Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 352 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Bobry rządzą

środa, 26 września 2012 19:11

 

Idziemy sobie, jak zwykle, lasem nad jezioro. Dzionek piękny, słoneczny, chociaż na chłodnej podszewce, jak to jesienią. Po drodze mamy ulubiony zakątek. Łąka nadrzeczna, która z jednej strony opiera się o ścianę lasu i prostopadłą do niej linię topoli. Tu po południu jest najwięcej słońca i spokoju. W tym miejscu siedzi się jak w rogu dużego salonu, w wygodnym fotelu pod lampą. Wychodzimy z leśnej przecinki na wspomnianą łąkę, wolniutko i cicho, żeby saren nie spłoszyć, bo o tej porze pasą się nad rzeką jak krowy gospodarza ze Złotej Góry, a moja miła w krzyk: - Patrz, co te bobry skurwysyny zrobiły! Obracam ja głowę od rzeki, a tu „armagiedon”. Tak mówi pani Luda. Osiki powalone niby po burzy, białe pnie sterczą jak złamania otwarte w ranie, trawa wygnieciona. Specjalistka od piękna słowa polskiego stoi, ręce załamuje i lży boże stworzenie. Doskonale ją rozumiem. Uniosła się w słusznym gniewie, bo człowiek, któremu niszczy się fantazje i ustalone rytuały, groźny jest. Kącik między topolami a świerkami nie istnieje, nagle świat się otworzył na bobrowe bagienko, pełne świeżych, dopiero co pociętych gałęzi na żeremiach, i na drogę nad jezioro. – Takie jest odwieczne prawo natury. – Odpowiadam fragmentem kwestii reżysera z filmu Miś i mam niewątpliwą rację, bo od paru lat obserwujemy, jak „ojcowie założyciele” znad Małego Zielonego dają początek trzeciej już kolonii bobrów. Takie wydarzenia to konflikt interesów i zderzenie indywidualnych światów, ale w końcu bobry tu rządzą i racja jest po ich stronie. My tylko zwiedzamy tę wystawę, którą mecenas zmienia co jakiś czas. Na niebie klucze żurawi i dzikich gęsi. Zawsze ktoś tam drze dziób i przywołuje do porządku, żeby się trzymać szyku. Reżim jak w wojsku, dlatego nie chcę być żurawiem. Kogutem, natomiast, na jakiś czas, chętnie. Słyszę, jak ze sobą dialogują. Z podwórka Marty i od Dziuni. Na pewno się przechwalają swoim stanowiskiem i powodzeniem u kur, jak to chłopy. Jedzenia w bród, patriarchat i poligamia wpisane w tradycję, tyle że ten dobrobyt zbyt gwałtownie się kończy. Ogólnie życie tu jakieś bardziej naturalne. Prawdziwe. Mogę powiedzieć za gospodarzem Palivcem: ja tam się do popkultury nie mieszam, z tym to mnie każdy może w dupę pocałować. Co mi tam Okrasa i Pascal. Listy Przebojów i Jak oni się obnażają. Tu nikt nie udaje kogoś innego po kursach autoprezentacji, nie ma prasowych konferencji, nie licząc sejmików przed odlotem. Żadnych intryg i budowania wizerunków oprócz prawa mimikry. Ludzie jakby prawdziwsi, jak nasz ulubiony Jan, dyrektor „od kultury” w Kościerzynie. Erudyta, wrażliwy i subtelny. Rapujący ziomale z charytatywnego koncertu, którzy nie mają nic oprócz swoich myśli…  i …musisz mieć blizny, żeby coś zmienić. No cóż, trzeba stąd wyjeżdżać na zimowe leże. Chociaż może by w Bieszczady do Romka. Rykowisko trwa, a i niedźwiedzie mu się rozmnożyły, czyli jeszcze więcej chętnych pysków do Tereski pasieki. Łosia nie spotkałem, bo on po obcych landach się włóczy, zamiast tradycyjnie w naszym bagnie żerować. Do Drewutni na węgorza nie dojechałem. Leśnych braci Piotra i Jarka nie odwiedziłem. Może jeszcze się uda, chociaż to by znaczyło, że ruszyć się trzeba z miejsca i do świata naczelnych dołączyć. Jak tu tę ciszę porzucić? Do szosy by trzeba, co ją czasem tutaj z daleka słychać. Później jest łatwiej, kiedy się już przemieszcza z innymi po pasach ruchu. Chociaż to dwóch różnych facetów, ten za kierownicą i ten na leśnej ścieżce. Bliżej mi do „bożego szaleńca” Remusa niż do Michała Jacksona. Bobry rulez!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
45
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

wypoczyn.pl

niedziela, 02 września 2012 0:03

Wakacje są po to, żeby kopać rowy, kuć dziury w fundamentach (na szczęście cienkich), jeździć do miasta po śrubunki, zawory, redukcje itd. Kiedy rano boli ciało (w ogólności), to znaczy, że wypoczynek jest właściwy.  

Przebijam się przez warstwy cywilizacyjne gruntu za oborą Ryśka. Ma być metr siedemdziesiąt w kierunku jądra Ziemi i dwanaście metrów na północ, czyli do studni. Darń pełna perzu i pokrzyw. Głębiej korzenie leszczyny, czarnego bzu i jabłoni. Kamienie, kawałki cementowego gruzu i nagle - resztki worków po nawozach sztucznych oraz takich na zboże i inne materiały sypkie. To z czasów, kiedy w końcu podwórka stała jeszcze stodoła wypełniona słomą, sianem, a sąsiek ziarnem. Określam czas znaleziska: osiemdziesiąte lata, raczej ich początek. Rozumiem teraz podniecenie archeologów, omiatających szczoteczką posadzkę świątynną w Abu Gorab, która ukazała się spod wydm pustyni. Kolejna warstwa i jakaż niespodzianka - ludzka garderoba na różne pory dnia i roku! Dwurzędowa  kurtka męska w charakterystyczną „jodełkę”. Lata sześćdziesiąte! Wywlekam kolejny obiekt. To góra dresu firmy Puma. Zupełnie dobry dres! Pomieszane epoki albo właściciel miał rodzinę w Niemczech. Rysiek mówi, że nie pamięta, skąd te szmaty, bo był wtedy dzieckiem. A nieprawda. Tu naukowe podejście weryfikuje oficjalną prawdę. Mam w dłoniach kubeczek po serku Almette, który na rynku pojawił się w połowie lat dziewięćdziesiątych. I co ty na to, Ryśku?! Byłeś już wtedy dorosłym osobnikiem. Z głębszej warstwy wyszarpuję dwużyłowy, płaski przewód antenowy. Ileż to razy pokazywał spust surówki i kombajny na polach PGR-ów, a teraz został uziemiony, dosłownie i w przenośni. Kto by pomyślał, u Ryśka za oborą leży historia naszego kraju wraz ze świadectwem przemian społecznych, gospodarczych i ideologicznych. Ale co to?! Warstwa popiołu?! Czy pod tą warstwą nie leżą skurczone ciała pierwszych mieszkańców Zaborów, zaskoczonych we śnie przez wybuch wulkanu Siemierzycka? Ta góra dziś jest już tylko pięknym punktem widokowym. No cóż, poniosła mnie wyobraźnia początkującego badacza. Poproszę pana Jacka, niech kopie dalej. To ponad moje siły i w dodatku zbyt emocjonujące zajęcie.

W nocy mam sen ze spotkania z Ridleyem Scottem. Opowiada o swojej pracy, ale nagle wstaje, idzie przez całą salę i siada obok mnie. Zadaje pytania, dotyczące mojego życia. Po chwili jest znudzony, bo moje warstwy cywilizacyjne są rozległe jak te za oborą Ryśka. Aha, zaczynam rozumieć, potrzebny jest mu pewien typ bohatera, który, improwizując, będzie reagował na jego zadania aktorskie. A więc ja, człowiek ze swoją historią, zupełnie go nie interesuję. Wredny Ridley. No i znowu banalna prawda, że tu i teraz jest ważne, a nie żadne bolesne wspominania. „Nie oglądaj się za siebie, bo skamieniejesz”, jak mówią autorzy bajek i piosenek, co na jedno wychodzi. Bajki i piosenki to w końcu to samo.

 


 

 


Podziel się
oceń
40
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  268 434  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 268434

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości