Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Kaczka mandarynka

czwartek, 25 czerwca 2009 16:54

Jeśli ktoś widział kaczkę mandarynkę, to wie, że teoria ewolucji jest bzdurą. Kaczkę mandarynkę stworzył jakiś student Pana Boga w ramach pracy magisterskiej. Widać przecież, że jest zbudowana z różnych płaszczyzn i figur geometrycznych, które w konsekwencji do siebie pasują. Na pewno ten ktoś przy okazji świetnie się bawił, klejąc ze sobą kolorowe elementy, żeby zrobić z tego żywego ptaka, a nie zabawkę.  


Byliśmy na spacerze w Łazienkach z naszymi przyjaciółmi z Gródka nad Dunajcem. On dziennikarz i aktor, ona, niechybnie wiedźma (ta, która wie). Zioła, grzyby, kot, który jej przynosi myszy, zaskrońce, krety i ryby. Gdyby nie przemiany ustrojowe to „po puszczeniu na kwestie", czyli po torturach, na pewno by się przyznała, że jest nią w istocie. Tak sobie chodziliśmy i oglądaliśmy przyrodnicze ciekawostki, a to wspomniane kaczki, a to już pawie. Pawie rozpościerające piękne ogony w metalicznych turkusach i błękitach. Pokazujące przy okazji, a może przede wszystkim, genitalia i odbyt. Ludzie robią im zdjęcia i wołają „brawo, brawo". Czyli, wszystko można pokazać, tylko w ładnej oprawie, i to się będzie podobać.


W aspekcie spotkań, z kaczkami jest tak samo jak z ludźmi. Często są one przypadkowe (spotkania znaczy) i pozostają w pamięci jak obietnica kolejnych. Zwłaszcza, jeśli napotkani okazują się postaciami kolorowymi, nietuzinkowymi, nad którymi asystenci Stwórcy pochylili się ze szczególną uwagą. Nie wiem, jakiego ducha ma mandarynka kaczka, ale ludzie, których spotykam na swej drodze, mają w sobie kolory takie, jakie ona ma na zewnątrz. Są ludzie krzyżówki i mandarynki, jeśli znów posłużę się drobiarskim porównaniem. Z krzyżówkami łatwo skrzyżować swe drogi, bo są mieszanką siebie i otaczającego świata kultury pop i reprezentują dość liczną populację. Mandarynki, natomiast, mają swój świat wewnętrzny, niezależny, dlatego często nie pasują do otoczenia. Jak liściaste drzewo w sosnowych uprawach (porównanie z Zasady hodowli lasu) albo gawial wśród krokodyli nilowych (Mały słownik zoologiczny). Jak np. Łoś z Gdańska, Romek z Bieszczadów, Jędruś z Gródka, Ela z Iłży, Dominika z Targówka (książka adresowa).


W maju, w Kazimierzu, spotkaliśmy Jacka Kleyffa. Akurat przyjechał wraz z ukochaną. Na rowerach. Koincydencja, że tak powiem, miała miejsce na wale nad Wisłą z widokiem na Janowiec. Skończyła się kolacją i umówieniem się na „kloszarding" po Starym Mieście. W Warszawie, z butelką czerwonego, wytrawnego po powrocie z naszych wyjazdów. Właśnie wczoraj miał się odbyć wyżej wzmiankowany. Pogoda była nie najlepsza nawet dla kloszardów zdeterminowanych, no to przyszli do nas. Przyjęcie skończyło się w późnych godzinach nocnych, gdy od garbników zawartych w winie tężały mięśnie mimiczne twarzy. Szczęściem, przed wielu laty, poznałem Jaśka Tytmana, pierwszego mandolinistę kraju, który w obecnej chwili jest jeszcze specjalistą od uzależnień. Czy to przypadek?


Kto tak konstruuje świat, że ludzie się spotykają, że się poznają. Dlaczego akurat ci, dlaczego w tym miejscu i czasie? To już chyba nie magister, ale doktorant albo profesor zwyczajny jest tego autorem.

 

      

 

 



Ćwiczenie


1. /łatwe/ Spotkaj drugiego człowieka.

2. /trudniejsze/ Spotkaj drugiego człowieka i z nim porozmawiaj.

3. /jeszcze bardziej trudne, chociaż wydawać by się mogło, że nie/

    Spotkaj drugiego człowieka,  porozmawiaj z nim.

    Zauważ, czy potrafisz go słuchać i czy on słucha ciebie.

    Po co się spotkaliście i czego to spotkanie cię uczy?



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Godność a miody pitne

czwartek, 18 czerwca 2009 9:58

Przychodzi baba do lekarza. Lekarz bierze formularz i pyta:

- Pani godność? - a baba na to:

- Godno ni, ale bych sie co napiła.


Ja w kwestii godności. Tej w znaczeniu stosowności zachowań. Jak wiadomo, byłem w Bieszczadach. Duże są, lesiste i górzyste, dzikie (jeszcze) i magiczne. Nic więc dziwnego, że spotkałem tam Romka Zielonkę. Długo by opowiadać, jak do tego doszło, bo jest w tym metafizyka, wszelako spotkanie miało miejsce. Jak każdy poeta, Romek zachował się godnie, czyli obdarował mnie po królewsku. Wiersze, nalewka, miód trójniak, dwójniak i piwo. Wszystko to własnej roboty. Takich ludzi już mało jest. No może jeszcze w Bieszczadach, bo to inny świat, równoległy i, jak wspomniałem, magiczny. Efekty tego są takie, że ja, zagorzały (czy to związek frazeologiczny z gorzałą?) przeciwnik uzależniającego narkotyku, jakim jest alkohol, popijam teraz dwójniak i ze swobodą piszę te słowa. Powinienem być w odmiennym stanie świadomości i może jestem, bo miód drażniąc mi kubki smakowe kieruje me myśli w stronę ula i Trylogii pana Sienkiewicza. Pochylam się ze współczuciem nad znojną pracą pszczoły, której przefermentowane produkty teraz spożywam. Boleję nad wymuszeniem, nadużyciem wobec każdej pszczelej robotnicy, którego dopuszcza się człowiek, zabierając owoce jej znoju. Tysiące lotów na trasie ul-łąka-ul, by mikroskopijne ilości pyłku na małych łapkach zmieniły się w słoik miodu, w którym zanurza swe zachłanne paluchy zachłanny złoczyńca - człowiek. Teraz jest mi w dwójnasób przykro, bo poczułem się jak ludzka pszczoła, czyli członek ludzkiej społeczności. Tak samo, odurzeni dymem demokracji, oddajemy część gromadzonych zasobów w postaci podatków. Trochę się nam zostawia, żebyśmy przeżyli do następnego roku. Pszczoły i my. Mówią, że mamy jedne z największych podatków w Europie. Kto wie, jakie są porównania? Mówi się też, że pszczoły wymierają? Tu potrzebuję światłej wiedzy  jakiegoś pszczelarza. Czyli, nie będzie pszczół, nie będzie miodu. I idąc tym tropem: jeśli my wymrzemy, to upadnie rząd, bo nie będzie miał z czego się utrzymać. Koniec z zamachami stanów, krwawymi rewolucjami, wystarczy zaniechać reprodukcji. Ale kto się na to zgodzi? Na przykład taki alkohol. Jest groźnym narkotykiem, a umowa społeczna (tak!) dopuszcza używanie i nawet otacza opieką uzależnionych i poszkodowanych. Nie karze za posiadanie i używanie, tworzy nawet pewną etykę obyczajową, gdzie pijanemu więcej się wybacza. Nie znajduję tu konsekwencji. Społeczeństwo pozwala pić, ale tworzy też organy, które temu przeciwdziałają. Wolno pić, ale nie wolno. Czy ktoś mi zwróci uwagę, że promuję używkę, substancję uzależniającą? Że modeluję zachowania, pisząc pod wpływem alkoholu? Gdybym napisał, że właśnie palę skręta, jaka byłaby reakcja strażników moralności? Dlaczego oddziały prewencji nie wpadają do melin, rodzin gdzie się chleje, nie rzucają ich na glebę za posiadanie i używanie? Za to w telewizji pokażą dzielnego chłopczyka, który uratował przed pożarem swoją siostrzyczkę i zachlanych rodziców. Patrzcie, państwo, taki mały, a jaki odpowiedzialny i dorosły! No, ktoś taki musi być w rodzinie. Tyle że dzieciństwo się skończyło, zanim się zaczęło.


Każdy może pić wódkę i w porządku. Jego życie, jego sprawa. Ale, niestety, każdy również może mieć dzieci. A to już nie jego życie, chociaż jego sprawa.

A jeśli chodzi o Trylogię, którą pan Sienkiewicz  napisał „ku pokrzepieniu serc", to wypiję jeszcze po kusztyczku za pana Michała, Skrzetuskiego i Zagłobę. Ot, taka moja prywatna trylogia. I to jest w porządku, bo w intencji patriotycznej. Hoc, hoc!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Życie emocjonalne nad Rządzą

środa, 10 czerwca 2009 10:20

Rządza po ostatnich deszczach jest wezbrana. Płynie sobie szparko między kolejnymi zakolami, chociaż łąki na obu jej brzegach powinny działać na nią kojąco. Ona jednak szarpie się z brzegami na zakrętach. Z jednej strony to dobrze, bo w stromych piaszczystych skarpach mogą zakładać gniazda jaskółki brzegówki. Z drugiej zaś strony zaczęła zabierać po kawałku drogę prowadzącą do letniego domku ciotki Aurelii. Ludzie próbują temu zaradzić. Przesuwają koryto, prostują meandry, chcą podporządkować nurt.

Ludzie, którzy sami mają problem ze swymi żądzami, chcą opanować Rządzę, która, jak wiadomo, jest Rzeką, a ta, jak wiadomo, ma gdzieś ludzkie starania, by ziemię czynić sobie poddaną.

Krowa, natomiast, takich pomysłów nie ma, bo skwapliwie korzysta z tego, co jej ziemia ofiaruje. A ta daje tyle, ile trzeba. Wodę z rzeki i trawę na łące. Słonko też tam coś od siebie dorzuci, więc jak już sobie krowa poje i się napije, to zaraz się uwali (odpowiednie słowo dla tej czynności) na brzegu. Przeżuwa, co tam jej się cofnie z żołądka, i patrzy sobie na świat. Trochę jej zazdroszczę. Oczywiście nie cofek z żołądka, ale spokojnego i chyba bezrefleksyjnego patrzenia. Ja się zaraz egzaltuję, czasem się wściekam albo smucę, a ona po prostu sobie widzi:

- O, człowiek. Patrzy.

- O, koń. Idzie.

- O, droga na Radzymin. Coś warczy.

- A, pojem jeszcze trochę.

- Uch, odbiło mi się.

- Robię kupę, pojem jeszcze.


No i tak dalej. Siedzę na kładce, ciepło, chłodniutki  wiatr od lasu wieje, kiełbasę mam, bułkę mam, pomidor, jajko na twardo, sól i majonez miła na serwetce położyła, to co będę myślał po próżnicy. Jastrząb zawisł na niebie, by „jak kamień spaść na swą ofiarę"- tak piszą w książkach. Nieopodal mrówki ptaszka wypadłego z gniazda też konsumują, no i tak jemy sobie pospołu. Każdy kogoś, każde coś. Jak mówi staropolskie przysłowie „Kto żołądkiem żyje, ten w żołądku ginie", albo jakoś tak... 

Jeśli Pismo mówi, bądźcie dla innych pokarmem - to ja z tej nadrzecznej perspektywy tak to rozumiem:

- Jedzmy i zgódźmy się na to, że nas w końcu też coś zeżre.

A skoro o Piśmie mowa, to mam kolejne ćwiczenie:


1. /łatwe/Połóż się na łące. Popatrz między trawy. Zmniejsz się tak, by trawy wydawały się jak drzewa. Obserwuj życie na tym poziomie, patrząc jak krowa rasy nizinnej.

2. Poszukaj świadectwa Myśli zawartej w roślinach, insektach, zwierzętach.

Pomyśl, jak są zbudowane, co sprawia, że żyją, jak wykorzystują wodę, tlen.

3. /bardzo trudne/Spróbuj stworzyć krowę. Nie musi nawet mieć świadomości swego „ja". Jeśli to sprawi ci trudność, to chociaż małego pieska albo w ostateczności tymotkę łąkową. Jeśli spotka cię niepowodzenie, to grzecznie powiedz „przepraszam, byłem pyszny".

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 304  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266304

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl