Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ordynarnie myślałem za pianinem

wtorek, 26 czerwca 2012 15:48

Jak pisał kiedyś poeta – jestem tak głęboko w lesie, że mi tu listonosz złych wieści nie przyniesie. I ja właśnie takuteńko zapadłem w knieje. Sprawy ważne, wagi państwowej, dzieją się za lasem, więc mało mnie interesują. Czuję się jak mieszkaniec Taplar z Konopielki, który na pytanie agitatora: To co wy nie Polacy?! – odpowiedział: Nie, my tutejsze. Tu są niezmienne punkty i miejsca, do których mogę się odnieść. Stara sosna przy drodze, z której wiewiórki skaczą na Ryśkową leszczynę, w panice chwytając się łapkami cieniutkich gałązek, bo dystans dość spory. Kogut Dziuni, który nie robi zwykłego kukuryku, tylko wyśpiewuje krótką śpiewną frazę jak z kujawiaka. Pani Marta, która mówi przy powitaniu: A przyjdźcie, to dam wam jajków. Właśnie tutaj dzieją się sprawy ważne. W zbożu nad jeziorem, na wydeptanej przez sarny ścieżce, leży małe koźlątko. Zgodnie z naukami matki nie rusza się i udaje, że mnie nie widzi. Cichutko się wycofuję, dziękując za prezent od Lasu. Ławice małych rybek stoją w prądzie rzeki, kiedy patrzę na nie z drewnianego mostu. Zirytować może mnie jedynie ptak, który wydaje dziwne dźwięki w sekwencjach po trzy, jak niewyłączony budzik elektroniczny.


Moją miłą wścieka wróż Maciej z portalu ezo, który codziennie zasypuje ją  esemesami, prowokując do korespondencji. Niektóre są obietnicami szczęścia i miłości, ale gdy spotykają się z brakiem zainteresowania adresatki, zmieniają się w groźby i wizje przyszłych wypadków. Uspokajam i tłumaczę, że właśnie tu w lesie jest szczęście, a wypadek to już był, kiedy oddałem samochód do przeglądu w serwisie autoryzowanym. Bolało.


Grałem dla dzieci w zaprzyjaźnionej szkole. Uwielbiam te ich pomysły, kiedy razem wymyślamy bajki, ale jeden z chłopaków przesadził. Kiedy mówiliśmy o Miodowym Słonku, powiedział: I wtedy Słońce wybuchło! Kiedy ktoś wymyślił, że łąką szły dwa misie i wąchały kwiatki, on podekscytowanym głosem oznajmił: I wtedy wybuchła Ziemia! Przed szkołą stoi rodzinny bus, w którym siedzą dwie mamusie i kilkoro dzieci. Słychać strofowanie dziecka przez jedną z mamuś: Nie pierdul! Jak tu się dziwić, że ktoś chce, żeby Ziemia wybuchła?



 


Podziel się
oceń
26
4

komentarze (0) | dodaj komentarz

Napastowała mnie naparstnica

środa, 13 czerwca 2012 11:15

W czasie transmitowanego meczu otwarcia w naszym domu miały miejsce dwa pożałowania godne incydenty. Niestety, okazało się, że nie jesteśmy obywatelami, dla których warto organizować mistrzostwa piłki nożnej. Nie kupiliśmy nowego telewizora, żeby w jakości HD oglądać krople potu, spływające po twarzy napastników. Ani zestawu kibica, czyli chipsów i piwa. Mało tego, nawet nie przygotowaliśmy się na wieczór z futbolem. Po prostu, jakby przypadkiem okazało się, że wieczorem w telewizji jest mecz. Oglądałem, a jakże, ale bez zbytniego emocjonalnego oddania, bo przy okazji czytałem gazetę. Reagowałem tylko na podniesiony głos sprawozdawcy, kiedy narastała jego ekscytacja. Moja miła była w kuchni, oddając się sztuce kulinarnej i śledząc zmagania Polski i Grecji w radiowej Trójce. Obrazek jak z obrzydliwej patriarchalnej rodziny, gdzie on czyta gazetę, a ona trudzi się przygotowując jedzenie. Nagle moja miła wybiega z tego pomieszczenia z krzykiem na ustach. Okazało się, że padł właśnie zwycięski gol! No cóż, tak doniosły moment umknął mojej uwadze! W pierwszej chwili zareagowałem w sposób lekceważący i paternalistyczny: co tam kobieta może wiedzieć o futbolu, tym bardziej że tylko słyszy i nie widzi, tak jak ja, na ekranie. Dopiero gdy dotarł do mnie ryk zwycięstwa, przetaczający się przez dzielnicę z otwartych okien i balkonów, popatrzyłem na ekran, gdzie były już ripleje, czyli powtórki. Zawstydziłem się trochę, ale nie musiałem długo czekać na chwilę triumfu. W drugiej połowie meczu, odrywając się od swoich zajęć, moja miła weszła do pokoju, popatrzyła na niebezpieczną akcję Greków pod naszą bramką i wyraziła zdziwienie, dlaczego nasi nie strzelają, skoro mają tak komfortową sytuację. Na moją uwagę, że to jest nasza połowa boiska i nasza bramka, i lepiej, żeby do własnej nie strzelali, moja wzruszyła ramionami i prychnęła lekceważąco. No cóż, nie jesteśmy oddanymi kibicami. Poza tym, irytuje nas  akcent na ostatnich sylabach w zaśpiewie: Polskaa, biało-czerwonii! Tak nie można, przecież.

 

Przy okazji pojawiły się przypomniane rodzinne historie z przeszłości. Oglądanie sportowych transmisji w czasie wakacyjnych pobytów z ciocią Jadzią, emerytowaną nauczycielką wuefu, gorącą orędowniczką sportu w każdej postaci. Oglądanie tegoż było rodzajem namaszczonego rytuału, pełnego nabożnego skupienia. Każdy przejaw dyletanctwa, niezrozumienia zasad i niezaangażowania traktowano jak rodzaj bezczeszczenia świętości, w najlepszym razie kwitowany pogardliwą uwagą.

 

Trwał miting lekkoatletyczny. W domku cioci Jadzi zebrał się kwiat fascynatów, którzy pamiętali wyniki rekordów na przestrzeni wielu lat w każdej dyscyplinie sportu. W trakcie spektaklu do domku nr 1 (własność – ciocia Jadzia) weszła z wizytą sąsiadka z domku nr 3 - pani Marysia. Akurat kamera skupiła się na miotaczu młotem. Rzut był ewidentnie nieudany, bo młot zamiast poszybować nad murawą, nie opuścił stanowiska rzutu, waląc w ochraniającą (jakże słusznie) siatkę wokół miejsca zmagań. Pani Marysia, widząc charakterystyczny ruch w siatce, krzyknęła radośnie: No i gol! Ciocia Jadzia nawet nie drgnęła. Przeciwnie, skamieniała jakby, co było znacznie gorsze niźli pełne pogardy spojrzenie.

 

No i jak mam być kibicem, skoro nie pamiętam nazwisk piłkarzy ani ich zwycięstw? A może tych zwycięstw nie było i z moją pamięcią wcale nie jest tak źle? Chociaż, na spacerze po Zaciszu, w czyimś ogrodzie, zobaczyłem roślinę, której  nazwy  nie mogłem sobie przypomnieć. Męczyło to mnie przez całą drogę i nie pozwoliło czerpać radości i spokoju z wędrówki. Dopiero w domu otworzyły się upusty wiedzy botanicznej. Naparstnico, czego ode mnie chcesz?!

 

 


Podziel się
oceń
31
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Że mie toś poochał

wtorek, 05 czerwca 2012 8:06

Namówiła mnie moja miła do obejrzenia transmisji z pierwszego koncertu FPP Opole 2012. Jakiś czas się wzbraniałem. Wolę się emocjonować na filmie, gdzie dobro zwycięża, zostawiając zło z wyprutymi wnętrznościami w kałuży krwi, niż zżymać się na widok słowiańskich naśladowców popkultury spod znaku MTV. Jeden telewizor, według nieoficjalnego, społecznego rozumienia, to życie poniżej granicy ubóstwa, więc i tak wyboru nie mam. Muszę zgodzić się na ofertę wspólnego spędzenia wieczoru przed wspólnym ekranem. Gdybym obstawał przy swoich preferencjach kulturalnych, naraziłbym się na widok skrzywdzonej kobiety, której całe ciało krzyczy o swoim zranieniu i porażce odniesionej podczas próby szerzenia kultury wysokiej w naszym domu. Zgadzam się więc. To niewątpliwa korzyść z oglądania amerykańskich produkcji niskobudżetowych. W prawie każdym filmie, po dramatycznej akcji, kiedy dopalają się zgliszcza, a wrogowie naprawdę już są martwi (jeszcze taki potrafi czasem złapać za gardło), on ją przytula i pyta: are you okay? Ona, trzęsąc się jeszcze z przerażenia, skwapliwie kiwa głową. Napisy.


Tu zaczną się moje Dzienniki zgreda. Kiedyś z tym walczyłem, teraz już przyjmuję swoją tożsamość złośliwego, narzekającego dziada, który nie nadąża za zmieniającymi się modami i trendami.

Oglądamy Opole, chociaż, niech będzie jasne - ja się opierałem Na estradzie soliści biegają po scenie, chodzą, czasem klęczą. Krzyczą do publiczności rytualne: Hej, Opole! lub, Dobry wieczór, Opole!, Dzięki, Opole! Następnie w kolejności: Chcę was usłyszeć!, Wszyscy wstajemy! Muzycy stoją w rozkroku lub podskakują jak piłeczki. Wokaliści wyśpiewują liczne melizmaty na łoułou i yea w trakcie utworu, niezależnie od treści i charakteru piosenki, z obowiązkowym jeszcze popisem wokalnym na końcowym słowie tekstu. Odnoszę wrażenie, że są to parodie piosenek z lat sześćdziesiątych, a nie ich twórcze opracowania. Chociaż, podobało mi się Trzynastego, do której to piosenki aranżer podszedł z porządną krawiecką umiejętnością: w tle podstawowy ścieg dawnej piosenki, na nim rapowane, współczesne aplikacje. Zręczne połączenie czasów kultury i emocjonalności. Jedna piosenkarka stoi i normalnie śpiewa. Ewenement, odkrywcza interpretacja, chciałoby się powiedzieć w kontekście całego show, gdzie jeszcze lasery, ledy, krótkie ujęcia i szalejące kamery. Jeden z wykonawców ma makijaż, długie kolorowe pazury i coś w rodzaju trenu sukni. Oprócz tego ma jeszcze kawał głosu. Myślę sobie, rób ze swoim wyglądem, co chcesz, bo i tak umiesz śpiewać. Gorzej mają ci, którzy tylko wyglądają. Całe szczęście, że znam tekst piosenki Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał, więc rozpoznaję słowa podane w taki sposób: siat naale zawioował o (…) besmurne nieo mam nad ową o (…) że mnie toś poochał ziś. Tu unoszę się w swojej irytacji jeszcze bardziej, więc słusznie moja zauważa: No i gdybym cię nie namawiała, to z czego byś czerpał tę frustrację? Racja. Wszystko przez to, że pamiętam oryginalne wykonania przedstawianych piosenek i do tego obrazu usiłuję dostosować bieżącą rzeczywistość. Za długo żyję? Zbyt mało we mnie otwartości na zmiany? Teraz zadaję pytania odnoszące się do sztuki estradowej. Po co tak się zachowywać, skoro wszyscy robią to samo? Gdzie tu miejsce na indywidualizm, który powinien cechować każdego artystę? Wszystkie klony są produkcją jednego programu nauczania? Wokalnego i scenicznego? Amerykańskiego, niestety? Może wrócimy do swego narodowego (jeśli taki jeszcze istnieje), skoro amerykański prezydent nas obraził? Tu pora na rytualne zakończenie, jak w amerykańskim filmie, kiedy dopalają się zgliszcza, a wrogowie naprawdę już są martwi − on wtedy mówi: Let’s git outa here, czyli wynośmy się stąd. Napisy.

 



Podziel się
oceń
28
1

komentarze (56) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 310  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266310

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl