Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ja z podróży

czwartek, 29 września 2011 13:36

Powroty bywają bolesne. Zwłaszcza gdy było się w lesie, gdzie każdy kwiatek powie wiersze Zosi. Bycie częścią Zaborów czyni człowieka wrażliwszym, spokojniejszym, refleksyjnym. Każdy i każda się dopomina, żeby ich zauważyć, żeby o nich napisać. Wszystko takie rodzinne, bliskie; a to sarna przejdzie drogę, a to bóbr cię ofuknie, że mu przeszkadzasz w pływaniu albo borsuk zdziwiony spyta: - A co ty tak tu siedzisz? Trzeba chodzić, jedzenia szukać! Dla niego zasada świata jest prosta. Pojeść i rozmnożyć się. Dopiero kiedy człowiek pojawia się ze swoją koncepcją, wszystko zaczyna się komplikować. Etyka, moralność, kultura, tradycja i takie tam. Chociaż − patrząc na polityków, widzę potwierdzenie uproszczonej zwierzęcej perspektywy. Pojeść i rozmnożyć się. Wiem, krzywdzę tych realizujących misję, posłannictwo społeczne, ale mi obrzydli jako całość. Zwłaszcza to, jakże ludzkie, uwodzenie, budowanie wizerunku, by zasłużyć na pełne korytko. Bo polityk to w zasadzie zwierzę hodowlane. Działa w stadzie, sprawia wrażenie użytkowego (dowodem są liczone wypowiedzi na konferencjach prasowych i w wywiadach), jest przez nas sumiennie dokarmiane. Tak, łożę na tę hodowlę, żeby się prężyła, prześcigała w roztaczanych przede mną wizjach wiecznej szczęśliwości. Wspieram finansowo, by różne osobniki stawały się gwiazdami, celebrytami mediów, ekspertami, autorytetami od wszystkiego. Patrzę z melancholią na odlatujące żurawie i przypomina mi się przestroga o niedokarmianiu dzikich zwierząt. Uzależniają się i tracą naturalny instynkt. Zupełnie jak z posłami pierwszej kadencji. Może jeszcze nie odkręcać tabliczki z nazwiskiem, może się uda przezimować? Jak, psiakrew, warszawskie łabędzie, które wolą marznące łapy niźli ciepłe kraje. Tam nie ma resztek chleba i spacerowiczów, którzy sypną im żarcie pod dzioby. Mają tylko machać skrzydłami i ładnie wyglądać. Dlatego apeluję – nie dokarmiać polityków! A zwłaszcza ich ego. Utajnić ich wizerunki, nie przyzwyczajać do wysokiej rangi, nie pozwalać na traktowanie tej funkcji jak zawodu. Ich rozgrywki personalne potraktujmy jak zwady byków na rykowisku. Dorodne rogi, siła fizyczna, testosteron i sprawne przyrodzenie. Może to pomysł, żeby sobie porównywali siusiaki i na tej podstawie decydowali, kto ma rację i jest bardziej wiarygodny?


Pies myśli sobie o człowieku: on mnie karmi, pieści, daje mi posłanie, wyprowadza na spacer, pozwala biegać, więc na pewno jest Bogiem. Kot, natomiast, ma odmienną koncepcję: on mnie karmi, pieści, daje mi posłanie, kiedy wracam ze spaceru, więc na pewno jestem Bogiem. Tak, moje kociątka, wypieszczone ma materacyku z mojego włosia i skóry z ekspozycją pożywienia przez cały dzień. Niedobrze. W stadzie je najpierw osobnik alfa, czyli obywatel!


I jeszcze jedna metafora na zakończenie. Ryśkowa stodoła w połowie się zawaliła. Nieremontowana, nieużytkowana, bo pola już nie ma, więc dawno w sobie nie przechowywała plonów i zapasów. Strata niewielka, a korzyści ogromne. Można teraz cieszyć oczy odsłoniętym pięknym fragmentem nadrzecznej doliny z wypiętym brzuchem zaoranej ziemi i grzebieniem lasu z białymi brzozami jak u malarza Jana Zrzawego. Nauka z tego płynie oczywista. Jak się zawali coś zgniłego, to pojawi się nowy, inny, a czasem i piękny obraz.

 


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kolejne przygody pająka Krzyżka

środa, 21 września 2011 13:07

Głód podróży, ciekawość świata, chęć sprawdzenia, co dzieje się za kolejnym zakrętem drogi, za kolejnym wzgórzem, to powinno charakteryzować każdego wędrowca. I taki był pająk krzyżak z ogrodu u Ryśka. Niestety, był, bo przepadł w czasie swojej ostatniej wyprawy do Warszawy, Wodzisławia i Supraśla. Które z tych miast go uwiodło do tego stopnia, że się tam osiedlił albo, co gorsza, które go zabiło? Radził sobie świetnie, jak zaradny emigrant, dostosowujący się do nowych warunków. Kiedy rano w piątek poszedłem na parking, on już miał zbudowaną pajęczynę między rodzinnym lusterkiem bocznym a samochodem sąsiada. Mam nadzieję, że może jednak siedzi sobie we wnętrzu lusterka, znużony wibracją pajęczyny na wietrze, i jutro znów go zobaczę, grzejącego się w słonku. Darzę go sentymentem, bo mój samochód, no i ja, poruszyciel, byliśmy jego światem, w którym sobie mieszkał. Trochę się zdziwiłem, że po powrocie z Rowów nie wrócił do rodzinnego ogrodu jak przystało na Odysa. Po lekturze zwyczajów pająków zrozumiałem, dlaczego mu nie było śpieszno: po kopulacji samiec szybko opuszcza partnerkę, aby nie zostać zjedzonym. To jasne, każdy na jego miejscu trzymałby się z dala od domu. Stąd wniosek, że nie kierowała nim czysta ciekawość świata. Z drugiej jednak strony, każdy powód jest dobry, by zmieniać miejsca i obyczaje. Dzisiaj w ogrodzie wyczuwa się pewien rodzaj melancholijnego nastroju. Może to za sprawą napierającej jesieni, a może pająki czują zażenowanie z powodu wcześniejszej rozmowy – kilka z nich wykazało obraźliwą niewiarę w Krzyżkowe podróżnicze dokonania. Pocieszające jest to, że syn skakuna, który poprzednio dość niegrzecznie potraktował Krzyżka, teraz chce zostać  odkrywcą, jak wujek. Kosarz już zaplanował wędrówkę za rzekę, ale ciągle walczy ze swoją konformistyczną postawą „a co mi tu źle?” i przekłada terminy. W kolonii pojawił się nowy mieszkaniec, który na dobre zmienił światopogląd niektórych. Z transportem duńskich szafek do samodzielnego składania przybył Tygrzyk paskowany. Usłyszał historię wędrówek Krzyżka i zadumał się nad jego dziwnym zaginięciem, jak to Duńczyk, słowami Hamleta, a zwłaszcza nad nieobecną w atlasach krainą, skąd jeszcze żaden odkrywca nie wrócił, czym zaniepokoił młodego skakuna, a kosarza utwierdził w przekonaniu, że tu, gdzie mieszka, jest naprawdę super i nigdzie nie będzie się ruszał. Miejscowa społeczność podejrzliwie przygląda się przybyszowi z protestanckiego kraju z powodu seksualnych obyczajów tygrzyków: Samica wabi samca przed kopulacją za pomocą „poruszania biodrem” i uderzania nicią. Oj, a może Krzyżek to samica, która zeżarła swego partnera?! Czuła się tak smutna i opuszczona, że ruszyła w drogę? No cóż, jestem tylko właścicielem świata, w którym pająk zbudował pajęczynę. Nie będę wpływał na jego system wartości, w końcu sam też jestem w drodze.

 



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Babie lato

środa, 14 września 2011 15:47

Wydawać by się mogło, że tylko malutkie pajączki, unoszone wiatrem, mogą się przemieszczać wraz ze swoją pajęczyną. Są też inne sposoby, pod warunkiem, że się jest cwanym pająkiem krzyżakiem. Zbudował sobie sieć między bocznym lusterkiem a klamką drzwi od strony kierowcy, czyli mnie. Od kilku dni razem przemierzamy nasz piękny kraj. Dzięki swej pomysłowości zwiedził do tej pory Swory, Chojnice, Konarzyny, Bytów, a ostatnio Rowy nad morzem. Toleruję gapowicza, chociaż nie zwraca za benzynę. Co prawda, stawia mały opór, ukrywając się za lusterkiem, więc spalania wiele nie podnosi, ale uczciwość by nakazywała spytać, czy może się zabrać. Odkąd zaczął jeździć, okoliczne pająki uważają go za mędrca i autorytet, bo to podróżnik, światowiec i o życiu wie niejedno, a one – cóż, ciągle nad rzeką w ogrodzie u Ryśka. Niektóre nie wierzą w jego opowieści, a zwłaszcza skakuny, które, jak sama nazwa wskazuje, nerwowe są i porywcze. – Ty, Kżychu, nie pierdol, że byłeś nad morzem. Po pierwsze, nie wiemy, co to jest, a poza tym, to na pewno dalej niż za rzeką, a tam rzadko kto od nas był, a jeśli już, to nie wrócił, więc nawet nie wiadomo, czy tam coś w ogóle jest.

– Jak nie byłem, kiedy byłem! Muchy łapałem na parkingu pod domem wypoczynkowym redemptorystów!    

– No nie, dam mu po ryju – zaperzył się najbardziej speszony obcymi słowami skakun.   

– Panowie, panowie, dajcie mu powiedzieć – mitygowały zgromadzenie kątniki domowe, które zazwyczaj wzdragają się na myśl o jakiejkolwiek podróży.               – Dom, Kżyniu, powiadasz, a duży? – pytały, nerwowo przestępując z łapy na łapę.                      

– A ja jestem skłonny uwierzyć – powiedział kosarz, którego kiedyś wraz ze starymi sztachetami Rysiek przeniósł hen za stodołę, czyli od bramy przy drodze, przez ogród i podwórze. Przecież, jak wiemy, to niewyobrażalny kawał świata, co łatwo sprawdzić, rozglądając się z kalenicy dachu.

Od tego czasu, na wszelki wypadek, większość mówi krzyżakowi dzień dobry, ale tylko małe pajączki babiego lata patrzą z podziwem i szacunkiem na podróżnika. Wiedzą, co to znaczy być miotanym przez wiatry, a zwłaszcza w kierunku morza. To naprawdę bardzo niebezpieczne, ale ile daje satysfakcji! Bo, jak mówią najstarsze z nich: Zaufaj przypadkowi. Wszystko, co się wydarza, jest dobre i jest po coś.

 

 



Podziel się
oceń
11
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 433  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268433

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości