Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

I nawet

środa, 27 maja 2009 15:55

Grałem na VIII Bieszczadzkim Zlocie Leśnych Ludzi. Na dorocznym spotkaniu „bieszczadzkich zakapiorów". Jak mówią, prawdziwy bieszczadnik wszystko już jadł i wszystko już pił. Ja mam pewne zaległości, więc dostałem tytuł Honorowego Zakapiora, ale będę dążył do doskonałości, by dołączyć kiedyś do szlachetnego grona jako członek zwyczajny. Wracałem do domu kilkaset kilometrów walcząc ze zmęczeniem. Największa senność dopadła mnie pod Garwolinem, nie wiedzieć czemu, to przecież takie żywe, wcale nie senne miasto. Dobrze się stało, bo nigdy bym się nie dowiedział, jak wygląda świt wstający nad garwolińską dziedziną. Jak coś jest ładne w ogóle, to nieważne, gdzie się pojawia. W Nepalu, górach Tien-Szan, na pustyni czy na Atlantyku. A już w szczególności pod Garwolinem.



***

i nawet słońcu coś dzisiaj niesporo wstawać i świecić

a tu już dobrze po piątej

a tu już dobrze po piątej!

a tu już wyłazi zza krawędzi i jakby je ktoś z tyłu silniejszy z tyłu

popychał

opiera się za chmurne futryny paluchami się czepia

to małym cumulusem się zasłoni

ale co tam przecież go i tak widać więc się niecierpliwość wielka

robi bo jakże to w siódmy dzień tygodnia tak

a tu już pierwsze promienie na trawę postawiło maca próbuje

czy rosa jeszcze zimna na łodygach i wcale mu nie ochota

stanąć pewnie na wszystkich łapach jeszcze gorących po śnie

a tu jeszcze mgła na dokładkę pełznie po wierzchu więc jak

złazi wreszcie zupełnie ale i tak lezie jak łajza oczy mruży

o skiby co to jeszcze na polu się potyka w suchych trawach

się plącze wreszcie na pysk na ziemię się wali

a tu akurat pełno zimnej wody na liściu łopianu

błysnęło tylko po kroplach zadźwięczało jakby kto lustro kryształowe

albo budzik na nocnej szafce potłukł i cisza

wstaje ono pysk zamoczony szeroko obciera dookolnie się rozgląda

czy aby kto nie widział jak to boski Helios w orance się tarza

ale nie spokojnie jeszcze bo ci co mieli wstać dawno

porozłazili się po swoich miejscach

a ci co nie muszą

jeszcze sny dopinają na ostatni guzik i o niczym nie chcą wiedzieć

Głupio się jemu i tak robi więc spluwa zupełnie nie po pańsku

i dawaj leniuchów budzić

po drzewach przeleci aż się ptaki zdziwione odezwą

skoczy odbije się od rzeki po dachach blaszanych piętami zatupie

więc dopiero wszyscy na gwałt się budzą

łykają śniadanie biegną do pociągów zdyszani siadają na ławkach

ale przecież i tak już się spóźnili

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Porady miłosne, finansowe, życiowe i zdrowotne

środa, 20 maja 2009 11:08

Obudziłem się z tytułem wywiedzionym z treści snu: Od Bobrowników do Atlantydy. Ładny i wcale nie muszę go rozumieć. Wsie służebne z wąską specjalizacją na potrzeby króla i państwa. Grotniki, Łagiewniki, Szczytniki (te od uzbrojenia), Skotniki, Bartniki (jedzenie). No bo i czego więcej trzeba, i dawniej, i teraz. Pojeść i komuś pogrozić bronią, żeby nam konsumpcji nie zabrał. O ile Bobrowniki leżą nad Pilicą (są jeszcze inne, jak wiadomo), to już nie wiemy, gdzie jest Atlantyda, Mu, czy Lemuria. I czy była. Jeśli tak, to na pewno większa od Bobrowników i bardziej wyspecjalizowana. Technologicznie pewnie też bardziej zaawansowana. Mówią, że były tam nawet hipermarkety i kursy autoprezentacji.

Co pochłonie naszą Atlantydę? Czy kataklizm, czy zadławi się sama swoją potęgą? Czy nasze liczne Bobrowniki znikną kiedyś w swojej miejskiej zabudowie? Przepadnie gdzieś wieś ulicówka w sieci dodatkowych połączeń. Pierwsze Skrzyżowanie, wokół którego pojawiły się pierwsze domy, straci swoją rangę na rzecz kolejnego, dwupasmowego. Albo pobliskie Miasto wchłonie wioskę, zrobi z niej dzielnicę, zatopi jej dawne centrum na rzecz swego Rynku.

Każde miejsce ma swoje centrum. Początek, założenie, rytuał zakładzinowy, od którego wszystko się zaczęło. Pierwsze ognisko przy szlaku z północy na południe i zaraz później pierwsza chałupa. Pierwszy szałas obok skrzyżowania ze szlakiem ze wschodu na zachód. Zdjęcia satelitarne już nie odnajdą Początku w gmatwaninie ulic, autostrad, placów i skwerów. Ale on tam ciągle jest, ma swoją moc i nie zmieni tego żadne samozwańcze centrum handlowe ze złotymi i diamentowymi tarasami.



Ćwiczenie.

1. Zatrzymaj się w podróży. Sprawdź na mapie, gdzie jesteś, ale posłuchaj swojej intuicji. Poszukaj starego młyna, wiatraka, ratusza, przeprawy przez rzekę, ruin, najwyższego miejsca, okrągłego miejsca, pierwszego skrzyżowania.


2. Znajdź w sobie wioskę, zanim stałeś się miastem. Albo lepiej: pierwsze schronienie przy drodze łączącej wszystkie kierunki.

 



Epicentrum


Ziemia jest bardzo duża

pola łaciate jak koń lub krowa

miasto powstaje wtedy

gdy wszystkie okoliczne drogi

spotkają się w jednym miejscu

możesz to łatwo sprawdzić

stając na szczycie wzgórza

we wczesne południe

Niebo jest jeszcze wyżej

i to sprawdzić łatwo

patrząc w górę

i podnosząc czapkę z ziemi


wy

odnajdujący swoje ciepłe domy

w labiryntach schodów

patrzcie

drogi wpadają w dolinę

z podróży

z wędrówki

podarte buty

dobrze

że wiosna niedługo

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ale… o co chodzi?

środa, 13 maja 2009 13:09

Grałem w Kazimierzu Dolnym. Zanim to się stało, przez dwa dni przemierzaliśmy wraz z miłą miasto wzdłuż i wszerz, i wokoło również.

Wzdłuż i wszerz było ciasno, ludnie i trochę za drogo. Wokoło, natomiast, przestronnie, przestrzennie, samotnie, pachnąco i za darmo! Nikt z miejscowych nie wymyślił jeszcze opłaty za widok z drogi na Dębową Górę albo na Janowiec. Po południu, po burzy, na parujących wilgocią polach. W upale sosnowy las pachnie, mokry jeszcze bardziej. Droga przez pola wije się po powierzchni, a ta w wąwozach zanurza się w ziemi. Ty wraz z nią. Nie ma cię dla świata, dla codziennych obowiązków, bo wraz z drogą jesteś pod powierzchnią. Dwa doświadczenia, które warto zapamiętać i powtarzać. Widok ze skarpy na Janowiec, czyli skala makro, ogląd, światy zewnętrzne, i tego przeciwieństwo, czyli Wąwóz Korzeniowy. Podróż do wnętrza, wzdłuż korzeni, do skupienia, do ziarna w ziemi. Trzeba teraz wszystko to połączyć, bo jakże wrócić do świata uzgodnionej rzeczywistości? Do wydawców, urzędników, kontrahentów i agentów? Kiedy wszystko takie odległe, pospolite i obce? Chyba że to wędrówka od nigredo do rubedo?... wtedy poradzimy sobie na pewno.

A kiedy się ma piersiówkę z domową nalewką „w razie czego", to wszystko jest proste i klarowne.


Przepis na sosnówkę, cytat z oryginału

autor: Romek Zielonka z Cisnej


Młode (majowe) pędy sosny układamy w szklanym słoju warstwami i przesypujemy cukrem. Nie muszę chyba w tym gronie objaśniać, jak pozyskać pędy sosny bez szkody dla drzewka.
Zalecane proporcje jakieś tam pewnie są do wyszperania w sieci, ja się tym nie przejmuję i cukru daję bogato, bo jak się go da za mało, to wszystko zacznie fermentować, a jak za dużo, to najwyżej cały się nie rozpuści.
Słój stawiamy w ciepłym miejscu i przez 2-3 tygodnie ciekawie obserwujemy zachodzące procesy fizykochemiczne. Wolno wąchać i wyobrażać sobie produkt finalny! Po tym czasie zlewamy aromatyczny, gęsty syrop i rozdajemy znajomym, którzy mają małe dzieci, jako znakomity środek na kaszel. Warto zostawić sobie nieco syropu, będzie to półprodukt do sporządzenia nalewki, gdy po zasadniczym wyrobie zostanie już tylko aromatyczne wspomnienie.
To, co w słoju pozostało po scedzeniu syropu, zalewamy 60-70% czystym alkoholem. Po kolejnych 2-3 tygodniach zlewamy prawie gotowy wyrób i przystępujemy do próbnej degustacji. Jest to już bardzo ciekawe w smaku, ale dla mnie zbyt aromatyczne; ja stosuję czystą wódkę do rozcieńczania, aż smak i aromat uznam za idealny. Niestety, trzeba cały czas próbować i z tego powodu zharmonizowanie idealne może nastąpić dopiero po pewnym czasie, tym krótszym, im testujący jest bardziej zdeterminowany i stan jego zdrowia pozwala mu harmonizować nalewkę intensywnie.
Gdy mamy już  z10 litrów idealnie zharmonizowanej nalewki sosnowej, możemy przystąpić do właściwej pracy twórczej. Stosujemy przeróżne dodatki (jałowiec, żubrzą trawkę, pieprz, miód - ja te wszystkie składniki mam wcześniej przygotowane w postaci skoncentrowanych wyciągów alkoholowych). Mieszamy je w różnych proporcjach i próbujemy, próbujemy, próbujemy... A im więcej próbujemy, tym genialniejsze pomysły przychodzą do głowy.
Tak schodzi nam do wiosny, gdy można już pozyskać kolejną porcję pędów sosnowych. Jakby na przednówku doszło do nieszczęścia i... zabrakło materiału do próbowania, to przecież mamy schowany aromatyczny syrop od kaszlu, który można uszlachetnić i kontynuować twórcze próby. A jeśli i to wyjdzie, to zawsze można mieć nadzieję, że dzieci znajomych były odporne na przeziębienia i nasz dar jeszcze znajdziemy w ich apteczce.
A całe to poświęcenie tylko po to, by po powrocie z pracy móc się odstresować malutkim kieliszkiem czegoś pysznego...
No i jak się wam podoba?

Przypominam jednocześnie wszystkim degustatorom, że właśnie nadeszła pełnia sezonu na podstawowy surowiec do wyrobu tej ambrozji. Podbijałem nią już podniebienia i serca całych rzeszy poetów (w tym poetek), turystów (i turystek) oraz zwykłych, codziennych przyjaciół. Znana jest od Ust-Czornej (dawniej Kenigsfeld) po Pragę (dawniej Praha). Pijano ją nad Prutem, Czeremoszem i Wełtawą, ale najwięcej nad Habkowieckim Potokiem, czego i Wam serdecznie życzę!

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 285  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266285

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl