Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Życie na Botoxie (ciąg dalszy)

środa, 30 czerwca 2010 9:23

Później wszystko jakoś się dziwnie potoczyło. Na spotkaniach towarzyskich nikt nie potrafił mnie rozśmieszyć w grze „w pomidora". Wtedy któraś z koleżanek poradziła mi, żebym zaczęła grać w pokera. I to był dobry pomysł. Teraz mogłam sobie kupić każdą skórzaną kurteczkę. Gładką! Ale życie naprawdę mi się odmieniło, kiedy rozgrywając z jednym posłem towarzyską partyjkę, wygrałam od niego miejsce w partii opozycyjnej, i to z jedną marną parą na waletach! To było miejsce dla mnie. Blask fleszy, ciągłe konferencje prasowe, na których składałam oświadczenia w imieniu klubu. Bardzo się bałam, że będzie widać, że się boję i że nie zawsze mówię prawdę, ale oni uważali, że jestem świetna, że mi zazdroszczą mojego przygotowania  z autoprezentacji i kogo mam od wizerunku. To mówię, że panią Żanetkę, a oni wzdychali, że no tak, madame Jeanette, że też by chcieli uczyć się w Paryżu. Machałam ręką, bo jak im wytłumaczyć, że to nie tak. Te konferencje to nie nic trudnego. Mówiłam, że naprawdę się cieszymy z osiągnięć rządu, że popieramy decyzje  w sprawie polityki socjalnej, że mówimy prawdę, że jesteśmy szczerymi orędownikami prac ustawodawczych obecnej ekipy. Byłam tak przekonująca, że rząd nam uwierzył. No i upadł. No to przejęliśmy władzę, bo na przedwyborczych spotkaniach dużo obiecywałam w imieniu naszej partii. Nawet kiedyś dorzuciłam coś od siebie, że każda kobieta będzie miała gładką skórzaną kurteczkę na futerku. Później zostałam odsunięta od działalności społecznej, to trochę sobie wypoczywałam. Za granicą, bo trzeba teraz pokazać Europie, że jesteśmy obywatelami świata. Poza tym, w polskich ośrodkach wypoczynkowych pościel najczęściej jest z „kory", a ja tego nie lubię, bo jest nieprzyjemnie pomarszczona i chropowata. Polskiego morza też nie lubię, bo jest takie bardzo pofałdowane. Na Mazurach może i ładnie, ale jak wiatr powieje, to na tych pięknych, gładkich jeziorach robią się obrzydliwe zmarszczki. Jeszcze lubiłam nasze piękne, gładkie i równe Mazowsze. Do czasu, bo kiedyś zobaczyłam na spacerze, co oni robią tej biednej ziemi jesienią. Orzą ją w takie głębokie bruzdy! Przyszedł czas, kiedy znów stałam się potrzebna krajowi. Pracuję w dyplomacji i mówią, że jestem w tym dobra! Też tak myślę, bo w rozmowach wszyscy się ze mną zgadzają, dostaję dużo prezentów i wreszcie nikt mnie nie pyta, czy się cieszę i dlaczego się nie dziwię.


Aktualnie przebywam na placówce w Moskwie i słyszałam, że interesuje się mną sam premier Putin! Podobno się dopytuje, gdzie się uczyłam, bo z KGB mnie sobie nie przypomina. No nie wiem, nie wiem... on ma taką gładką buzię...

- Ojej, ojej, puszcza mnie! Pani Żanetko, znowu wszystko po mnie widać!!!

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Życie na Botoxie

środa, 23 czerwca 2010 13:29
Jestem w rozpaczy. Nawet sobie Państwo nie wyobrażają jak bardzo. Jestem świetną aktorką. Mogę z powodzeniem zagrać Lady Makbet lub Stefcię Rudecką. Antygonę lub panią Dulską, a robię coś, co „mię napawa wstrętem i odrazą". A wszystko przez to, że przesadziłam trochę z botoxem. Zaczęło się od czoła, no bo miałam już takie małe kreski. Później koło oczu. To dlatego, że kiedyś często się śmiałam i wszystkiemu się dziwiłam. No to  ostrzyknęłam trochę też usta. Chciałam dobrze wyglądać na moje urodziny, jak ta, co czyta „Wiadomości". No i się stało. Teraz nie mogę robić min. Przyszedł mój ukochany, przyniósł kwiaty i śliczną skórzaną kurteczkę. Na mięciutkim rudym futerku, na zewnątrz delikatna skórka przymarszczana od karczka. No, te zmarszczki nie bardzo mi się podobały, bo biegły od karczka do zgubienia, ale sobie pomyślałam, że zawsze mogę pójść do mojej pani Żanetki, to mi ostrzyknie. Chociaż, jak mówią, darowanemu futerkowi, w zmarszczki się nie zagląda, więc naprawdę bardzo się ucieszyłam. A mój ukochany mówi: - Co, nie cieszysz się? Zobacz, nie śliczna? A te przymarszczenia, to ciekawy pomysł. No, trochę mnie tu zirytował, bo od kiedy to mężczyzna zwraca uwagę na przymarszczenia od karczka, ale niech tam, naprawdę się ucieszyłam. A ten znowu swoje: - No co ty, nie cieszysz się? Ja na to, że się cieszę! Że nawet nie ma pojęcia, jak bardzo się cieszę. Co to, nie widać po mnie, że się przecież cieszę? Nawet chciało mi się płakać, żeby zobaczył, że się cieszę przecież,  ale to też jakoś nie wyszło. No nic. Siedzimy, on coś tam opowiada, ciekawie, z zaskakującymi puentami, jak to ma w zwyczaju, ale w końcu, po jakiejś kolejnej historii mówi: - No co ty, nie dziwisz się? Przecież to niezwykłe, nie? Ja mu na to, że się dziwię! Jak się nie dziwię, kiedy się dziwię! Każdy by się zdziwił, bo to bardzo dziwna historia jest! I znowu mi się chciało płakać, ale coś twardego mi powiedziało: Nie będziesz się poniżać i udowadniać, że jesteś wrażliwą, pełną emocji i uczuć kobietą! A on wstał i sobie poszedł. No trudno, może z tą kurteczką coś się jednak da zrobić. cdn.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Jeździectwo samochodowe

środa, 16 czerwca 2010 13:00

Zajmowanie się muzyką polega na tym, że jeździ się dużo po Polsce. Godziny spędzone w busie, później czekanie na rozpoczęcie koncertu, a jeśli to impreza z kilkoma wykonawcami, to czekanie na swoje wejście. Jak mówi kolega, żeby nie poddawać się utyskiwaniom i niecierpliwości: nie ma takiej imprezy, która by się nie skończyła. Czyli, muzyka to czekanie i jeżdżenie. Do tego niepokój, że się spóźnimy, więc wyjeżdżamy wcześnie, ale wtedy czekamy jeszcze dłużej. Żeby nie być gołosłownym, podaję przykład. Nastawiam budzik. Ma miły program, ptactwo różne, szmer płynącej wody. Ogólnie, żeby nie bolało i łagodnie przywoływało z sennych światów. Zazwyczaj witają mnie pierwsze, delikatne dźwięki, więc nie wiedziałem, jak dalej akcja się rozwija. Do ostatniego poniedziałku. Budzi mnie potworny hałas. Ryk żywiołów, zagłada, bestia wyłania się z morza. Co się dzieje? Aha, to budzik komuś dzwoni. Kto nastawiał budzik? Po co?! Aha, to mój, już wiem, o co chodzi. Wstajemy, wstajemy! No dobrze, jeszcze tylko na drugi bok, żeby wyrównać napięcia mięśniowe. Znów spływa na mnie sen. Ponieważ zdarza się, że jestem istotą odpowiedzialną, pojawia się w nim dydaktyczna opowieść. Właściwie bez obrazów, słyszę tylko rodzaj narracji: Plac Grzybowski w Warszawie. Tu mieszkają ludzie, którzy się nigdy nie spóźniają. No to wstaję, bo jak tu oprzeć się tak delikatnemu modelowaniu zachowań. Tym bardziej, że to będzie moje spotkanie autorskie w przedszkolu. Nie wypada się spóźniać, dawać złego przykładu. Nie biorę pod uwagę rozmachu inwestycyjnego naszego kraju. Drogi w budowie, objazdy, zwężenia. Jestem pięć minut po czasie. Ale wstyd! Dzieciom czas płynie trochę inaczej, choć to żadne tłumaczenie. Czytam im fragment mojej książeczki o Klinice Małych Zwierząt, która, w sumie, jest dla dzieci. Starszaki słuchają. Maluchom trudniej to przychodzi, bo wędrują za swoimi emocjami, za swoim doświadczaniem chwili. Co ich obchodzi autor, a nawet, jak mówi Pani, kompozytor, piosenkarz i psychoterapeuta. Pani wie i szanuje. Maluch nie. To by mi się przydało. Autorytety swoje, a ja swoje. Trochę tak mam, ale dobrego nigdy za wiele. I spóźnić się czasami też dobrze, żeby się zemścić za czekanie. I spać, do której się chce, żeby odreagować Panią z dawnych lat, która budzi do nielubianej szkoły z mojego dzieciństwa, a później każe grzecznie słuchać w siadzie skrzyżnym, z rączkami na kolankach. A sentencja z tego jaka? Życie to czekanie - albo spóźnianie się.


Myszka Mereżka


Myszka, myszka, myszka Mereżka,

Co w małej norce pod szafką mieszka,

Myszka Mereżka, Mereżka myszka

Szukać okruszków myszka tu przyszła.


Rusza swym noskiem, wąsami troszkę,

Ogonek ma piękny, a uszka ma boskie.

Kto myszce rzuci tłuściutki serek?

Niech myszka myśli, że mamy niedzielę!

Przecież na co dzień je tylko okruszki,

Mamy podobne jak myszki brzuszki.

Brzuszek się cieszy, kiedy je serek,

Bułkę, masełko, wędlinek wiele.


Myszka, myszka, myszka Mereżka,

Co w małej norce pod szafką mieszka.

Myszka Mereżka, Mereżka myszka

Szukać okruszków myszka tu przyszła.


Dlaczego myszka ma nie skorzystać,

Gdy właśnie po to do kuchni przyszła?

Mysz najedzona przestanie szperać,

Szukać i węszyć, w kredensie gmerać,

Chrobotać, skrobać, mlaskać, smakować,

Szeleścić, chrupać, cmokać, próbować.

Dlaczego gryzie i po co tu przyszła?

Ciekawska myszka, bo głodna myszka.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 298  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266298

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl