, 02 kwietnia 2013 17:22

Już myślałem, że wchodzę razem z moją Matką Ziemią w odrodzenie i przemianę, a tu skończyło się tylko na demo w promocji. Kilka słonecznych dni dało mi nadzieję, by teraz wrzucić mnie ponownie w otchłań depresji zimowej. Przejawia się to w nieodpowiadaniu na mailowe, esmesowe i pocztowe życzenia świąteczne, a nawet, o zgrozo, we wrogich zachowaniach wobec mojej miłej, czyli burczeniu i, o nieba, sprzeciwianiu się. No więc było tak ciepło, że już prawie oliwiłem rower. Teraz tylko przeglądam reklamówki tych pięknych jednośladów i zauważam panujący tam seksizm. Męskie modele noszą mocne nazwy, esprit lub viper (choć to, niewątpliwie, rodzaj żeński), a damskie – ciepłe i różowe, jak np. candy. I tu pora na mój swoisty coming out. Wolę rowery typu damka! W formie ciekawsze i ułatwiające wsiadanie. Nie lubię nogi zadzierać jak pies do sikania i okraczać pojazdu, tylko nóżką myk z przodu i już jestem na siodełku. I to się nazywa godnie dosiąść roweru. Mam jeszcze jedno dziwactwo. Nie lubię tak zwanej odzieży funkcyjnej. Mężczyzna wygląda w nich nieestetycznie, czyli pokracznie, z uwagi na wyściółkę w kroku z tyłu, a z przodu, jakby nosił słynne średniowieczne braguettes, uwydatniające przyrodzenie. Ja tam się chwalić nie muszę, bo swoją wartość znam. Jeżdżę więc w bawełnach, bo poliamidy powodują u mnie niechętną reakcję naskórka. Z drugiej jednak strony, wyklucza mnie to ze świata celebrytów i bycia trendy. Topowy program o rowerach zaproponował mi nagranie, bo kiedy zapytano, czy mam rzeczony pojazd, odpowiedziałem twierdząco. Umówiliśmy się pod Warszawą. Przyjechała ekipa, ja podchodzę i widzę wyraz zawodu i wręcz niesmaku na twarzach. No tak, rozumiem. Mam na sobie T-shirt i bojówki. A rower, co prawda, górski, ale firmy Romet! Co z tego, że przerzutki Shimano! Jakbym podjechał pod Sheraton polonezem (taki polski samochód z dawnych lat). Oprócz tego pewnie wyglądam jak działkowiec w drodze do swego domku, z rozczochranymi pędem powietrza siwymi włosami. Mało tego, nie mam licznika swoich osiągów dziennych i miernika ciśnienia krwi, a rama nie jest z tytanu, tylko taka dobra, żelazna. Był wywiad i zdjęcia, pod tytułem: no, skoro już tu jesteśmy, ale bez widocznego entuzjazmu ekipy. Szczęściem, w strudze płynącej obok drogi zauważyłem bobra, więc było trochę ekscytacji, kiedy wynurzył się z wody na brzeg i siedząc na tyłku smarował sobie futro wydzieliną, czyli castoreum. Trochę to podniosło morale, bo pojawiło się obcowanie z przyrodą i możliwość zdjęć zupełnie jak z Animal Planet. Niestety, nie mam gruczołów przyodbytowych, więc z tego powodu telewizja nie wyemitowała reportażu z moim udziałem. Od tej pory jeszcze bardziej lubię swój rower Rometu. Spokojnie, już niedługo pęd powietrza potarga mi włosy, gdy będę wracał z bazarku, wioząc w koszyczku na bagażniku włoszczyznę i bułki otrębowe. Z tego powodu nie lubię nogi zadzierać przy wsiadaniu, bo koszyk przeszkadza. Zrozumiałem też, dlaczego producenci robią modele męskie i żeńskie. Przy ubiorach funkcyjnych, które są ujednolicone dla rodzajów użytkownika, typ roweru jest tak zwanym wtórnym oznacznikiem płci. Więc jeśli chcę podkreślać swą męskość, powinienem zostać przy swoim rowerze Romet Viking Lux - symbolu wiosennego odrodzenia. I nie zaimponuje mi żaden skuter wodny ani śnieżny.

 


Podziel się
oceń
87
5

komentarze (7) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 434  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268434

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości