Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Niedoskonale łowić pstrąga na niedzielny obiad.

środa, 29 lipca 2009 14:18

Może niedoskonale, ale się staram. Gram koncerty, prowadzę je, prowadzę samochód, dobrze się prowadzę. Nikogo nie udaję, nie wymyślam sobie tożsamości. No może czasem. Żeby się zasłonić. Na ogół jestem naiwny i ufny, ale bywam też konsekwentny, ba, czasem nawet wyrachowany. W ogólności zasługuję na niedzielny obiad nawet z deserem. Koncerty są ciepłe i spokojne, opowiadają o codziennych zdarzeniach, więc zupełnie nie są trendy. Chociaż można by powiedzieć, że są oldskulowe albo czilautowe, czyli trendy. Kiedy wymyślę do nich manifest artystyczny, to wszystko się wyjaśni. Na razie czuję się jak stary piekarz, który robi chleb według starej receptury, na zakwasie, jak trzeba, i bez polepszaczy. W dodatku w piecu opalanym drewnem. Nie docenią chleba zjadacze pieczywa z hipermarketów, bo nie znają tego smaku. Dookoła dmuchane bułki koloryzowane karmelem, które po kilku dniach rozsypują się w pył, jakby czary wystarczyły na taki tylko czas. Kolorowe obrazki, mamiące figurki i świecidełka. Zwróćcie uwagę na gesty wyprodukowanych piosenkarek. Powtarzające się sekwencje ruchów. Dłoń na sercu, później wędruje do przodu z palcem wskazującym wyimaginowaną postać, dłoń się przekręca wewnętrzną stroną do góry równolegle do podłoża, robi łuk w kierunku od ciała, by spocząć na biodrze. Za jakiś czas sekwencja się powtarza. Po prostu wspomaga ruchem tekst piosenki. Od odwzorowania uczuć śpiewającej, które zawierają się w sercu, oczywiście, poprzez wskazanie relacji ja - on, aż po przejście do niezłomnej stanowczości wobec przeciwności życia. Też bym tak chciał, ale przeszkadza mi gitara, więc skupiam się na jak najwierniejszym opisie rzeczywistości, nie posługując się skrótami. Pete Morton walczy z podobnym problemem. Ma gitarę, więc radzić sobie musi melodiami, słowami i ekspresją śpiewu. Dzięki temu ma niezwykłą obecność na estradzie i kontakt z obcojęzycznym (w Polsce) słuchaczem. W Swornychgaciach, kiedy właśnie się darł w refrenie o „great gold sun", walnął piorun i lunęło z nieba. Ludzi wymiotło, Pete był niepocieszony, nawet pytał: co ja takiego zrobiłem? Wyjechał do swojej Walii i prosił, żeby was pozdrowić. Wróci.

Tymczasem ja grałem w Reszlu. Miasteczko się dźwiga z zaniedbań, ale niezależnie od wyglądu ma duszę, jak to każde miasteczko, w którym jest zamek. Ma prawdziwy chleb i owoce które smakują jak chleb i owoce, park w wąwozie nad Sajną, gotycki kościół, ale przede wszystkim zamek. On zawsze stanowił ośrodek, miejsce, wokół którego skupiało się życie. Z Reszlem jestem bardzo zaprzyjaźniony. Poprzez zamek właśnie. Każdego roku po Pikniku mrągowskim przyjeżdżam tam na kilka dni. Przez wiele lat pracował tam nieżyjący już, niestety Franciszek Starowieyski, ciągle bywa profesor Myjak, rzeźbiarze, malarze, graficy. W tym roku śpiewałem na rynku, a później, jak zwykle, przy kolacji na zamku. Taka jest moja tradycja pod koniec lipca. Jolka zrobi rewelacyjne jedzenie, Bolek opowie zabawne anegdotki, Bartek naleje piwa i tak sobie żyjemy niespiesznie. No może tylko Bartek goni, ale on musi.

No to tyle. O dobrych zdarzeniach warto pisać, a o złych lepiej pomilczeć. Aha, dajmy sobie spokój z dzieleniem muzyki na gatunki, na style. Kogo to obchodzi? Może tylko muzykologów, dziennikarzy muzycznych, bo oni muszą klasyfikować, dzielić na działy, żeby się nie pogubić. Dla zoologa ważne, że coś jest parzystokopytne, dla entomologa, że tęgopokrywe. Dla patrzącego na sarnę albo na chrabąszcza majowego - nie. To jest piękne, wzruszające. Sama ich obecność. Tak samo jest z muzyką. Albo ktoś ma coś do powiedzenia na estradzie, przyciąga uwagę, pobudza emocje, albo nie ma. Wtedy widać tylko osobę która, macha rękami. Przeciętny widz nie odróżnia gatunków. No, chyba że ktoś go nauczy, że to, co słyszy, to jest country, blues albo metal i on jest w stanie walczyć i lżyć przeciwników gatunku, bo się przywiązał i dba o jego czystość. W tym miejscu rodzą się odrębności i waśnie, a kiedy to eskaluje, pojawiają się Tutsi i Hutu.

I za to należy mi się deser do obiadu.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pani zamierzy te siódemeczke

środa, 22 lipca 2009 12:55

Tę kwestię usłyszałem na bazarku Trocka w sklepie z odzieżą. W tej konkretnej sytuacji chodzi o rozmiar ubioru, ale znaczenie można rozszerzyć, bo miło jest patrzeć, jak coś robi się szerokie, pojemne, nieogarnione wręcz i symboliczne. Wszystko wokół tylko czeka na zauważenie i zintegrowanie. To, co widzimy, staje się naszą własnością, bo nadaliśmy temu znaczenie, czyli imię. Jak utrzymują Aborygeni: musimy patrzeć na niektóre drzewa, ponieważ ich moc sprawia, że na nie patrzymy. Tak samo dzieje się z przedmiotami, krajobrazami, zdarzeniami. Skoro je zauważamy, to znaczy, że są również ważne dla nas osobiście. Że niosą informację, która coś o nas mówi, do czegoś jest nam przydatna. Do zgłębienia teorii flirtu i Big You odsyłam do dzieł Arnolda Mindella, a sam wracam na bazarek.

Dostaję od świata oferty, propozycje, możliwości. Z ilu skorzystałem, a ilu nie zauważyłem albo pomyślałem - to nie dla mnie. Ilu rzeczy, ilu ewentualności „nie zamierzyłem" z różnych przyczyn. Bo nie dla mnie, bo nie dam rady, bo mi nie pasuje. Jaki byłbym, gdybym któregoś dnia podjął inną decyzję? Czy doszedłbym do tego samego miejsca w życiu, w którym jestem teraz? Czy tak samo bym myślał i się zachowywał?


To tyle, jeśli chodzi o przymiarki. O symbolikę cyfry siedem spytajcie Sieci, ona wam odpowie. A ja w ramach tego dorzucę jeszcze piosenkę, która w całości nie zmieściła się w „Szkle kontaktowym".


                        Śpiewanie z listu Tomasza  


Dawno Cię chyba u nas nie było,

Jak ten czas mija, tyle już lat.

Gdybyś wyznawców nie mógł odszukać,

Są w samochodach, gdzie ryby znak.


                Może i jestem faryzeuszem

                I według siebie sądzę, kto wie?

               Wpadnij na trochę, sam to zobacz,

                Pora ocenić, dobrze czy źle?


Nie poznasz domu Ojca swego,

Przekupniów znowu pełno w nim.

Stragany mają monitoring,

Niewiele zdziałasz gniewem swym.


                Chyba nie będziesz miał pretensji,

                Że na Kalwarii maszt GSM,

                A teren ogrodów Getsemani,

                Idzie na przetarg po zniżce cen.

.

Wielu z nas chodzi z belką w oku

I odpowiedzi ciągle brak,

Moda to tylko czy choroba,

A może raczej czasu znak?


                 I Barabaszów  u nas pełno,

                 Ciągle ich przecież zwalnia sąd,

                 Dobrze to robi dla higieny,

                 Natrętne mycie nieczystych rąk.


Nie wiem, co słychać z celnikami,

Wciąż w kraju siedzę, przecież wiesz,

Ale gdy zniosą nam granice,

To po problemie będzie też


                 Jeśli zaś chodzi o nierządnice,

                  Które na co dzień kurwami zwą,

                  Wydają mi się najuczciwsze,

                  Bo nie udają, takie są.


Nadejdzie pora, kiedy się ziści

Twoja nauka w sercach tych,

Którzy naprawdę są zajebiści,

No może kilku zostanie złych.


              Radzę Ci zadbać o swój image,

              W programie „Idol" spróbuj swych szans,

              Trochę kolczyków i tatuażu,

              Sznyty na rękach przecież już masz.


U nas nie głosi się miłości,

Trzeba być twardym, żeby żyć.

Miłość to raczej się uprawia,

A przy okazji, można też pić.


               Uczeni w piśmie Cię wyśmieją,

               Że sekciarz jesteś i New Age.

               I miłość bierzesz zbyt dosłownie,

              Lecz wpadnij do nas, jeśli chcesz.


Osiołka, radzę, zostaw pod miastem,

Załóż garnitur na parę dni.

Wydrukuj sobie wizytówki:

Master of Love, doctor J.C.

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jeździ się troszeczkę

czwartek, 16 lipca 2009 15:34

Jest sezon, więc gram koncerty w różnych miejscach naszego pięknego zakątka. Jak mówi mój przemiłym kubański kolega Hose Torres w kwestii poruszania się po kraju z koncertami: Jeździ się troszeczkę, w dupie się nie grzebie; tak i ja nie zasypiam gruszek w popiele. Użyłem tu starego związku frazeologicznego dla skontrastowania z silnie kolokwialnym powiedzeniem, by podkreślić, do jakiej biegłości w używaniu obcego języka można dojść, jeśli człowiek się odrobinę postara. Ja od kilku dni walczę z zawodną w końcu pamięcią w rozmowach z moim angielskim kolegą. Pete Morton, bo o nim piszę, przyjechał na kilka koncertów do Polski. Graliśmy w Ustroniu,  w sobotę w Swornychgaciach. Pete jest w porządku. Folkowy bard, mądre, filozoficzne teksty pełne miłości i nadziei, a przede wszystkim miły człowiek. Śpiewamy swoje piosenki opowiadające o naszych światach, które okazują się nie tak znowu odległe. Choć różnią nas nieco kręgi kulturowe, to spotykamy się w miejscu zwykłego ludzkiego doświadczenia, które jest wspólne dla każdego człowieka na tej planecie. Pete dyszy chęcią poznania Polski i, co za tym idzie, języka naszych ojców i matek. Cieszy się jak dziecko, kiedy pani sklepowa w reakcji na jego „ci jes klep?” podaje mu bochenek baltonowskiego. Kto z Was ostatnio czuł radość z kupna chleba? Rutyna i codzienność, no bo w końcu to chleb powszedni. Na ile to już naszych zachowań nie zwracamy uwagi przez ich powtarzalność? Ale by było cudnie  znowu poznawać po raz pierwszy! Możliwe? Tak. Świadomość, uwaga.

Doszliśmy do wniosku w naszych lingwistycznych rozważaniach, że człowiek łatwo uczy się przekleństw w obcym języku, bo mózg wykazuje tę zdolność przez wpisany instynkt przetrwania w dziale: walcz, nie uciekaj. Pojawiły się różne, mniej lub bardziej światłe refleksje, ale najgłębsza dotyczyła drogi. Pete zainteresował się tym, więc tłumaczyłem mu dosłowne i metaforyczne znaczenie  tego słowa. W konkluzji doszliśmy do wniosku, że każdy poeta jest podróżnikiem, a każdy podróżnik – poetą. Łatwo to sprawdzić, ruszając w drogę lub zasiadając do pisania wiersza. Droga nas uczy, a my też drogę tworzymy. Dlatego, proszę szanownej wycieczki: chodzić, zwiedzać, rozglądać się, patrzeć i zapamiętywać. Świadomość, uwaga. Jeździć troszeczkę… itd. Nie zasypiać gruszek w popiele, bo będziemy się mieli z pyszna. Do you understand?


 




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 299  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266299

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl