Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Waloryzacja estetyczna codzienności

poniedziałek, 28 maja 2012 23:14

Zaprezentuję dzisiaj własny manifest artystyczny. Robię to wzorem konceptualistów, którzy zawsze tłumaczą, „co autor chciał przez to powiedzieć”, by odbiorca doświadczył mózgowej nagrody przy „aha”. Kiedy słucham, jak  kuratorzy zapraszają na współczesne wystawy, instalacje i zdarzenia, prawie wszystkie sformułowania odwołują się do mojego intelektu. Przedstawiają idee spotkania, czego mogę oczekiwać i jak mam to rozumieć. Z intelektem to u mnie jest różnie. Czasem mi wystarcza, czasem go brakuje. Niedostatek kompensuję sobie wrażliwością i emocjonalnością, której chwilami mam w nadmiarze. Co ja poradzę, że wolę się wzruszać, dać się oczarować, doświadczyć zachwytu i rozumieć pod wpływem spontanicznego wglądu, niźli być instruowanym, co powinienem myśleć. Ten patyczek jest do tej dziurki, a to pudełeczko do tego kwadracika. Patyczek symbolizuje myśl, a pudełeczko „działanie w przestrzeni publicznej”. Wolę więc zachwycić się patyczkiem, jaki jest, i dziurką z osobna, sam zdecyduję, czy są warte tej operacji. Cokolwiek to znaczy. Nie przeczę, konceptualiści są potrzebni, bo powiększają perspektywę poznania, tyle że łatwo tu o szalbierstwo. Nikt za mnie tego nie napisze, więc do pracy.

 

Waloryzacja estetyczna codzienności – to określenie w ogromnym skrócie charakteryzuje twórczość Tomasza Szweda.

Waloryzacja owa prowadzi do, wydawać by się mogło, paradoksalnego zjawiska: twórca i tworzywo to jedno. Tu osobiste doświadczenie traktuje się jako inspirację. Epickie formy, te śpiewane i pisane, przedstawiają model jednostkowego świata, perspektywizm poznawczy, który jednak weryfikuje się na styku twórca–odbiorca. Subiektywnie postrzegany świat zawiera opis, który tworzy ducha obiektywnego w relacji ”ty i ja”. Oprócz podstawowej warstwy znaczeniowej niesie ze sobą znaki i symbole, umożliwiające połączenie się odbiorcy i twórcy w dialogu, w duchowym akcie wymiany i poznania. W utworach ujawnia się śmiałe łączenie zachodniego antropocentryzmu ze wschodnią ideą jedności człowieka z naturą. Jeśli nawet w którymś z tekstów pojawia się słowo kurwa, to nietrudno zauważyć, że wynika to z ducha japońskiej estetyki wabi, co oznacza piękno szlachetnego ubóstwa (…) surowe, czyste piękno, emanujące z głębi przedmiotów prostych, które tu wyraża się w opisie powszedniości. Użycie określenia spierdalaj wiedzie nas do zjawiska ukiyo przemijającego, ulotnego świata w siedemnastowiecznym rozumieniu, czyli, unoszenie się, przepływanie, ale w jego hedonistycznym zabarwieniu. Słowo u Tomasza Szweda ma wartość. Dobierane z pewną surowością, czystością znaczeniową, ale również z bogactwem znaczeń, które budują nowe konstrukcje przekazu, nowe światy, których wspólną ideą jest codzienność mistyczna i człowiek w nią uwikłany.

 

Tyle się naszczekałem na powstającą między naszymi blokami przyrodniczą ostoję. Szydziłem, wykazując brak wiary w renaturyzację na Targówku. Podejrzewałem, że będzie jej zagrażał nieobliczalny element ludzki, czyli chodzący czasem na czworakach homo erectus. A tu, proszę. Ekipa nawiozła czarnoziemu (choć on taki raczej brunatny), wygrzebała owalne miejsce 5x3 pod przyszły akwen i posadziła 13 dużych drzewek i mnóstwo krzewów. Wchodzę więc pod stół (dawna spółdzielnia „Ład”) i staropolskim zwyczajem odszczekuję. Wiem, żaby w Kanałku Bródnowskim już przebierają łapami, żeby emigrować do nowego biotopu. Rudzik też nie może się doczekać, kiedy przysiądzie na nietkniętej wrażą łapą sroki jarzębinie lub głogu. Tyle że małe rudziki już na świecie. Nie doświadczą szczęśliwego dzieciństwa w nowej, jak od dewelopera, z monitoringiem, ostoi. Hau, hau. Chociaż Japończyk, widząc zakładziny, na pewno by zaklął kaku! (niewątpliwie jest to szpetne przekleństwo) i powiedział, że to kpina z jedności człowieka z naturą. Przedmiot wyłonił się z podmiotu i uzurpuje sobie prawa do zarządzania (jeśli dobrze tłumaczę z dialektu regionu Kansai).

 

  

 

 


Podziel się
oceń
24
2

komentarze (687) | dodaj komentarz

Regulowane rzeki

środa, 16 maja 2012 8:58

 

Jechałem do Jarocina, Żerkowa i Koźmina na koncerty w szkołach. Po drodze przejeżdżałem przez most nad rzeką Ner. Niby wszystko w porządku, rzeka płynie przez zielone łąki, tyle że wygląda jak prosty kanał. Na pewno meandruje sobie w początkowym odcinku, ale akurat w tym miejscu wygląda jak kanał Gliwicki, zbudowany ręką człowieka. Tego nie powinno się robić rzece. Jeśli sama sobie chce wyglądać jak prosta szosa, proszę bardzo, ale żeby rzeki regulować?! Prostować im koryta, osuszać towarzyszące bagienka, wycinać drzewa i trzciny wzdłuż brzegów?! To jakby przerobić człowieka w robota! Zabrać mu jego wolę i wolność wyboru. Wiem, to wstecznictwo, myślenie jak z „Konopielki”, a tu przecież trzeba nowocześnie. Bo ludzie chcą budować domy na byłych terenach zalewowych.

 

Bawię się z dziećmi w wymyślanie bajek. Najbardziej twórcze, z nieskrępowaną wyobraźnią, są te z przedszkoli, zerówek i pierwszych klas. Później dostają gotowe modele świata, sprzedawane przez popkulturę i szkołę. Rysunkowych bohaterów, współczesnych herosów. Spontaniczna kreatywność jest wypierana przez gotowe wzorce, wizerunki zachowań i sytuacji. Myślenie magiczne, wolność skojarzeń, powoli przemijają. Świat dziecka od teraz pozostaje pod wpływem zajęć z nauczycielami, którzy mówią, jak świat wygląda i kto wielkim poetą był. Konstruuje go Mini Mini, a później Cartoon Network. Spider Man, miś, który z odrzutowym plecakiem przebija sufity, a później spada na ziemię, odbija się od trampoliny, uderza w mur i wbija się w asfalt. Oczywiście nic mu się nie dzieje, tyle dobrego. Takimi obrazami myślą starsze dzieci, bo przestały korzystać z własnej wyobraźni. Niewielu nauczycieli wspiera naturalne talenty i potencjał. Większość realizuje program dydaktyczny i przygotowuje do wypełniania testów. Mała Iga napisała wypracowanie na cztery strony. Okazuje się, że mniej ważna jest treść, wkład pracy i własne myślenie, decyduje liczba błędów ortograficznych. Regulatorzy rzek i ludzi. Te same pomysły, by czynić sobie ziemię poddaną. Rzeka czasem wyleje, nauczy regulatorów pokory, a dziecko czasem tylko wybije szybę i ściągnie na siebie karę, bo nie ma takiej mocy jak rzeka.

 



Podziel się
oceń
30
3

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wysokich botków do końca dni twoich

poniedziałek, 07 maja 2012 14:10

 

Zanosiło się, że umrę, ale tego nie powinno się robić wiosną. Odchodzić należy późną jesienią, kiedy już wiadomo, że nic nie odwróci nieuchronności zimowej martwoty. Odwodniony byłem, i to wcale nie na skutek walki o historię Polski. Kiedy się leży pod kroplówką, to człowiek zaczyna być ugodowy. Niech już tam będzie historia tylko do I Wojny, a emerytury po 67 roku życia. W którymś momencie oświecony intelekt, co to niby spokojnie przyjmie to, co nieuniknione, odpada. Zostaje tylko drżące ciało, przerażone brakiem pierwiastków i obsesyjnie powtarzająca się sekwencją słów z piosenki Czarka Makiewicza, którą zresztą śpiewamy w duecie na jego płycie: Przyjacielu, ty wiesz, takich chwil nam do życia potrzeba. Istnieją dwie teorie. Makiewicz to demon, który w granicznym momencie zmuszał mnie do śpiewania nie moich(!) tekstów lub, przeciwnie, to anioł, który podał mi swą dłoń, wyciągając z niebytu i roztaczając wizję wspólnego odśpiewania tej pieśni w czasie tegorocznego Mrągowa. Tylko dlaczego tak namolnie i obłędnie? Żeby oddać sprawiedliwość, to uratowały mnie dwie kobiety. Jak dwie Ariadny z Labiryntu. Moja miła i siostrzenica Hanka. Hania jest lekarką, jakich już niewiele, niestety, w tym zawodzie. Sięga poza akademickie paradygmaty do innych koncepcji zdrowia i leczenia, myśli o różnych przyczynach, a nie tylko o skutkach i objawach, a co najważniejsze, emocjonalnie podchodzi do każdego, dając mu przy okazji pomoc psychologiczną. Postawa niezbyt popularna wśród zawodowców w białych fartuchach, dla których angażowanie się grozi wypaleniem zawodowym i niezbyt dobrze świadczy o fachowości. Im wyżej w hierarchii i tytułach naukowych, tym bardziej protekcjonalizm i buta rośnie. Nasza znajoma, wiekowa pani, członkini Towarzystwa Dobrze Urodzonych Panien, tak została powitana na wizycie kontrolnej przez młodego Pana Profesora: a co to się, babciu, stało? Może on wie (na pewno wie!) co robi molekuła kortyzolu w małym palcu u nogi, ale etykę miał chyba tylko na fakultecie. Ja też usłyszałem uwagę niezadowolonego lekarza: a bo trzeba w domu siedzieć, a nie latać po gorącu. Przyznaję, byłem zarośnięty po dwutygodniowym leżeniu, więc mogłem wyglądać jak menel, ale komunikat był wyraźnie do uprzedmiotowianego pacjenta. Moje oburzenie może świadczyć o tym, że tak źle ze mną nie było, skoro się zirytowałem, więc może już przestanę się ekscytować moją przygodą.

Ja to mam dobrze. Nawet jeśli wstanę o niezrozumiałej dla mnie porze, czyli o 4:30, i mam nieodpartą chęć na kapustę kiszoną, to w lodówce ją znajdę. Zasługa to niewątpliwa mojej miłej, która dba o to, by dom był zaopatrzony na każdą ewentualność, jak ekskluzywny dzielnicowy dyskont. Nawet gdyby nas zdradziecko zaatakowała rosyjska falanga, to jeszcze długo po tym, kiedy spadnie radioaktywność, będziemy mieli makaron, pesto, albo inne frykasy. No może, na wszelki wypadek, należałoby dokupić ze dwa kilogramy soli, tak dla pewności. Co mi z tych bogactw, kiedy nie chce mi się z nich korzystać. Nie nęcą mnie kulinarne ekscesy, jak np. kurczak w pomarańczach, bo rozkoszuję się chlebem z pomidorem albo z serkiem topionym. Ja jestem prosty lud. Moje życie zależy od ceny chleba powszedniego. Gdybym miał tę siłę fatalną, by anioły w zjadaczy chleba przerobić. Niech wiedzą ,co to znaczy.

Noc jest nieruchoma, trwa. Poranek ma w sobie obietnicę, potencjał, intencję. Świat na pewno powstawał o świcie. Nocne sny wymieszane z gorączką produkują tytuły: ustawa związków zawodowych w trosce o czystość dżungli. Polityka mnie prześladuje nawet w malignie. Teraz wiem, dlaczego wymiotowałem przez kilka dni. Już nie mogę patrzeć na przewodniczących, prezesów, posłów, polityków, bo mnie mdli.

No to tyle w kwestii zdrowia. Na koniec życzenia dla wszystkich kobiet, tak zgrabnie ujęte w tytule wpisu (też mi się przyśnił).

 




Podziel się
oceń
22
1

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 432  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268432

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości