Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Praca u podstaw

wtorek, 31 sierpnia 2010 9:11

Codziennie, a dokładnie kilka razy w ciągu dnia, przychodzi na taras kotka ze wsi. Ma dwoje dzieci, więc musi się dobrze odżywiać. W lipcu była jeszcze szara i wychudzona, teraz już ma lśniące futerko i wypchany brzuszek. Jak bym jadł tyle razy dziennie karmę dla kotów, też bym miał lśniące futro i był gruby. Kocica pamięta, że za chwilę garmażeryjny raj się skończy, razem z wyjazdem tych niezwykle czarujących ludzi. Oni napełniają miski z chwilą pojawienia się kota na ich terenie. W zeszłym roku też tak było, i wcześniej także, o czym opowiadają sobie stare koty w rodzinie.


Kiedy przychodzi lato, na brzegu lasu pojawiają się ludzie. Samica i samiec. Jedzą przy stole (na który nie wolno wchodzić) na tarasie (jak już sobie pójdą - to wolno). Później nakładają do kocich misek tyle, że czasami nie można tego zmieścić. Trzeba wtedy jeść na zapas, bo wyjadą i znów będzie ciężko. To lepiej niech mdli. Jak już się najem, właściwie, bądźmy szczerzy, nażrę, to wołam dzieci. Jedno czarne, drugie bure. Od różnych ojców. Taki tu zwyczaj. One się boją człowieka, więc jem również za dzieci. Wołam je, gdy wracam,a one biegną mi na spotkanie, obwąchują. Opowiadam, ile było jedzenia, że niech żałują, że nie przyszły. Miauczę i mruczę, jak to musiałam siedzieć i czekać, aż ludzie mnie zauważą. Jak to musiałam wspinać się na tylne łapy, kiedy przechodzili obok. Jak to musiałam się o nich ocierać i błagać. - I to wszystko dla was, żebyście miały co do pyska włożyć. Trochę ponarzekam, że jestem taka objedzona, że to niezdrowo, bo mi głupio, że tak sama się napchałam. Liżę dzieci i mówię, że następnym razem je zabiorę - kiedy nie będzie ludzi. A może już tam wrócę, pozaglądam do misek?... Dobrze, że chociaż mogą  mnie kociaki possać, chociaż takie duże. Jedzcie, jedzcie, chudziaki moje. To dla was tak się matka stara i zabiega. Oj, drzwi zaskrzypiały! Wrócili z lasu, pewnie coś tam upolowali. No to mnie też się należy, nie? Oj, pies zza rzeki czegoś tu szuka! Czego, mały, żółty kundlu! Nie widzisz, że dzieci mam do wykarmienia?! Wynocha na swoją stronę! Nie lubimy tu obcych. Cwaniaczek. Ciekawe, kto rozgadał o tych miskach na tarasie?! Że już nikomu ufać nie można. Ano, takie czasy, niestety. 


Swory właściwie po sezonie. Łabędzie trenują lądowania i starty z wody. Żurawie w kluczach ćwiczą zmiany prowadzącego. W restauracji nad jeziorem krzesła i ławki wiszą oparte o stoły. Rozluźniają się po stresującym lecie. Jezioro też nieruchome, pewnie nic mu się nie chce, bo chłodno. Grzyby za to żwawe i borówki w obfitości. Będzie zimą wykwintnie. Tylko kotom nie za bardzo.

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Czajnik Irvin

środa, 25 sierpnia 2010 14:39

W lesie jest jakoś inaczej. Można iść kilometrami i nie spotkać żywego człowieka. Martwego, szczęściem, też nie, i dobrze. Przez pierwszy tydzień przyjazdu z miasta człowiek się  odtruwa z pośpiechu i ambicji, z przymusu i planowania. Później jest już spokojnie i leniwie. Można siedzieć godzinami na tarasie, patrząc w tunel zieleni pomiędzy Ryśkową leszczyną z lewej, a niczyją sosną z prawej. Słychać koguty pani Marty zza rzeki i ujadanie piesków, tych małych, zajadłych i żółtych. Heniek ma krowę, która woła swego pana, kiedy napity zapomni o niej pod wieczór. Tu świat ma swojego właściciela. Może nie cały, bo łąka nad brzegiem to już nie wiadomo - czy dzierżawiona, czy Ryśka, a może Lasów. Jak jedyna krowa we wsi się na niej pasie, to już niech tam, ale w marchwi obok nie wolno, bo to Ewy od Ryśka jest. Sosna, niby niczyja, też w końcu ma jakiegoś właściciela, bo tak tę Ziemię między siebie podzieliliśmy. Jeden ma więcej, drugi mniej, inny nic. Tunel nie kończy się światełkiem, tylko mętnym stawem pokrytym rzęsą. Wykopał go kiedyś Janusz, żeby mieć ryby. Ryby wybrali miejscowi, bo to jakby wspólne, skoro przy rzece, a ona do wszystkich należy i zawsze tak było. Ryby płynące na tarło gęstymi sieciami się łowiło (ile to tego było!), później to i prądem, ale teraz to już takiej ryby nie ma! Tu obca jest zasada przyczyny i skutku. Tu się nic nie opłaca, a żyje się jakoś. Zawsze znajdą się pieniądze na flaszkę, kury same się  hodują, grzyby w obfitości, jagody, jeżyny, to i co więcej trzeba? - A wy tam w mieście, jak żyjecie? - No, Mikołaj na budowie... (mąż naszej córki, inżynier) - O, to jo..., a ty, Nikusia? - Ja też pracuję (dziennikarka). - A, to pewnie w sklepie? - No, nie, w gazecie. - ...Acha... Tu takich zawodów nie ma. Można być sklepową albo marnie opłacaną kelnerką, której w bogatym ośrodku wczasowym nie wolno jeść z pańskiej kuchni. Czas płynie od ważnych wydarzeń, pogrzebów i narodzin, do dzisiaj. A jutro? Kto to wie? Dlatego tak nas zdziwił karawan, który w wielkim pośpiechu wyprzedził nas na drodze, kiedy wracaliśmy ze sklepu w pobliskim miasteczku. Wszak w jego charakterze tkwi spokój i powaga, a tu, proszę. Komu tak się spieszy? Na pewno nie klientowi tylko kierowcy, który jest niewątpliwie żywy i z miasta. Z miasta, które kusi: Pożyczki od ręki! Zadbamy o „Twój" portfel! Czy cudzysłów znaczy tu przymrużenie oka? Żarcik, że tak naprawdę chodzi o interesy banku, a nie pożyczkobiorcy? Patrzymy na znikający karawan, co to nie dość, że się spieszy, to jest obcy. Tu znamy każdego i każdy nas zna. I się nie śpieszymy, bo i do czego? Czajnik Irvin za nas szybko gotuje wodę, którą później leniwie sączymy w herbacie. Patrzymy na zielony tunel, który jest mój, skoro go opisałem, i zastanawiamy się nad przesłaniem, jakie mi się wyśniło: Kto na skutek wypadku drogowego nie spełnia obowiązku małżeńskiego, podlega karze do lat pięciu.

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

DSM - IV

środa, 18 sierpnia 2010 16:11

Książka pod tytułem DSM -IV

Opowieść o ludziach nowej ery.

Jak głosi podtytuł rozdziałów licznych:

Klasyfikacja zaburzeń psychicznych.


DSM, o DSM, zaglądam tam i zaraz wiem,

Że na tym świecie nie jestem sam,

Że w koło pełno braci mam.


Jeśli ktoś widzi knowania i spiski,

Zmowy, intrygi, to jest mi bliski.

A jeśli Pan Bóg do niego przemawia,

To naszym wrogom, normalnie, biada!


Ktoś może powie - zwykłe urojenia,

A jednak myśl taka układ sił zmienia

I pokazują nas w telewizji,

więc mają szacunek dla naszych wizji!


DSM, o DSM, czytam wciąż i teraz wiem,

Że na tym świecie nie jestem sam,

Że w koło pełno braci mam.


Mały epizod psychotyczny

To czysta sensacja, romans polityczny.

Jak trzeba działać, jak pełnić  misje

Uczyć się mogą osoby publiczne.


I chociaż głosy w swej głowie słyszę,

Ta książka daje kosmiczną ciszę.

Zwłaszcza podtytuł rozdziałów licznych:

Klasyfikacja zaburzeń psychicznych.

 

Wielkie przesłanie ta książka ma,

Książka o ludziach jak ty i ja.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 430  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268430

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości