Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 222 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wiosna w mieście

wtorek, 18 marca 2014 21:33

 

Co z tego, że słonko grzeje, a wszelka istota woła, że już wiosna. Ja jestem sceptycznie nastawiony, bo czekam na znak. Zacząłem pracować w Klinice „Budzik”. Może to ten właśnie znak wiosennego przebudzenia? Ale czekam jeszcze na mój osobisty, płynący z pnia mózgu. Czekam na zapach budzącej się  ziemi. Wtedy jestem jak Suseł z mojej bajki o Klinice Małych Zwierząt:

 Wystarczy rozgrzebać zatkane suchą trawą wyjście z nory, wystawić pyszczek z ruchliwym noskiem i powąchać wiatr.

Tak! To już! Właśnie dzisiaj Zima wypuściła ziemię z lodowego uścisku.

Może jednak jesteś niezbyt pewnym siebie Zwierzątkiem? Zrób więc taką próbę: wyjdź z nory na południową stronę, gdzie nie ma już śniegowych łat. Zacznij grzebać prawą przednią łapą w ziemi. Jeśli powierzchnia jest błotnista, dołącz teraz lewą przednią łapę i kop dalej. Gdy zrobisz już sporą jamę i nie natkniesz się na zmarzniętą ziemię, możesz mieć pewność, że przyszła Wiosna! Odbij się z czterech łap do góry, zapiszcz lub zaszczekaj, puść się szalonym biegiem wokół najbliższego drzewa, a później wpadnij do nory i zawołaj całą rodzinę. W takim dniu dobrze mieć obok kogoś bliskiego i kochanego.

     Czy to się może wydarzyć, skoro od kilku lat znowu mieszkam w Mieście? Trudno tu raczej o zapach ziemi. A jeśli już, to wyczują ją swoim zwierzęcym zmysłem deweloperzy i przykryją apartamentowcami. Wyobrażam sobie, jak ich muszą irytować cmentarze. Tyle ziemi na zmarnowanie, o mój Jezu! Pewnie gorąco popierają kampanię reklamową pewnego przedsiębiorstwa pogrzebowego: Na życzenie klienta kremujemy zwłoki. Skoro już mowa o niefortunnych konstrukcjach słownych. Na ostatnich Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu do naszego stoiska podchodzi mężczyzna i zwraca się do pani Kasi z takim oto pytaniem: Jaką ma pani dzisiaj najtańszą pozycję? Może to też symptom wiosny? A już na pewno jest nim bałkański w brzmieniu ansambl instrumentów dętych, wędrujący przez nasze osiedle. Pojawiają się wraz z pierwszymi ciepłymi dniami. Rzucam im kasę w torebce foliowej obciążonej mandarynką. Szef szarpie się z gumką recepturką, puszcza pustą torebkę, którą unosi wiatr. Zżera mandarynkę, nie dzieląc się z nikim (znaczy szef) i rzuca skórki. Nie pod nogi, tylko dalej od siebie. Zastanawia mnie, jaka to różnica? Przecież też na trawnik? Zaraz ich egzotyka przestaje mnie wzruszać. Słyszę okropnie niestrojące instrumenty, bezład i nonszalancję wykonawczą. I tak tu wrócą. Jak ptaki karmione na balkonie. Pożywią się i napaskudzą. Wiem, piszę jak marginalizujący, stygmatyzujący ksenofob. Może lepiej przyjąć perspektywę pewnego londyńczyka, który na moją uwagę o wszechobecnych śmieciach powiedział, że w ten sposób tworzą nowe miejsca pracy (dla sprzątających). W mieście widzę też inne znamiona zbliżającej się nowej pory roku. Przedstawia je najnowsza piosenka:

 

Wokół niedzielny przed blokami spokój,

Stoją faceci i patrzą w samochód.

Nogą w oponę coraz który kopnie,

Można się swobodnie o samochód oprzeć.

 

W tygodniu o przyszłość oni się kłopoczą,

Po stworzeniu świata należy odpocząć.

Codzienne rany dziś mogą zabliźnić,

Zmęczeni i senni niedzielni mężczyźni.

 

Wymienią uwagi, fachowe porady,

Znają mechaniki ogólne zasady.

W domu czeka obiad, wysprzątany pokój,

A faceci stoją i patrzą w samochód.

 

W tygodniu mocarni, surowi dla bliźnich,

Zmęczeni i senni niedzielni mężczyźni.

Nie muszą być twardzi, nie muszą być dzielni,

Leniwi, spokojni mężczyźni niedzielni.

 

Daleko wulkany, zamarznięte morza,

Tajfuny, pandemie i sawanny pożar.

Inni wolą spacer z małżonką u boku,

A ci sobie stoją i patrzą w samochód.

 

W tygodniu mocarni, surowi dla bliźnich,

Zmęczeni i senni niedzielni mężczyźni.

Nie muszą być twardzi, nie muszą być dzielni,

Leniwi, spokojni mężczyźni niedzielni.

 

 

IMGP2517.JPG

 

01012014161.jpg


Podziel się
oceń
31
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

Rzeczy wśród nas

poniedziałek, 17 lutego 2014 23:07

Ostatnie moje spotkanie w Akademii Rozrywki Radiowej Trójki dotyczyło złośliwości rzeczy martwych. Uważam, że nie wyczerpaliśmy tematu, nawet nie dotknęliśmy jego istoty, więc będę kontynuował. Artur Andrus twierdzi, że przedmioty martwe czasem są złośliwe. Tu się nie zgodzę. Jeśli złośliwe to nie martwe, prawda? Mam liczne dowody, jak bardzo szkodzą i występują przeciwko człowiekowi. Niektóre są wyraźnie nieżyczliwe. Czuję, że niebezpiecznie jest mierzyć się z tymi siłami nieczystymi.  A więc: przewody, które rozlutowują się zawsze przed koncertem. Na próbie jeszcze działały. To samo dotyczy rozładowanych baterii w efektach gitarowych i niedziałających mikrofonów. Papiery urzędowe. Oczywiście są w odpowiednich teczkach. No może kilka luzem. Zawsze wpadają w ręce te, które będą bardzo potrzebne, ale za kilka lat. Te, od których zależy kara finansowa lub powodzenie sprawy urzędowej, przepadają. Czasem chowają się pod ściankami szuflad, wypadają za szafki, ale zazwyczaj po prostu ich nie ma. A dokumenty, które chowają się w szafach, w kieszeniach marynarek? Co, sam bym je chował przed sobą do szafy? A klucze, piloty, telefony, paski do spodni, majtki? A skarpetki? Potwierdza się tutaj teoria światów równoległych. Tam żyją pojedyncze sztuki. Przecież gdzieś muszą być, skoro pozostała tylko jedna od pary.

Szukasz małej torebki foliowej? W koszyku znajdujesz tylko duże. Szukasz dużych, są tylko małe. Tłuką się wyłącznie cenne naczynia i te, do których masz sentyment. Rosenthalowskie, na przykład. Do tego stopnia są  zdeterminowane, że nie zawahają się poświęcić swego istnienia, by zaszkodzić, zasmucić lub rozzłościć. Ale nie szklanki z marketu!

Samochód ukrywający się na parkingu. Pojawia się dopiero po kolejnej twojej wędrówce przez plac. Im rzecz jest większa, tym większa jej moc szkodzenia. Taki pociąg do Szczecina, który jechał ze wschodu kraju prawie dobę. Czy to maszynista był przeciwny? Opieszale wywiązywał się ze swych obowiązków? Może zatrzymywał skład, kiedy pił z termosu herbatę i spożywał kanapki od żony? Nie! A może zarząd spółki kolejowej sabotował własne działania sprzecznymi zarządzeniami? Nie, to zmowa trakcji i elektrowozu. Tak! One ze sobą współpracują, kiedy chcą zaszkodzić wielu osobom.

Odkryłem spiski rzeczy. Organizują nawet swoje społeczności, homogeniczne światy, i wykorzystują do tego ludzi. Świat Gwoździ i Wkrętów, Żyrandoli, Kołder Puchowych, Toalet, Artykułów Biurowych. Świat Swetrów i Bielizny.  To już oficjalne światy, za którymi stoją ludzie wspierający grupowanie się przedmiotów w jednym miejscu, by później infiltrować ludzki świat. Tak mogą się zachowywać tylko zdrajcy. „Pragnę pana zaprosić na prezentację kołder leczniczych”. Zmowa kołder i ludzi. „Na pokaz leków wraz z degustacją. Pokaz garnków stalowych, odkurzaczy i kamieni leczniczych”. A później to wszystko zaczyna wypełniać nasze domy, panoszy się, powoli zabiera przestrzeń. Niezależnie jak duże masz mieszkanie, już po paru latach rzeczy je zaanektują. Wygodnie się moszczą, wchodzą w zmowę z pomieszczeniami i je zasiedlają. A spróbuj coś wyrzucić! Wpływają wtedy na twoje emocje, budzą wyrzuty sumienia, sugerują i uzasadniają konieczność swego istnienia. „Jeśli nie teraz, to na pewno później się przydam. Jeśli mnie nie chcesz, to mnie komuś oddaj, ale nie niszcz mojej formy, mojej konstrukcji! Jestem stworzony przez człowieka, jestem częścią geniuszu twórcy, świadectwem myśli!”. Wyrachowane, igrające z naszymi uczuciami. Wpływają na nasze zachowania, powodują obsesje i zaburzenia somatyczne. Nie ma czegoś takiego jak klaustrofobia. Jesteś ty i winda, która nie chce cię wypuścić. Potrzeba więcej świadomości! Aż do całkowitego zdemaskowania spisku! A wtedy zatańczymy na ogromnych, podobnych górom wysypiskach rzeczy, śpiewając zmodyfikowaną Międzynarodówkę, że przyszedł wreszcie dzień zapłaty, sędziami teraz tylko my!

 

 

IMGP2486.JPG 

 

IMGP6239.JPG

 

 


Podziel się
oceń
44
1

komentarze (13) | dodaj komentarz

Beskid wcale nie taki Niski

czwartek, 23 stycznia 2014 19:08

W góry to raczej mnie nie ciągnie. Mieszkałem tam kilka lat i wiem, że świat zasłaniają. Chyba że mieszkasz na szczycie. Widok zapierający dech, ale wiatry chałupę prawie unoszą. No i chodzić ciągle trzeba w górę i w dół. Z plecakiem na chwilę, latem lub jesienią, pokłonić się mocy, pooddychać, z góry na świat popatrzeć − to chętnie. Ale żeby zimą? Na cóż mi to? Nart nie przypniesz, bo śnieg ledwo przyprószył łączki i pod nogami raczej margle i gliny, a nie puchowy tren. Niedźwiedzie bezradne. Nie wiadomo, spać czy już wstawać, więc się robią poirytowane, jak ja o poranku. Jednak jedziemy we wspomniane góry, bo zaproszono nas na Małankę, czyli łemkowski przeddzień Nowego Roku. Mieszkamy w Chatce na Wołowcu. Brązowa ona, zrudziała, staro-drewniana, jak się należy. To na zewnątrz, a w środku – stoły bogate, z konsumpcją wyszukaną i ekskluzywną. Sałatek dostatek. Rydze kwaszone, pasztet domowy, polędwica z jelenia wędzona! Mnie kateringiem zaskoczyć trudno, a tu proszę. W towarzystwie obecni są leśnicy, to wiele wyjaśnia. Jeleń pewnie utykał na prawą nogę albo miał niedomykalność zastawki aortalnej, że go zaprzyjaźnieni myśliwi odstrzelili. Zdrowego nie wolno. Romek mówi, że powrót do naturalnej selekcji (przez wilki na przykład) już jest niemożliwy, tak mocno człowiek w przyrodę zaingerował. No, jak tak, to jem i bardzo mi smakuje. Jurek przytacza opowieść leśnego robotnika, który nieszczęśliwie natknął się na misia: - Miałem popękane gumofilce, ale tak spieprzałem przez kałuże, że nawet nóg nie zamoczyłem! Życzliwość wokół, pojednanie, nikt nikogo nie drażni ani nie zawstydza. Bliskość intelektualna i emocjonalna, i ogień płonący w kominku.

W mieście ludzi pełno dookoła. Są wszędzie. Na ulicach, w sklepach i urzędach. W domu też. W mieście żyje masa, a tu, w górach, pojedynczego człowieka widać. Jest, konkretny i niepowtarzalny. Jakby na jedną górę, na jeden potoczek przypadał człowiek. W okolicach chaty pusto, pies tylko ujada, kiedy przechodzimy. Szczeka, bo obcy jesteśmy, a tu takich mało. Swoich też niewielu. Dopiero jak się zejdą z górek i połonin, to widać, że są, że tu się żyje i ma swoje sprawy. Jurek na srokaczu przyjechał, uwiązał przed chatą, widok jak z innego świata. Śnieg otrzepał, zasiadł za stołem. Jeżdżenie koni w śniegu i deszczu mam za sobą i już bym tak nie chciał. Dopadł mnie najgorszy demon, Wygoda. Strzyga albo sukuba, co w nocy dusi, nie jest taka zła. Budzisz się i przez dzień wrócisz do formy. Wygoda, natomiast, nie opuszcza cię nocą i dniem. Siłę zabiera, fantazję i odwagę. Słucham miejscowych i ich opowieści. Każdy ma swoją, osobistą, odrębną. Tu jest się kimś. W mieście, każdym. Kiedy przez 10 lat mieszkałem w lesie, pewnie też byłem kimś. Miasto mnie wchłonęło, rozpuściło, rozwodniło jak wodę po kisielu, zabrało zaradność i dzielność. Wszystko mogę kupić i załatwić, nawet zaradnego człowieka wynająć, żebym się sam nie trudził.

Śpiewamy sobie, żart subtelny wkoło się skrzy, opowieści się snują. Gospodyni Ania, co krywulki z koralików robi, kolędę cicho nuci. I tak sobie żyjemy, przez chwilę obok siebie.

 

 

brudno13 014.jpg

 

brudno13 025.jpg

 

 


Podziel się
oceń
83
3

komentarze (27) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  266 280  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta.
Ceniona postać polskiej sceny muzycznej. Na estradzie od 1978 roku.
Twórca nastrojowych piosenek opowiadających o codzienności, ludzkim doświadczeniu, widzeniu świata z perspektywy zwykłego człowieka.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 266280

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl